“W Unii europejskiej
jak kiedyś w ZSRR,
Ważne decyzje
podejmowane są daleko
od krajów których dotyczą”
13.02.2009. Wywiad z Prezydentem dla Paris Match - François de Labarre
http://www.parismatch.com/Actu-Match/Monde/Actu/Vaclav-Klaus-president-de-l-Union-europeenne-euro-sceptique-interview-exclusive-78531/
Paris Match. Byłby pan zatem pierwszym prezydentem europejskim "eurosceptykiem"?
Vaclav Klaus. Nie. Przede wszystkim z natury jestem optymistą, również jeśli chodzi o rozwój kontynentu europejskiego. Zresztą, nie myślę w kategoriach euro-sceptycyzmu, wolę mówić o euro-realiźmie. Jestem euro-realistą, w przeciwieństwie do wielu ludzi, którzy w waszym kraju i nie tylko są euro-nihilistami.
PM. Kim są ci euro-nihiliści?
VK. To są ci, którzy dążą do zniknięcia Państw Europy a na ich miejsce chcieliby utworzyć Państwo europejskie. Byłby to tragiczny błąd. Mam nadzieję że państwo takie nigdy nie ujrzy światła dziennego.
PM. Pozostawiając na boku utworzenie
jednego Państwa europejskiego, nie uważa pan że w świecie zdominowanym przez
wielkie państwa jak Chiny, Stany Zjednoczone, narody jak nasze powinny się
zjednoczyć? Europa zintegrowana nie jest koniecznością?
VK. Nie boję się ani wielkich krajów, ani małych, ale boję się złej polityki. Myślenie w kategoriach wielkości jest błędem. Nie boję się Chin, ani Stanów Zjednoczonych ale degradacji swobód obywatelskich i demokracji w Europie.
PM. Za co Unia europejska byłaby
odpowiedzialna .... Czy jest prawdą że porównuje ją pan z Unią Sowiecką [Związkiem
Radzieckim] ?
VK. Trudno na to odpowiedzieć. Jedno jest pewne: w Unii Europejskiej, tak jak jeszcze niedawno w ZSRR, ważne decyzje nie są podejmowane w kraju, którego dotyczą. W epoce sowieckiej, pewne decyzje podejmowane były z odległości 2 000km, są to fakty, których nie zapomnimy nigdy.
PM. Co trzeba byłoby zmienić ażeby Unia Europejska doszła do łask w pańskich oczach?
VK. Moja jedyna sugestia to dokonać repatriacji kompetencji do państw członkowskich. Nie jestem zwolennikiem ani wspólnej polityki zagranicznej, ani też wspólnej polityki energetycznej. Uważam że transfer kompetencji do Brukseli w takim zakresie był błędem. Wielu Francuzów jest zadowolonych z faktu, że decyzje podejmowane są w Paryżu.
PM. Nie jest pan apostołem
Europy politycznej. Jak postrzegał pan styl zarządzania Nicolas Sarkozy za
prezydencji francuskiej Unii Europejskiej?
VK. Nie mam nic przeciwko M. Sarkozy, ale zdecydowanie nie jest to mój sposób uprawiania polityki.
PM. Jako ekonomista, co pan
myśli o G20?
VK. Tu, nie chodzi tylko o Europę, Stany Zjednoczone także wzywają do wyregulowania kapitalizmu. Próby "regulowania" powracają z każdym kryzysem ekonomicznym. Na szczycie w Davos, po wysłuchaniu propozycji jednych i drugich, powiedziałem, że więcej obaw wzbudzały we mnie reformy niż sam kryzys! Kryzys jest zjawiskiem ekonomicznym posiadającym własna wewnętrzną dynamikę. Byłoby błędem próbować wyjść z kryzysu zmieniając świat.
PM. Nie sądzi pan, jak to
proponował w ubiegłym tygodniu Sarkozy, że trzeba np bardziej kontrolować
instytucje finansowe i hedge funds?
VK. Kwestią nie jest większa lub mniejsza liczba kontroli, ale jakich kontroli?.
Podczas dziesięcioleci ekonomiści zastanawiali się nad tym, nigdy nie znajdując dobrego rozwiązania . Nie wierzę, aby można było go znaleźć organizując szczyt dwudziestu szefów Państw. Myśli pan że podczas takiego zebrania trwającego do 3 nad ranem da się nagle znaleźć odpowiedź jak ustabilizować rynek? – Nikt nie może tego potraktować poważnie.
