TRZYDZIESTOLECIE DRUGIEGO SOBORU WATYKAŃSKIEGO

 

Ks. Michał Poradowski

 

 

 

CZERWONY PAŹDZIERNIK.......................................................................................................... 1

PRZEDSŁOWIE............................................................................................................................... 2

WSTĘP: SYTUACJA W KOŚCIELE PRZED DRUGIM SOBOREM WATYKAŃSKIM................... 2

ROZDZIAŁ I ROLA PRAŁATA RONCALLIEGO......................................................................... 16

ROZDZIAŁ II ROLA PRAŁATA MONTINIEGO........................................................................... 25

ROZDZIAŁ III SYTUACJA POSOBOROWA W KOŚCIELE......................................................... 35

 

 


 

PRZEDSŁOWIE

 

Dziwne rzeczy dzieją się obecnie w Kościele. Jedni je nazywają "odrodzeniem w Duchu Świętym", a drudzy widzą w nich przemiany rewolucyjne i niszczycielskie; a być może, że jednocześnie dokonują się zmiany tak istotne i tak zasadnicze, że trudno jest je dokładnie rozróżnić w czym są odrodzeniem, a w czym niszczycielską rewolucją.

 

Niniejsza broszura, przewidziana tylko jako wstęp do rozeznania owego procesu zmian, pragnie dopomóc zakłopotanym katolikom w szukaniu orientacji zgodnej z tradycją dwóch tysięcy lat historii Kościoła katolickiego, a także nieco wytłumaczyć, co się właściwie dzieje obecnie wewnątrz Kościoła. Jest jednak ta broszura tylko wstępem, który ma na celu ułatwić lekturę dalszej i głębszej analizy zachodzących w Kościele zmian, a spowodowanych głównie przeobrażeniami, które zachodzą w świecie współczesnym, ogarniając także i Kościół, gdyż przecież istnieje on i działa w świecie, a nie poza światem. Chrystus Pan obiecał co do Kościoła, że "bramy piekielne nie zwyciężą go", co jednak znaczy, że będą go zwalczać, ale także powiedział, że "a oto ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata" (Mt 28, 20). Stąd też, my, chrześcijanie, zawsze powinniśmy być optymistami.

 

x. prof. Michał Poradowski

 

 

WSTĘP: SYTUACJA W KOŚCIELE PRZED DRUGIM SOBOREM WATYKAŃSKIM

 

Już pierwsza ekipa Chrystusa Pana odzwierciedla słabość natury ludzkiej i jakby zapowiada, iż tak będzie zawsze, a więc aż do drugiego przyjścia Zbawiciela. Znana jest powszechnie opinia o dwunastu apostołach: "...jeden zdrajca (Judasz), drugi zaprzańca (św. Piotr), trzeci niedowiarek (św. Tomasz), a reszta ... pożal się Boże". Nie lepiej było i później, a więc po Wniebowstąpieniu Chrystusa Pana, o czym informują nas Listy św. Pawła i Dzieje Apostolskie.

 

Co więcej, już św. Piotr, jako pierwszy papież, denuncjuje istnienie "spisku", czyli układu między Synagogą (Żydami) i ówczesną władzą polityczną, reprezentowaną przez Heroda i Piłata, a więc współpracę w zwalczaniu powstającego Kościoła (Dzieje Apostolskie, 4, 26-27). Żydzi stają się inspiratorami prześladowań chrześcijan i Chrześcijaństwa jako takiego poprzez pogan rządzących ówczesnym światem. To oni spowodowali okrutne prześladowania najpierw w Palestynie, a później w całym cesarstwie rzymskim, a to głównie w czasach rządów Nerona.

 

Dzieje Apostolskie informują nas, że nawrócenia w Palestynie były masowe i że pierwsi chrześcijanie pochodzili z najrozmaitszych ludów, kultur i wierzeń pogańskich, a także i żydowskich. Palestyna w owym czasie należała do cesarstwa rzymskiego, które rozciągało się daleko poza Europę na wschód (Azja Mniejsza) i na południe (Afryka), a więc na ludy o najrozmaitszych wierzeniach i obyczajach. Widząc cuda czynione przez apostołów [poganie] przyjmowali Dobrą Nowinę (Ewangelię), ale często zachowując swe dawne obyczaje i zapewne wiele z dawnych swych wierzeń, stąd też nic dziwnego, że w tym pierwotnym Chrześcijaństwie nauka Chrystusa Pana często mieszała się z poprzednimi wierzeniami, co w praktyce prowadziło do pewnych syntez, a więc do różnych herezji i sekciarstwa. Wiele świadectw co do tego dają nam Listy św. Pawła i innych apostołów.

 

W pierwszych latach nawet sami apostołowie zajmowali różne pozycje wobec tych "mieszanek" religijnych. Głównym tematem dyskusji między nimi były wierzenia i praktyki nawróconych Żydów, a przede wszystkim sprawa obrzezania i koszeru, a więc czy niezbędnym jest najpierw dla pogan przyjęcie mozaizmu, przed przyjęciem Chrztu świętego. To dopiero Pierwszy Sobór (około roku 50) rozstrzygnął spór w tej sprawie, odrzucając tego rodzaju warunki przyjęcia do wspólnoty chrześcijańskiej. Wobec nawróceń z mozaizmu było to tolerowane, ale wobec nawróceń z różnych wierzeń pogańskich zostało całkowicie zabronione. Pewne wpływy mozaizmu były wówczas nieuniknione (zresztą tak jest aż do dzisiaj), gdyż Kościół uznał Stary Testament za część integralną Biblii. Stąd też w ciągu całej historii Kościoła zawsze istnieją pewne wpływy mozaizmu, co jest szczególniej widoczne aż do dziś w protestantyzmie. Biblia [jest] bowiem księgą obszerną a w niej Stary Testament objętościowo znacznie większą częścią, a nadto znajdującą się w Biblii na pierwszym miejscu (a zwykle czytelnik Biblii zaczyna jej lekturę od początku), o wiele więc dłużej [czytelnik] znajduje się pod wpływem Starego Testamentu, niż pod wpływem nauki Nowego Testamentu, który stanowi praktycznie tylko dodatek do Starego Testamentu, a nawet często, jeśli chodzi o niektóre sekty protestanckie, w ogóle nie jest czytany.

 

Poza stałym wpływem mozaizmu poprzez lekturę Starego Testamentu istniały także i inne silne wpływy różnych religii, które były w cesarstwie rzymskim praktykowane. Często też szukano pewnego pojednania różnych wierzeń, zwłaszcza w pierwszym okresie, czyli aż do Edyktu Mediolańskiego (313). To dopiero po tym edykcie Chrześcijaństwo zapanowało oficjalnie w całym cesarstwie. Faktem jest, że niektóre wierzenia pogańskie zachowały się w pewnych środowiskach aż do dziś i to nawet we Włoszech.

 

W czasach apostolskich istnienie różnych herezyj w Kościele było prawie nagminne. Św. Paweł często się na to skarży. I tak np. w Drugim Liście do Koryntian pisze: "Jeśli bowiem przychodzi ktoś i głosi wam innego Jezusa, jakiegośmy wam nie głosili, lub bierzecie innego ducha, któregoście nie otrzymali, albo inną Ewangelię, nie tę, którąście przyjęli - znoście to spokojnie..." (2 Kor "Ci fałszywi apostołowie to podstępni działacze, udający apostołów Chrystusa. I nic dziwnego. Sam bowiem szatan podaje się za anioła światłości" (2 Kor 11, 13-14). Do Galatów zaś pisze: "Nadziwić się nie mogę, że od tego, który was łaską Chrystusa powołał, tak szybko chcecie przejść do innej Ewangelii. Innej jednak Ewangelii nie ma: są tylko jacyś ludzie, którzy sieją wśród was zamęt i którzy chcieliby przekręcić Ewangelię Chrystusową. Ale gdybyśmy nawet my lub anioł z nieba głosił wam Ewangelię różną od tej, którą wam głosiliśmy - niech będzie przeklęty" (Ga 1, 6-8).

 

W Liście do Kolosan tak przestrzega: "Baczcie, aby kto was nie zagarnął w niewolę przez tę filozofię będącą czczym oszustwem, opartą tylko na ludzkiej tradycji, na żywiołach świata, a nie na Chrystusie" (Kol 2, 8).

 

Jedną z najważniejszych zapowiedzi Chrystusa Pana było Jego powtórne przyjście, więc też wielu nawróconych na wiarę chrześcijańską spodziewało się że nastąpi to jeszcze za ich życia, stąd też przestroga św. Pawła w Drugim Liście do Tesaloniczan: "Niech was w żaden sposób nikt nie zwodzi, bo dopóki nie przyjdzie najpierw odstępstwo i nie objawi się człowiek grzechu, syn zatracenia (a więc Antychryst - przyp. M.P.), który się sprzeciwia i wynosi ponad wszystko, co nazywa się Bogiem..." (2 Tes 2, 3-4).

 

W Drugim Liście do Tymoteusza św. Paweł przepowiada zepsucie przed końcem świata i drugim przyjściem Chrystusa Pana: "A wiedz o tym, że w dniach ostatnich nastaną chwile trudne. Ludzie bowiem będą samolubni, chciwi, wyniośli, pyszni, bluźniący, nieposłuszni rodzicom, niewdzięczni, niegodziwi, bez serca, bezlitośni, miotający oszczerstwa, niepohamowani, bez uczuć ludzkich, nieprzychylni, zdrajcy, zuchwali, nadęci, miłujący bardziej rozkosz niż Boga" (2 Tm 3, 1-4).

 

Na obecność fałszywych proroków wśród chrześcijan skarży się także i św. Piotr: "Znaleźli się jednak fałszywi prorocy wśród ludu tak samo, jak wśród was będą fałszywi nauczyciele, którzy wprowadzą wśród was zgubne herezje" (2 P 2, 1). Zapowiada też św. Piotr powrót wielu do dawnego pogaństwa: "I zwrócił się pies do wymiotu swego" (2 P 2, 22). Przestrzega też św. Piotr, że drugie przyjście Chrystusa Pana będzie zaskoczeniem: "Jak złodziej zaś przyjdzie dzień Pański..." (2 P 3, 10). A św. Jan Ewangelista w drugim swym Liście przypomina: "Wielu bowiem pojawiło się na świecie zwodzicieli, którzy nie uznają, że Jezus Chrystus przyszedł w ciele ludzkim. Taki jest zwodzicielem i Antychrystem" (2 J 1, 7).

 

Tych kilka przykładów, wziętych z Nowego Testamentu, podaje się tutaj, aby przypomnieć, że słabość ludzka, spowodowana przez grzech pierworodny, stale jest obecna w dziejach Kościoła i to właśnie nam tłumaczy, że mimo swej świętości Kościół zawsze miał swoje trudności, kryzysy i objawy swej słabości moralnej, ale mimo to zawsze triumfuje, gdyż stale jest w nim obecny jego Założyciel.

 

Obok tej słabości, Kościół też zawsze był zwalczany przez swych wrogów, czy to wprost, jak za czasów prześladowań, aż do czwartego wieku, czy też [przy pomocy infiltracji dokonywanej przede wszystkim przez] Żydów, ale nie tylko Żydów. Należy pamiętać, że nowo powstały Kościół był zagrożeniem dla wielu religij, które wówczas panowały i przez wiele wieków stanowiły struktury społeczne i państwowe. Może najważniejszymi były w pierwszych wiekach struktury religijne Celtów i oficjalnej religii cesarstwa rzymskiego. Kapłani tych religii należeli do najwyższej warstwy społeczeństwa, a czuli się zagrożeni szerzeniem się nowej religii, którą z początku uważali za sektę żydowską. W pierwszych wiekach Kościół żył w katakumbach, czyli w konspiracji, a właśnie środowisko konspiracyjne jest najlepszą okazją do infiltracji przez wrogów, w tym wypadku nie tylko kapłanów żydowskich, ale także i celtyckich. Należy też pamiętać, że ci ułomni apostołowie okazali się ludźmi świętobliwymi i prawie wszyscy zmarli jako męczennicy. Podobnie było i później, bo przez wszystkie wieki Kościół cieszył się ludźmi świętobliwymi i tysiące ich wynosił na ołtarze, jako przykład dla następnych pokoleń.

 

Zapamiętajmy przeto, że pierwszą i główną infiltracją wrogów Kościoła byli zawsze i są do dziś Żydzi. [Niektórzy z nich] czynią to świadomie, jako wrogowie Chrześcijaństwa, inni szczerze nawracają się na wiarę chrześcijańską, ale jako Żydzi nie zawsze są w stanie wyzbyć się całkowicie swej, mającej wiele tysięcy lat tradycji. Nadto, także i Żydzi, najszczerzej wierzący w Chrystusa Pana, nie zawsze potrafią wychować należycie swe dzieci w wierze katolickiej, a stąd też albo powracają w następnych pokoleniach do wiary swych przodków, albo też stają się niewierzącymi lecz przynależącymi do społeczeństwa chrześcijańskiego w sensie tylko cywilizacyjnym, co nie przeszkadza, że często pozostają osobami szlachetnymi, choć obojętnymi w spawach religijnych.

 

Masowe nawrócenia się Żydów na wiarę chrześcijańską, jak to było z marranami w Hiszpanii lub też z "frankistami" w Polsce (od nazwiska Frank, w połowie osiemnastego wieku) okazały się raczej oportunistyczne. Znaczna część protestantów, zwłaszcza kalwinów, to potomkowie nawróconych na Chrześcijaństwo Żydów.

 

Obecność Żydów w Kościele katolickim, zwłaszcza tych niecałkowicie nawróconych przyczyniła się do pojawienia się wielu herezyj. To nie tylko arianizm był herezją żydowską, ale także niezliczone herezje późniejsze, a przede wszystkim protestantyzm, [w tym] kalwinizm.

 

Drugim zdecydowanym wrogiem Chrześcijaństwa jest masoneria. Różne są opinie co do jej powstania. Najprawdopodobniej ma ona jakieś związki z najdawniejszymi religiami, a zwłaszcza z cechami kapłańskimi różnych religii pogańskich, oraz z cechami architektów najdawniejszych cywilizacji. Jej główną charakterystyką jest tajemniczość, co jej ułatwia przypisywanie sobie niebywałych wpływów w najdawniejszych cywilizacjach. Ukazanie się Chrześcijaństwa, a zwłaszcza triumfy Kościoła katolickiego prawdopodobnie masoneria przyjęła jako konkurencję, a więc i jako swego wroga. Nadto, tajemniczość masonerii, podkreślana w różnych jej rytach, przyczyniła się do podejrzewania masonerii o kult Szatana. W średniowieczu masoneria działała głównie w cechach budowniczych, a więc będąc tylko półtajną. Choć dawno była znana, to jednak dopiero w początkach wieku osiemnastego ujawniła się oficjalnie w formie tzw. lóż masońskich.

 