PM. W 2005 roku Francuzi
odrzucili projekt Konstytucji europejskiej – niektórzy uważali że jest nie wystarczająco "socjalny".
VK. Inni zaś jak wy, że nie
jest wystarczająco liberalny. Trudno w tym się w tym połapać....
Nie myślę aby było konieczne dogodzić wszystkim we wszystkim. Odrzucenie
Konstytucji nie tłumaczy się w aspekcie socjalnym czy liberalnym. Ideą
podstawową traktatu było wykreowanie w sposób sztuczny wspólnego interesu tam
gdzie go nie było. Odpowiedź francuskich wyborców była jasna: pozostawmy Europę
taką jaka jest.
PM. Co pan myśli o Europie z prezydentem wybieranym na trzy lata?
VK. Jestem przeciwny.
PM. Jest pan przeciwny traktatowi lizbońskiemu, czy mimo to złoży pan pod nim
podpis?
VK. Przede wszystkim musi go ratyfikować Parlament.
PM. Od strony Francji, odnosi
się wrażenie, że Republika Czeska przyjęła dla swej prezydencji Unii styl
"low profile".
VK. W porównaniu z poprzednią , tak, to prawda, ale według mnie to właśnie w taki styl jest właściwy.
PM. Nicolas Sarkozy i Angela
Merkel domagali się nadzwyczajnego posiedzenia rady europejskiej w sprawie
kryzysu.
VK. Nie widzę żadnych powodów ku temu.
PM. Zbliżają się wybory,
projektory kierują się także na Strasbourg. We Francji młoda sekretarz Stanu ,
Rama Yade, odmówiła zgłoszenia swojej kandydatury. Wydaje się że młode
pokolenie polityków nie marzy o stanowiskach w Parlamencie Europejskim...
VK. Tutaj też nie! Powód jest prosty: Większość wyborców zna swoich wybranych, swoich ministrów, ale nie znają ani posłów ani komisarzy unijnych. Otóż ci ostatni są ważniejsi od naszych ministrów!
PM. Jeśli zatem to co dzieje się
w Brukseli jest tak ważne, dlaczego ludzie nie wykazują tym zainteresowania?
VK. Dlatego, że nie rozumieją logiki Unii Europejskiej. Nie zrozumieli ani Konstytucji europejskiej, ani traktatu Lizbońskiego. Podporządkowują się jak dawniej władzy narodowej, podczas gdy decyzje faktycznie podejmowane są gdzie indziej.
PM. Jeśli nawet odrzuca pan
określenie euro-sceptyk, jest pan jednak jednym szefem państwa europejskiego
wyrażającym idee suwerenistyczne.
VK. Tak na to wygląda. Przykro mi. Byłbym zachwycony, gdyby prezydent Francji podzielał moje poglądy...
PM. We Francji opinia o panu nie jest zbyt dobra. Co
pan myśli o tej ofensywie medialnej przeciwko panu?
VK. Nie zrozumiałem. Jestem zaskoczony. Zastanawiam się czasami czy nie jest to zorkiestrowane.
PM. Powiedzmy, że jest pan
głosicielem idei jak: suverenizm, liberalizm, które nie są zbyt popularne we
Francji.
VK. Dla mnie, Francja jest bliższa Colbertowi niż Fryderykowi Bastiat [ekonomista liberalny]. Bliższa Saint-Simon niż Turgot. Załuję, ale Francja zawsze była bliższa Jean-Paul Sartre niż Raymond Aron'owi.
PM. Tak, ale Raymond Aron cieszył
się wolnością wyrażania opinii.
Inny wątek: Pan propaguje
poważne wątpliwości odnośnie ocieplenia planety. Topnienie lodowca nie jest
tego wystarczającym argumentem? W którym miejscu przesadza się mówiąc o
ociepleniu planety?
VK. Słowa są zbyt słabe! - Trwoga z powodu ocieplenia jest szalona i zbędna. Nie maja miejsca znaczące zmiany klimatu. Przemawia za tym coraz więcej statystyk. Proszę spojrzeć na ten stos książek, to najnowsze opracowania – wszystkie wyjaśniają że idea ocieplania się planety jest fałszywa.
PM. Podczas trzech godzin
dyskutował pan z Al Gore podczas szczytu w Davos. Czy przekonał pan go?
VK. Al Gore jest po drugiej stronie! Ja twierdzę że wolność jest bardziej zagrożona niż klimat.