Po ujawnieniu się niemal natychmiast zaczęła działać we wszystkich krajach [Europy], stając się swego rodzaju "modą" zwłaszcza w świecie ludzi wykształconych i zamożnych. W początkach osiemnastego wieku prawie nikt nie wiedział czym jest owa masoneria. Nadto sama przedstawiała się jako stowarzyszenie "filozoficzne" oraz dobroczynne. Stąd też [...] warstwa społeczna zwana "mieszczaństwem" (do którego przyłączyła się dawna szlachta, która przenosiła się gromadnie do miast) przyjęła ujawnienie się owego cechu architektów i budowniczych z wielką radością, jako czegoś co im brakowało: dyskusyj "filozoficznych", (które właściwie były politycznymi) i rozrywki, które polegały na ciągłych "przyjęciach" literackich, przy dobrze zastawianych stołach. Nic więc dziwnego, że w początkach osiemnastego wieku te towarzystwa "filozoficzne" stały się bardzo modne i ówcześni mieszczanie uważali sobie za wielki zaszczyt przyjmować u siebie owych "filozofów". Najgorliwszymi członkami owych towarzystw "filozoficznych" stali się księża i biskupi, nie podejrzewając w tym nic zdrożnego. Tak to, na przykład we Francji, w połowie wieku osiemnastego prawie wszyscy biskupi i księża, zwłaszcza zakonnicy, masowo wstąpili do masonerii. Dzisiejszy znawca tego okresu historyk Georges Virebeau, w swej książce Prélatset Francsmaçons, daje nam listę masonów z najdrobniejszymi szczegółami kiedy i gdzie wstąpili do takich czy innych lóż masońskich biskupi i księża-kanonicy we Francji. To dopiero po ukazaniu się encykliki papieża Klemensa XII, In Eminenti, w roku 1738, dowiedziano się, że jest to instytucja wroga Kościołowi i wierze chrześcijańskiej. Ale, w owych czasach, kiedy jeszcze nie było gazet, wydanie owej encykliki nie mogło zaraz dać poważniejszych skutków, zwłaszcza, że prawie wszystkie te loże były kierowane przez księży i biskupów, a nawet było wiele lóż, które miały swe siedziby w klasztorach. Nadto, niemal wszyscy ci księża, biskupi i kanonicy, należąc do owych lóż nic zdrożnego w tym nie widzieli, gdyż ówcześni "bracia" byli bardzo ostrożni, nie atakowali Kościoła, ani wiary i uczuć religijnych, lecz wręcz przeciwnie, nie tylko bronili religii, ale ciągle mówili o Bogu-Architekcie Świata. Stąd też wpływ tej pierwszej encykliki był bardzo mizerny. Przyjazd do Francji słynnego masona amerykańskiego Franklina, jako ambasadora Stanów Zjednoczonych, także przyczynił się do upowszechnienia masonerii we Francji. Prawie przez cały wiek osiemnasty w Europie masoneria cieszyła się popularnością i niemal przez wszystkich była dobrze widziana. We Francji masoni wykorzystali tę sytuację znakomicie przygotowując spokojnie i metodycznie rewolucję francuską. Tak zwane sociétés do pensée funkcjonowały we wszystkich miastach i miasteczkach na całym terytorium Francji, przygotowując gilotyny dla swych przeciwników. Funkcjonowanie lóż pozwalało na doskonałe rozróżnienie między zwolennikami i przeciwnikami rewolucji i jej ideologii. Stolica Apostolska, doskonale poinformowana przez własną policję Państwa Papieskiego o celach działalności masonerii, niestrudzenie wydaje nowe encykliki i różne dokumenty przeciwko masonerii, a szczególniej dla poinformowania duchowieństwa, które tak naiwnie współpracowało z masonerią. Są to prawie wszystko encykliki doktrynalne, a więc uświadamiające o wrogim stosunku masonerii wobec Kościoła. To dopiero po rewolucji francuskiej nadchodzi nowa seria encyklik papieskich, które ujmują zagadnienie masonerii także z punktu wiedzenia politycznego.

 

Loże masońskie ujawniają się dopiero w początkach wieku osiemnastego, a ich ujawnienie się (zresztą tylko częściowe), jest pewnego rodzaju niespodzianką, okazuje się bowiem, że od dawna istniejące cechy murarzy oddawały się nie tylko swym zajęciom zawodowym, a więc budownictwu, lecz także i życiu towarzyskiemu, a nawet tzw. "filozofii". Ujawniając się, pozostawały jednak do pewnego stopnia nadal okryte tajemniczością i to właśnie owa tajemniczość okazała się najsilniejszym magnesem, przyciągającym ciekawych.

 

Te ujawniające się loże rozpoczęły swą działalność przede wszystkim w środowisku najbardziej kulturalnym, zamożnym i nieco znudzonym, jakim była w owym czasie arystokracja i dwory królewskie. Znudzenie przyszło jako skutek przekształcania się rycerstwa w arystokrację. Rycerstwo nigdy nie nudziło się, gdyż stale walczyło na najrozmaitszych frontach, nieraz bardzo dalekich, jak na przykład krucjaty, ale kiedy część rycerstwa przekształciła się w regularne i płatne wojsko, a druga część w ziemiaństwo, gdy zamki przekształciły się w pałace czy dwory, a znaczna część ziemiaństwa z czasem przeniosła się do miast i miasteczek, nie będąc zbytnio obarczona ciężką pracą, przyszło znudzenie, a stąd też i zainteresowanie lożami masońskimi, które dostarczały nieco rozrywki i dysputowania na tematy "filozoficzne".

W ciągu pierwszej połowy osiemnastego wieku właściwie nikt nic nie wiedział na temat masonerii, a najmniej o niej wiedzieli sami masoni, zwłaszcza jeśli chodzi o coś zdrożnego. To dopiero dzięki encyklikom papieskim, zaczętym słynną encykliką papieża Klemensa XII (1738), katolicy zostali nieco ostrzeżeni przed wstępowaniem do masonerii. Ale wiadomo już z Biblii, że owoc zakazany staje się najbardziej pożądanym. To też nic dziwnego, że w połowie osiemnastego wieku nie tylko katolicy świeccy, ale głównie duchowieństwo, zainteresowali się masonerią, wstępując masowo do lóż, jako stowarzyszeń "filozoficznych" i rozrywkowych, będąc wówczas często związanymi z arystokracją. Było to w owym czasie pewnego rodzaju "moda". Niemal w całej zachodniej Europie, w połowie wieku osiemnastego, wielu księży i biskupów należy do masonerii. Co więcej, w wielu krajach zakładano loże masońskie nawet w klasztorach. Można też przypuścić, że stała i liczna obecność duchowieństwa na posiedzeniach owych lóż krępowała nieco ich kierowników, stąd też unikali oni dyskusyj na tematy, które mogłyby zniechęcać, czy też oddalać duchowieństwo.

 

W początkach wieku osiemnastego ukazanie się jakiejś encykliki papieskiej nie mogło mieć większego znaczenia, gdyż wieść o niej rozchodziła się bardzo wolno i tylko w pewnym zakresie. Gazet jeszcze prawie nie było [...] Stąd też o dokumencie (zwanym wówczas Konstytucją Pontyfikalną) papieża Klemensa XII, In Eminenti, z roku 1738, mało kto słyszał. Dlatego też, aż do rewolucji francuskiej (1789) o negatywnych aspektach masonerii prawie nic nie wiedziano, mimo iż ukazało się w owym okresie wiele dokumentów papieskich atakujących masonerię. Ale już po ogłoszeniu dokumentu In Eminenti przez papieża Klemensa XII (1738), który to dokument nie tylko zabrania należenia do masonerii, ale także wyjaśnia czym jest masoneria, trudno jest usprawiedliwić fakt tak częstego należenia do niej tylu biskupów i prałatów; wszyscy oni ipso facto zostali wyklęci (ekskomunika). Nadto, zaraz niemal po tej pierwszej encyklice zakazującej należenia do masonerii katolikom, ukazuje się cała seria dokumentów, które z jednej strony informują czym jest masoneria i przedstawiają ją jako największego wroga Kościoła, a z drugiej strony ponawiają kary kościelne za przynależność do niej, a jednak z uporem tak wielu dostojników Kościoła nadal wstępuje do lóż i dochodzi do najwyższych urzędów w Kościele. Jest jednak pewna różnica między sytuacją w początkach XVIII-go wieku, a więc przed encykliką In Eminenti i po niej, a polega ona na tym, że przed encykliką przynależność ta była publiczna i powszechnie znana, a po ogłoszeniu encykliki ta przynależność jest raczej poufna i władzom kościelnym nieznana. Stąd też dochodzi się do sytuacji, w której nawet najwyżsi urzędnicy Kurii Watykańskiej są masonami zamaskowanymi. Jako przykład ilustracyjny może służyć fakt, który miał miejsce za rządów papieża Leona XIII. Papież ten wielokrotnie potępiał masonerię i jego encyklika Humanum Genus (1884) jest do dzisiaj jednym z najważniejszych dokumentów w sprawie masonerii, a jednak za jego pontyfikatu Sekretarzem Stanu był kardynał Rampolla. Kiedy papież Leon XIII zmarł i zwołano konklawe, aby wybrać nowego papieża, największą ilość głosów otrzymał ów kardynał Rampolla. W czasie głosowania kardynał Puzyna, biskup krakowskiej diecezji, będącej wówczas pod władzą cesarza Austrii, z rozkazu cesarza zawetował ten wybór, motywując swoje weto faktem, że kardynał Rampolla jest masonem. W owym czasie cesarz Austrii, uznany przez władzę kościelną za kontynuatora cesarstwa Karola Wielkiego (który podobno miał prawo weta przy wyborze papieża), powołując się na swój przywilej polecił kardynałowi Puzynie zawetować wybór Rampolli, gdyż policja austriacka wykryła, że jest on masonem. W następnym głosowaniu otrzymał większość głosów kardynał Sarto, przyjmując tytuł papieża Piusa; późniejszy Pius X, święty. Otóż co nas tutaj najbardziej obchodzi to fakt, że przez wiele lat Sekretarzem Stanu był w Watykanie kardynał-mason, całą duszą służący masonerii, mianując biskupami na całym świecie masonów; tak to pod koniec wieku XIX i w początkach wieku XX było wielu masonów w hierarchii Kościoła i to na całym świecie; byli to masoni ukryci, ale czynni, faworyzujący przede wszystkim modernizm, czyli tzw. "nową teologię", teologię heretycką, zatruwającą naukę Chrystusa Pana. Ta sytuacja trwała wiele lat właśnie w przededniu Drugiego Soboru Watykańskiego, stąd też nic dziwnego, że w czasie tego soboru tylu prałatów okazywało swą sympatię modernizmowi i tej "nowej teologii", czyli ideom masońskim i heretyckim, które w dużej mierze weszły do dokumentów Drugiego Soboru Watykańskiego, a przez nie do nauki posoborowej. Dlatego też nic dziwnego, że i w nowym Katechizmie Kościoła Katolickiego nie wszystko jest w porządku.

 

Obecnie jest wiadomo, że kardynał Mariano Rampolla di Tindaro (1843-1913) nie był zwykłym masonem, lecz wielką eminencją w masonerii, należąc do Zakonu Świątyni Wschodu (l'Ordre du Temple d'Orient); instytucji uważanej za jedną z najważniejszych, które działają wewnątrz Kościoła. [Obok niej istnieją] Gnostycki Kościół Katolicki, Zakon Kawalerów Ducha Świętego Jana, Zakon Kawalerów Maltańskich, Zakon Kawalerów Grobu Świętego, Tajemniczy Kościół Świętego Graala, Hermetyczne Bractwo Światłości, Święty Zakon Różokrzyżowców Heredomu, Królewski Zakon Świętego Enocha, Zakon Martynistów, Zakon Świętego Bhai i wielu innych instytucyj masońskich.

 

Po Soborze Watykańskim Drugim prasa włoska, głównie Il Borghese zaczęła podawać wiele wiadomości o przynależności różnych dostojników Kościoła, pracujących w Watykanie, do różnych lóż masońskich, obliczając ich na około 121 osób i podając bardzo dokładne dane: kiedy i gdzie wstąpił do loży, jakie zajmuje urzędy i godności w lożach, a jakie w Watykanie. Ogłoszono też wiele wywiadów z tymi masonami. Oczywiście, trzeba być bardzo ostrożnym co do tych danych prasowych, gdyż wiadomo, że prasa przede wszystkim szuka sensacji, ale faktem jest, że i obecnie wielu prałatów, pracujących w Watykanie, należy do masonerii, a przecież masoneria, według opinii wielu papieży, jest największym wrogiem Kościoła. Znana też jest tajemnicza śmierć papieża Jana Pawła I. Wiadomo, że nastąpiła ona zaraz kiedy otrzymał on listę masonów pracujących w Watykanie i kiedy zażądał od swego Sekretarza Stanu wyjaśnienia tej sprawy. Śmierć jego jest do dzisiaj "tajemnicza" w tym sensie, że nie zostało wyjaśnione kiedy, dlaczego i jak zmarł człowiek, który obejmując to stanowisko był w pełni sił i zdrowia. Nie zrobiono sekcji zwłok i nie wyjaśniono przyczyny zgonu, wszystko do dzisiaj jest pokryte dziwną tajemnicą. Dziwnie też szybko zmarli różni dygnitarze masońscy pracujący w Watykanie.

 

Ale to nie tylko w Watykanie jest tak wielu masonów, jest ich bowiem także wielu wśród biskupów w różnych krajach, zwłaszcza w Ameryce Południowej i Północnej, we Francji, w Niemczech i w Austrii. Także znikły zakazy przynależności do masonerii w nowym Kodeksie Prawa Kanonicznego. Dawne Prawo Kanoniczne kategorycznie zabraniało katolikom należeć do masonerii, ale po Drugim Soborze Watykańskim, kiedy wypracowano nowy Kodeks Prawa Kanonicznego, dostosowany do nauki DSW, zniesiono w nim zakaz przynależności do masonerii, to też jest przecież bardzo wymowne. I można się zapytać: czy wobec tego obecnie wolno katolikom wstępować do lóż masońskich? Zdaje się że tak, skoro tylu prałatów, pracujących w Watykanie chlubi się przynależnością do masonerii. Czyżby więc masoneria przestała być wrogiem Kościoła? Nic podobnego, bo przecież widzimy jak na całym świecie masoneria w dalszym ciągu szerzy swą ideologię antychrześcijańską, walcząc wszędzie o laicyzm Państwa, o aborcję, o rozwody, o szerzenie ateizmu, o rozdział Kościoła od Państwa (w czym odnieśli wielkie zwycięstwo w samym Kościele i w nowym Kodeksie Prawa Kanonicznego), o seksualizm, liberalizm, kosmopolityzm itd.

 

Wszyscy papieże przedsoborowi potępiali masonerię i jej ideologię. I tak, na przykład, papież Benedykt XIV potępia masonerię w swej encyklice Providas (1751), Klemens XIII w encyklice Christianae Republica (1766), Pius VI w encyklice Inscrutabile (1775), a po rewolucji francuskiej ukazuje się nowa seria encyklik papieskich przeciwko masonerii o charakterze raczej politycznym, niż doktrynalnym, gdyż powstaje sprawa Państwa Kościelnego we Włoszech, które to Państwo masoneria usiłuje całkowicie zniszczyć, stąd też encykliki Piusa VII Ecclesiam (1821), Leona XII Ubi Primum (1824) i Quo Graviore (1825), Piusa VIII Traditi Humilitate (1829), a głównie encyklika papieża Grzegorza XVI Mirari Vos (1832).

 

Ale najostrzejsze encykliki potępiające masonerię wydał dopiero papież Pius IX (1792-1878). Był to kapłan niebywale pobożny, świątobliwy, a jego proces beatyfikacyjny był już prawie ukończony za czasów papieża Piusa XII i zapewne byłby wyniesiony na ołtarze, gdyby Pius XII nie zmarł przed przygotowywaną beatyfikacją. Żaden z papieży nie zwalczał tak gorliwie masonerii jak właśnie Pius IX, jego bowiem encykliki przeciwko masonerii są nie tylko wyjątkowo ostre, ale przede wszystkim wykazujące doskonałą znajomość tego wroga Kościoła. Najgłówniejszymi są następujące: Qui Pluribus (1846), w której piętnuje masonerię jako kult sataniczny; Nostis et Nobiscum (1849), potępiająca marksistowski komunizm natychmiast po ukazaniu się Manifestu komunistycznego Karola Marksa (1848). W roku 1854 rozpoczyna nową serię encyklik przeciwko masonerii, ale z punktu widzenia spraw Kościoła należy uznać za encyklikę najważniejszą i najbardziej obecnie aktualną Quanta Cura (1864) i dołączony do niej tzw. Syllabus, czyli zbiór błędów głoszonych przez ówczesnych pseudoteologów, a który to dokument był uważany jakby za podręcznik teologii dogmatycznej Kościoła katolickiego aż do czasów Drugiego Soboru Watykańskiego, który to Sobór, owe błędy wyliczone w Syllabusie, częściowo włączył do swej nauki, powodując obecny niebywały zamęt w teologii i w całym życiu Kościoła.

 

Giovanni Maria Mastai Ferretti, późniejszy papież Pius IX, rozpoczął swą pracę w Kościele wstępując do służby dyplomatycznej Stolicy Apostolskiej, jako nuncjusz wysłany do Chile. Ówczesny rząd chilijski i całe społeczeństwo przyjęli go z wyjątkowym entuzjazmem, a to głównie dlatego że w ten sposób Stolica Apostolska uznała Państwo Chilijskie za w pełni suwerenne i niepodległe. To też nuncjaturze ofiarowano piękny kościół i wspaniałą willę poza miastem, a kiedy późnej Ferretti został obrany papieżem dla wyróżnienia go nazwano nowy i piękny most na rzece, która dzieli miasto Santiago, imieniem papieża Piusa IX. Dotąd wspomina się go w Chile z wielkim szacunkiem, a przede wszystkim z dużą serdecznością. Jego też imieniem została nazwana ulica, która prowadzi od owego mostu do sanktuarium Matki Bożej na wspaniałej górze św. Krzysztofa, a która to góra znajduje się obecnie w samym centrum Santiago, stolicy Chile.

 

Nuncjusz Giovanni Maria Mastai Ferretti, podobno z polecenia ówczesnego papieża wstąpił do masonerii w roku 1823 i formalnie należał do niej aż do dnia, kiedy masoneria uznała za właściwe go wyrzucić. Decyzję tę podjęto dnia 27 marca 1874 roku, a więc tylko cztery lata przed śmiercią papieża. Dane na ten temat podaje znawca masonerii i autor wielu książek o niej, znany pisarz amerykański Paul A. Fisher, w swej sensacyjnej książce Behind the lodgedoor , wydanej ostatnio w Stanach Zjednoczonych (pierwsze wydanie 1988, drugie wydanie 1989, którym się tutaj posługuję). Ale skąd autor ma te dane? Otóż z głównego czasopisma masońskiego w Stanach Zjednoczonych, jakim jest New Age. Jeśli chodzi o wspomniane tutaj szczegóły, to znajdują się one w owym czasopiśmie w numerze z lutego z roku 1950, w artykule-studium When Pius IX was ignominiously expelled from Masonry, są to stronice 71-72.

 

To co pisze Paul A. Fisher odnośnie papieża Piusa IX należy brać bardzo ostrożnie, gdyż także istnieją i inne informacje co do nadużyć ze strony masonerii. I tak na przykład czasopismo francuskie Présence Socialiste (nr 59, 1977), redagowane przez masonów Leon Boutbien i Guy Vinatrel, przypomina, że w dziewiętnastym wieku, pewien fotograf-mason (którego nazwiska nie podają), zażartował sobie rozprowadzając zrobioną przez siebie fałszywą fotografię papieża Piusa IX, udekorowanego wstęgą masońską i sam dziwił się, że jego znajomi, którym sam te fotografie ofiarowywał, uwierzyli, że jest ona autentyczna. Dane te podaje Georges Virebeau w swej książce Prélats et Francs-Maçons, Paryż 1992, s. 25. W wieku osiemnastym, a zwłaszcza w jego drugiej połowie, przynależność duchowieństwa katolickiego, prawosławnego, a szczególniej protestanckiego, do masonerii była nagminna. We wspomnianej książce Virebeau podaje listę księży, biskupów i zakonników katolickich we Francji, należących do masonerii, z wszelkimi szczegółami podaje kiedy, gdzie i do jakiej loży wstępowali, i jak długo w niej "pracowali". Lista ta podaje aż 262 nazwiska, wśród których trzy są polskie.

 

Dodajmy jeszcze, że świętobliwy papież Pius IX był wyjątkowo "mariańskim" papieżem i to on ogłosił dogmat Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny w roku 1854, co spotkało się z ogromną krytyką, ale także z cudownym potwierdzeniem ze strony Najświętszej Dziewicy w cztery lata później, a więc w roku 1858, w czasie Jej objawień w Lourdes, kiedy ukazując się dzieciom powiedziała o sobie: "Jam jest Niepokalane Poczęcie".

 

Mimo bardzo słabego zdrowia, papież Pius IX był niesłychanie aktywny, zwłaszcza w okresie kiedy zwołał Pierwszy Sobór Watykański, który jednak nie został ukończony, gdyż jego obrady zostały przerwane przez wybuch rewolucji we Włoszech. Rewolucja ta miała różne przyczyny, ale bodajże najważniejszą była walka o zjednoczenie Włoch, co zakładało włączenie Państwa Kościelnego do nowego Państwa Włoskiego, a stało się to w roku 1870. Dopiero układ między Mussolinim i papieżem Piusem XI pozwolił Kościołowi odzyskać własne, choć symboliczne państwo, zwane Citta del Vaticano.

 

Pierwszy Sobór Watykański ogłosił także dogmat nieomylności papieża w sprawach Wiary, co jednak często było interpretowane niewłaściwie, jakoby każdy papież [zawsze] miał być nieomylnym. W rzeczywistości warunki tejże nieomylności papieża w sprawach wyłącznie Wiary są bardzo jasne i ograniczają tę nieomylność do spraw dogmatycznych.

 

W wieku XIX ukazują się nadal różne encykliki papieskie zwalczające masonerię, gdyż przez cały ów wiek masoneria usiłuje zlaicyzować szkolnictwo i ustawodawstwo, szerząc swój naturalistyczny światopogląd, całkowicie przeciwstawiający się światopoglądowi chrześcijańskiemu. Nadto staje się oczywiste, że masoneria popiera wszelkiego rodzaju rewolucje, które w rzeczywistości są inspirowane przez ideologię rewolucji francuskiej, [...] a więc naturalizm, laicyzm, antropocentryzm, immanentyzm, itd. Co więcej, masoneria zostaje uznana za Antykościół, stąd też przynależność do masonerii staje się dla katolików, a zwłaszcza dla duchowieństwa, czymś absurdalnym. To też, w niektórych diecezjach biskupi zakazują uroczystych pogrzebów dla zmarłych katolików-masonów.

 

Natomiast nieco odmienną jest sytuacja w owym czasie w Stanach Zjednoczonych, gdzie niektóre sekty protestanckie utrzymują przyjazne stosunki z masonerią, a także z synagogami. To właśnie w tym środowisku powstał prąd religijny, który wkrótce przyjął nazwę "ekumenizmu".

 

Tradycyjne prawo kanoniczne, a zwłaszcza Kodeks Prawa Kanonicznego z roku 1917, zabrania małżeństw z osobami należącymi do masonerii oraz pogrzebów religijnych, a także przynależności [masonów] do stowarzyszeń katolickich; zakazuje również przyjęcia masonów do nowicjatów lub seminariów duchownych, a przede wszystkim należenia do masonerii pod karą ekskomuniki (c. 2335), zarezerwowanej Stolicy Apostolskiej.

 

Jest więc bardzo symptomatyczne, że po Drugim Soborze Watykańskim, w nowym Kodeksie Prawa Kanonicznego z roku 1983, kary te zostały zniesione. Ale dlaczego zostały zniesione? Czy dlatego, że zmienił się stosunek masonerii wobec Kościoła? Nie, gdyż masoneria pozostaje taką jaką była, a tylko zmienił się stosunek władz kościelnych wobec masonerii, kiedy to masoneria zdołała pozyskać znaczną część duchowieństwa posoborowego, zwłaszcza w samym Watykanie, o czym wiele pisała prasa włoska, podając nazwiska dostojników Kościoła należących do masonerii.

 

Świętobliwy Pius X walczył z masonerią podobnie jak i jego poprzednicy, a więc głównie encyklikami, które przestrzegały katolików przed niebezpieczeństwem ideologii masonerii i to za jego pontyfikatu powstała specjalna instytucja do zwalczania wpływów masonerii w Kościele, zwana Sodalitium Pianum, a kierowana przez bpa Benigni (1862-1934). Wpływy masońskie wyrażały się przede wszystkim w modernizmie.

 

Najważniejszymi encyklikami św. Piusa X o masonerii są: Iucunda Sane (1904), która denuncjuje walkę masonerii z Kościołem katolickim we Francji. Dwa lata później wydaje drugą encyklikę pod tytułem Vehementer Nos (1906) w obronie moralności chrześcijańskiej we Francji, zwalczanej ustawodawstwem masońskim. W rok później, jeszcze silniej podkreśla w encyklice Une Fois Encore (1907), że dechrystianizacja Francji jest dziełem masonerii, której ideologia przenika do duchowieństwa. W następnej encyklice, a więc Pascendi (1907) stwierdza iż istnieją już duchowni, którzy chcieliby zreformować Kościół według ideologii masońskiej, co przejawia się przede wszystkim w modernizmie, który ponownie potępia i nazywa "ściekiem wszelkich herezji". Śmierć przerywa jego walkę z modernizmem i masonerią w roku 1914. Jego następcą zostaje Benedykt XV, któremu przypada rządzić Kościołem w okresie pierwszej wojny światowej, pod koniec której w Rosji zaczyna się rewolucja bolszewicka, zapowiedziana przez Najświętsza Dziewicę Maryję w Fatimie.

 

Po krótkim, ośmioletnim pontyfikacie Benedykta XV, zostaje wybrany papieżem kardynał Ratti, który pracował w Nuncjaturze w Warszawie w czasie inwazji sowieckiej, przeżywając z narodem polskim zwycięstwo 15 sierpnia, które przeszło do historii jako "Cud nad Wisłą". Po śmierci Piusa XI zostaje wybrany na papieża kardynał Pacelli, przyjmując imię także Piusa, a więc Piusa XII. Wszyscy ci trzej papieże doskonale zdawali sobie sprawę z niebezpieczeństwa przenikania ideologii masońskiej do wewnątrz Kościoła, a to głównie przez tzw. "nową teologię", która wykluła się z modernizmu. Niebezpieczeństwo ze strony masonerii nie było jedyną troską tych papieży, gdyż jednocześnie świat chrześcijański został zagrożony rewolucją komunistyczną rozciągającą się na cały świat aż z Rosji, a także i niebezpieczeństwem totalitaryzmu Hitlera. Stąd też odnośne encykliki owych papieży. Mieli oni jednak świadomość, że za modernizmem, za "nową teologią", za hitleryzmem i komunizmem znajduje się masoneria.

 

Już w okresie między pierwszą i drugą wojną światową zaczyna się flirt niektórych jezuitów z przedstawicielami masonerii, a to głównie najpierw we Francji, a nieco późnej i w innych krajach europejskich (Szwajcarii, Niemczech, Austrii, itd.). Był on motywowany niebezpieczeństwem totalitaryzmów, najpierw Hitlera, a nieco później także i Stalina. Także groza zbliżającej się drugiej wojny światowej była dla niektórych motywacją zbliżenia między masonerią i Kościołem. Głównym promotorem tego zbliżenia był we Francji jezuita Berteloot. Jednocześnie mówi się też o konieczności "wyciągnięcia ręki" do komunistów. Kampanię prasową tego zbliżenia prowadziło we Francji czasopismo "katolickie" Sept. Wybuch wojny nie przerywa tych zbliżeń, raczej je pogłębia w organizacjach tajnych, walczących z okupantami.

 

Zaraz po drugiej wojnie światowej te zbliżenia między jezuitami i masonerią, a także i z komunistami odżywają, co ułatwia masonerii infiltrację duchowieństwa. Jezuita Riquet schlebia masonom, kiedy w swych licznych przemówieniach i artykułach w prasie nazywa ich "budowniczymi katedr średniowiecznych". W ten sposób przygotowuje grunt dla większej ofensywy zbliżenia między masonerią i Kościołem. Ojciec Riquet wizytuje najrozmaitsze loże masońskie we Francji, głosząc konieczność braterstwa między masonami i duchowieństwem. Po takim przygotowaniu opinii publicznej, zaczynają też występować najgłośniejsi kardynałowie "postępowcy", a wiec kardynał Marty we Francji, kardynał Bea w wielu krajach europejskich i kardynał König, głównie w Austrii. To oni w swych przemówieniach publicznych domagają się zniesienia kar kościelnych za przynależność do masonerii i osiągają to, gdyż nowy Kodeks Prawa Kanonicznego nie zawiera już żadnej wzmianki o masonerii. Natomiast czasopismo oficjalne kurii w Kolonii w roku 1973 powiadamia, że katolicy mogą wstępować do lóż masońskich. Zaczynają się więc wzajemne wizyty między biskupami i masonami przede wszystkim we Francji i w Niemczech. Po roku 1970 zaczyna występować nowa motywacja tych zbliżeń, a jest nią ekumenizm. W prasie masońskiej ukazują się liczne artykuły na temat Drugiego Soboru Watykańskiego. W artykułach tych wychwala się Sobór za zniesienie tradycyjnej nauki, że "nie ma zbawienia poza Kościołem". Biskup francuski Perezil oświadcza publicznie, że dopóki Kościół głosił tę zasadę, to nie był jego Kościołem.

 

Po roku 1970 także i jezuici we Włoszech zmieniają swe stanowisko wobec masonerii. Ich główne czasopismo Civilta Cattolica zawsze zwalczało masonerię, ale po Soborze zmieniło swą postawę i zaczęło wychwalać masonerię, co więcej sam ks. Giovanni Caprile, który od wielu lat zwalczał w owym czasopiśmie masonerię i stał się głośnym jej znawcą, a nawet głównym autorytetem, po Soborze przeszedł do zwolenników i adoratorów masonerii, zachwalając ją w tymże samym czasopiśmie (czyżby z rozkazu przełożonych?).

 

Triumf zwolenników masonerii w Kościele został ukoronowany w nowym Kodeksie Prawa Kanonicznego (25 stycznia 1983): nie ma w nim żadnej wzmianki o masonerii. A jednocześnie w prasie włoskiej ukazują się coraz częściej wiadomości, którzy kardynałowie i prałaci, pracujący w Watykanie, należą do masonerii. Podobno liczba ich za czasów Jana Pawła I doszła do 121. Wielu z nich już zmarło, ale być może, na ich miejsce przyszli nowi.

 

Tak więc, poza infiltracją judaizmu w Kościele katolickim, trzeba też brać pod uwagę i infiltrację masonerii przed Drugim Soborem Watykańskim, w czasie jego narad i po jego zakończeniu. Infiltracja ta jest bardzo szkodliwa dla Kościoła, gdyż usiłuje ona przekształcić i zdeformować tradycyjną naukę Kościoła, opartą na nauczaniu Chrystusa Pana.

 

Nadto należy też pamiętać, że istnieją dwie masonerie: jedna, którą można by nazwać "powszechną", czy też "kosmopolityczną", a więc ta, która rozciąga się na wszystkie kraje i przyjmuje do swej wspólnoty wszystkie osoby, które uważa za odpowiednie, oraz druga masoneria, zarezerwowana wyłącznie dla Żydów, a jest nią B'nai B'rith. Niektórzy znawcy masonerii przypuszczają jednak, że B'nai B'rith jest super-masonerią, a więc że ta pierwsza masoneria podlega owej drugiej (zobacz: Emmanuel Ratier, Misteres et secrets du B'nai B'rith (1993).

 

Obie te masonerie usiłują infiltrować Kościół katolicki. W ostatnich czasach, a więc po drugiej wojnie światowej, głównym przedstawicielem B'nai B'rith przy Watykanie był niedawno zmarły Żyd z Polski, Lichten. Wiadomo, że ideały masonerii zostały przyjęte i rozpowszechnione przez rewolucję francuską, stąd też triumfy ideologii tejże rewolucji, oczywiście w czasie obrad Drugiego Soboru Watykańskiego są bardzo znamienne, zwłaszcza te, które znalazły się w dokumentach DSW i przeszły do obecnej, tzw. "nowej teologii", czyli posoborowej, a której nie należy utożsamiać z "nową teologią" modernistyczną z końca XIX wieku.

 

Ale poza infiltracją judaizmu i ideologii masonerii, trzeba także przypomnieć wpływy marksistowskiego komunizmu w Kościele katolickim. Wpływy te szły dwoma drogami, a mianowicie: wprost i poprzez tzw. "ekumenizm".

 

Wpływy bezpośrednie marksistowskiego komunizmu w Kościele zaczęły się już za życia Karola Marksa, gdyż jego ideologia była szerzona co najmniej od czasu opublikowania Manifestu komunistycznego, a więc od roku 1848. Ten wpływ bezpośredni, aż do pierwszej wojny światowej, był w Kościele katolickim bardzo słaby, natomiast okazał się bardzo silnym wśród protestantów, wielu bowiem pastorów protestanckich weszło do Pierwszej Międzynarodówki.

 

Ideologia marksistowskiego komunizmu w okresie międzywojennym, a więc między pierwszą i drugą wojną światową, zaczęła się szerzyć w Kościele katolickim głównie w Hiszpanii i we Francji. Oczywiście, była ona obecna także i w innych krajach katolickich, ale raczej jako "socjalizm", niż "komunizm". Kiedy pod koniec pierwszej wojny światowej, zwycięski marksistowski komunizm w Rosji usiłował poprzeć militarnie różne rewolucje komunistyczne w zachodniej Europie, a zwłaszcza w Niemczech, spotkał się z oporem polskich sił zbrojnych (tzw. "Cud nad Wisłą") i musiał zaniechać dalszej walki zbrojnej. Niemniej jednak, mimo reakcji w formie faszyzmu we Włoszech i hitleryzmu w Niemczech, nadal się szerzył, zwłaszcza w Hiszpanii (gdzie doszło do długiej wojny domowej) i był obecny mniej lub więcej prawie w każdym kraju europejskim, najsłabszy jednak w Anglii.

 

Ale jeszcze przed drugą wojną światową doszło jednak do poważnej infiltracji marksistowskiego komunizmu w środowiskach katolickich, a przyczynił się do tego przede wszystkim Jacques Maritain (o czym później). Wszyscy jednak papieże, przed drugą wojną światową otwarcie i kategorycznie potępiali ideologię marksistowskiego komunizmu. Ta postawa papieży została zdradzona przez wybitnego pracownika Kurii Watykańskiej, młodego wówczas prałata Montiniego, który, będąc Sekretarzem Stanu (najwyższe stanowisko po papieżu) papieża Piusa XII, od początku drugiej wojny światowej utrzymywał stały kontakt z Moskwą, a to przez pośrednictwo swego sekretarza ks. Tondiego, członka włoskiej partii komunistycznej. Doszło nawet do zawarcia "porozumienia" ze Stalinem i to już w roku 1942 (kiedy tyle katolików ginęło w koszmarnych sowieckich obozach koncentracyjnych).

 

Co więcej, ujawniona została także i inna bardzo bolesna sprawa, a mianowicie sprawa seminarium w Watykanie dla przygotowywania misjonarzy dla Rosji; chodzi o tzw. Russicum. Niemal od początku funkcjonowania owego seminarium, każdego roku, prawie wszyscy wyświęceni kapłani-misjonarze, po "przerzuceniu" do Związku Sowieckiego prawie natychmiast byli aresztowani i rozstrzeliwani. Te "przerzuty" były, oczywiście, utrzymywane w największej tajemnicy, ale mimo tego, okazało się, że były dobrze znane "służbom bezpieczeństwa" Związku Sowieckiego. Było jasne, że w Watykanie był jakiś zdrajca. Policja watykańska jakoś nie mogła nic wykryć. Wobec tych trudności papież Pius XII zwrócił się poufnie do wywiadu wojska francuskiego i dzięki jego pomocy, a głównie pułkownika Arnould Henri Le Caron szybko odkryto sprawcę tych zdrad, a był nim ksiądz prałat Tondi, sekretarz Sekretarza Stanu, prałata Montiniego. Ów prałat Tondi był członkiem włoskiej partii komunistycznej i pracował w Watykanie jako szpieg sowiecki, a włoska partia komunistyczna przekazywała wszystko do Moskwy. Prałat Tondi został natychmiast usunięty nie tylko z pracy w Watykanie, ale także z Kościoła, czym się zresztą wcale nie przejmował, gdyż powrócił do swej dawnej pracy w partii komunistycznej, tym razem przede wszystkim oddawał się walce z religią i Kościołem katolickim, pisząc obrzydliwe broszury i dając konferencje ateistyczne. Wkrótce też ożenił się z komunistką, po przejściu do stanu laickiego. Niestety, późniejsi papieże przebaczyli mu wszystko i przywrócili do stanu kapłańskiego. Także Prałat Montini natychmiast został usunięty z Watykanu i przeniesiony na stanowisko arcybiskupa Mediolanu, jednak nie został kardynałem za czasów Piusa XII, stał się nim później, co mu ułatwiło drogę do papiestwa.

 

Ale, niestety, marksistowski komunizm miał swych sympatyków nie tylko w Watykanie (mimo okrutnego prześladowania wszystkiego co chrześcijańskie), ale także wśród wielu biskupów i księży na całym świecie. Okazało się to przede wszystkim w czasie wojny domowej w Hiszpanii. Wiadomo też, że po przegranej wojnie domowej w Hiszpanii, hiszpańska partia komunistyczna natychmiast rozkazała masowe wejście młodzieży męskiej do Seminariów Duchownych i do zakonów. Stąd tak wielka ilość księży komunistów w Hiszpanii, z których wielu emigrowało do Ameryki Południowej, gdzie oddawali się działalności rewolucyjnej. Zresztą, to nie tylko w Hiszpanii partia komunistyczna nakazała swym członkom masowo wstępować do seminariów i zakonów, gdyż rozkaz ten wyszedł z Moskwy w roku 1936, jak to oświadczył dawny członek partii komunistycznej we Francji Albert Vassart. Według jego oświadczeń, podanych przez prasę francuską, rozkaz ten przewidywał także głęboką infiltrację wielu zakonów, a głównie dominikanów. Co do tego znany pisarz niemiecki, katolik Dietrich von Hildebrand, w swej książce Szatan przy pracy, podaje szczegóły co do zamiaru papieża Piusa XII zamknięcia i całkowitego zniesienia zakonu dominikanów, jako prawie całkowicie przenikniętego przez marksistowski komunizm. W ciekawym i doskonale udokumentowanym artykule, opublikowanym w czasopiśmie The National Educator (nr z kwietnia 1990), [zostało opisane, że] dawny członek amerykańskiej partii komunistycznej Manning Johnson, składając zeznanie wobec Komisji Parlamentarnej do Spraw Działań Przeciwamerykańskich (the House Un-American Activities Committee) podkreślił, że władze Kremla uznały, iż szybciej i łatwiej zniszczą Kościół katolicki przez infiltrację, niż przez prześladowania i dlatego nakazały, aby we wszystkich krajach młodzież komunistyczna wstępowała masowo do seminariów i zakonów. Nadto stwierdził, że taktyka ta dała doskonałe wyniki, bo jeszcze przed DSW Kościół przestał zwalczać komunizm; osiągnęli także i to, że Kościół, w pewnym sensie "zlaicyzował się", gdyż zmniejszyła się jego działalność dogmatyczno-moralna, a zwiększyła "społeczna".

 

W tymże artykule podaje się także zeznanie pani Belli Dodd, która prawie przez całe swoje życie pracowała w partii komunistycznej w USA, a jednym z głównych jej zajęć było kierowanie młodzieży wyselekcjonowanej do seminariów i zakonów. W zeznaniu swym oświadczyła, że ona sama skierowała ponad tysiąc osób do seminariów i zakonów, że tylko w roku 1930 umieściła przeszło stu mężczyzn w seminariach, aby rozkładali Kościół katolicki od wewnątrz; stwierdziła też, iż wielu z nich zajmuje obecnie (rok zeznań 1955) najwyższe stanowiska w Kościele katolickim. W zeznaniu swym mówi: "nie tyle nam chodziło o zniszczenie Kościoła, ale o jego przekształcenie, tak aby porzucił nauczanie tradycyjnej wiary i zastąpił ją pseudoreligią, a szczególniej, aby Kościół porzucił swoją arogancką postawę, że tylko on posiada prawdę". Pani Bella Dodd z dumą stwierdziła, że osiągnęła swoje cele, gdyż Kościół po DSW przyjął postawę, jakiej komunizm sobie życzył.

 

Z moich osobistych doświadczeń pozwolę sobie przytoczyć następujący fakt: w czasie jednego z moich odczytów na ten temat, kiedy informowałem o konkretnych faktach infiltracji Kościoła katolickiego przez komunistów, jakiś pan brutalnie mi przerwał, oświadczając, że ja przesadzam, i że to co mówię jest niemożliwe. Ale natychmiast wstał inny pan i poprosił o głos, oświadczając, że sam kilka lat temu wstąpił do Seminarium w Madrycie (chodziło w tym wypadku o seminarium dla księży - misjonarzy dla Ameryki Południowej) i już był na drugim roku studiów. Otóż na początku nowego roku przyjechała duża grupa młodzieży męskiej z Kuby. Zdziwiony taką ilością "powołań" Kubańczyków, zapytał ich: - ... że też Fidel Castro pozwolił wam tutaj przyjechać? Na co mu odpowiedzieli chórem: - nie pozwolił, lecz nakazał.
- No, a gdyby wam Fidel Castro nie nakazał, to przyjechalibyście?
- A po co? - brzmiała odpowiedź.

 

A więc jeśli według artykułu z czasopisma The National Educator (kwiecień 1990) tylko jedna pani Bella Dodd wprowadziła do seminariów ponad tysiąc komunistów, to ileż ich weszło we wszystkich krajach? Dlatego też poza infiltracją Kościoła katolickiego przez Żydów i masonów, na przestrzeni prawie całych dziejów Kościoła, trzeba też brać pod uwagę infiltrację w Kościele przez ideologię marksistowskiego komunizmu.[1]

 

Te wpływy wrogów Kościoła istniały już długi czas przed DSW, ale skutki tych wpływów okazały się przede wszystkim w czasie obrad DSW, stąd też nic dziwnego, że i ich ślady także pozostały w dokumentach DSW.

 

Jednym z tych przejawów jest przede wszystkim tzw. "posoborowy ekumenizm", który niewiele ma wspólnego z ekumenizmem tradycyjnym Kościoła katolickiego, lecz ma bardzo wiele wspólnego z ekumenizmem wypracowanym przez rabinów pod koniec dziewiętnastego wieku w USA, o którym piszę dokładnie i obszernie w mojej broszurze "Źródła współczesnego ekumenizmu" i do niej odsyłam zainteresowanych dzisiejszym ekumenizmem.

 

Tak więc pamiętajmy, że: Kościół założony przez Chrystusa Pana jest instytucją złożoną z ludzi, którzy mimo swej wiary i gorliwości, są ułomni jak wszyscy ludzie, gdyż wszyscy jesteśmy obarczeni skutkami grzechu pierworodnego; że Kościół jest stale atakowany przez spiski jego wrogów od czasów Piłata i Heroda, aż do dziś; że jest także infiltrowany przez swych wrogów, którymi byli i są: Żydzi i masoni, a w naszych czasach także i marksistowski komunizm. Stąd też obecna bolesna sytuacja Kościoła nie jest tylko skutkiem reform posoborowych, lecz przede wszystkim dziedzictwem całej historii Kościoła.

 

 

ROZDZIAŁ I ROLA PRAŁATA RONCALLIEGO

 

Obrady Pierwszego Soboru Watykańskiego zostały przerwane dnia 18 lipca 1870 roku, przez wydarzenia polityczne i militarne spowodowane dążeniem do utworzenia jednego Państwa Włoskiego. Droga do tego wiodła przez zlikwidowanie istniejących historycznych państw włoskich, wliczając w to także likwidację Państwa Kościelnego. Kościół katolicki został pozbawiony swego Państwa w roku 1870, właśnie w czasie obrad Pierwszego Soboru Watykańskiego, a odzyskał je dopiero po sześćdziesięciu latach dzięki Układowi Laterańskiemu, z roku 1929, kiedy to Benito Mussolini doszedł do porozumienia z papieżem Piusem XI. Porozumienie to dotyczyło przywrócenia suwerenności politycznej Kościołowi, w formie symbolicznego i niepodległego państwa, zwanego Cittá del Vaticano. Powracając do sprawy przerwanego Pierwszego Soboru Watykańskiego, trzeba przypomnieć, że ta przerwa stale była dyskutowana w Watykanie, gdyż Kościół chciał zakończyć normalnie Pierwszy Sobór Watykański. Ale czas szybko leciał i ukończenie obrad, z tych czy innych powodów, było stale odkładane "na później", a kiedy zaczęło przybliżać się coraz bardziej stulecie tej przerwy, Stolica Apostolska doszła do wniosku, że trudno jest już mówić o "zakończeniu" Pierwszego Soboru Watykańskiego, a należałoby mówić raczej o konieczności zwołania Drugiego Soboru Watykańskiego, gdyż problemy, które absorbowały Pierwszy Sobór już przestały być aktualne, natomiast pojawiły się zupełnie inne sprawy, które wymagały rozpatrzenia, stąd też zaczęto mówić o konieczności zwołania Drugiego Soboru Watykańskiego (DSW).

 

Po pierwszej wojnie światowej wystąpił z tą inicjatywą papież Pius XI w roku 1923, będąc jednak papieżem bardzo roztropnym, poradził się w tej sprawie swego doradcy kardynała Billot, który mu odradził zwołanie nowego Soboru, gdyż przewidywał możliwość wykorzystania Soboru przez nieprzyjaciół Kościoła, (co się sprawdziło, ale później, kiedy zwołano Drugi Sobór Watykański); że zostanie on wykorzystany do przeprowadzenia w Kościele rewolucji francuskiej z roku 1789 (zob. F. Spadafora, La Tradizione contro il Concilio, Volpe Ed. Roma 1989, s. 5, cytowane w Sodalitium, nr 36, s.16).

 

Po drugiej wojnie światowej, niektórzy kardynałowie, pracujący w Kurii Watykańskiej, szczególniej kard. Ottaviani i kard. Ruffini, proponowali papieżowi Piusowi XII zwołanie Soboru, a to dla publicznego potępienia wielu ówczesnych błędów, które uważali za bardzo niebezpieczne, jak np. egzystencjalizm, fenomenologia, ewolucjonizm, marksistowski komunizm itd., proponowali także ogłoszenie na Soborze definicji niektórych dogmatów, jak np. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Jednakże papież Pius XII nie uważał za właściwe zwoływać Sobór z tych powodów, gdyż jeśli chodzi o dogmat Wniebowzięcia to uznał za możliwe ogłosić go przez odpowiedni dekret, a różne współczesne błędy potępić w odpowiedniej encyklice i dlatego wydał encyklikę Humani generis. Co więcej, papież Pius XII obawiał się, że zwołany Sobór mógłby być opanowany przez modernistów i dlatego kategorycznie przeciwstawił się idei zwołania go, tym bardziej, że był dobrze poinformowany o planach tzw. "progresistów", czyli zwolenników modernizmu.

 

Doświadczenia i wspomnienia z Pierwszego Soboru Watykańskiego były raczej niezachęcające. Pod koniec obrad Pierwszego Soboru Watykańskiego, niedokończonego, pojawiły się najrozmaitsze sprawy, które trudno było rozstrzygać wobec ogromnych różnic istniejących między opiniami biskupów przybywających niemal z całego świata. Tak więc papieże Pius XI i Pius XII nie byli zwolennikami zwoływania nowego Soboru, a także znaczna większość doświadczonych kardynałów - pracowników Kurii Watykańskiej odradzała zwoływanie nowego Soboru. Dopiero po śmierci papieża Piusa XII, kiedy nowo obrany papież Jan XXIII objął rządy w Kościele, natychmiast wystąpił z propozycją zwołania nowego Soboru, który nie byłby już dokończeniem poprzedniego, a więc Pierwszego Soboru Watykańskiego, lecz Drugim Soborem Watykańskim (DSW). Papież Roncalli był głęboko przeświadczony, że pomysł zwołania Drugiego Soboru Watykańskiego został mu podsunięty przez Ducha Świętego (zob. Ursula Oxfort, Pope John's Revolution, 1985).

 

Wielu doświadczonych pracowników Kurii Watykańskiej zdawało sobie doskonale sprawę z wielkiej różnicy między okresem Pierwszego Soboru Watykańskiego i obecnej sytuacji. Tę różnicę widzieli przede wszystkim w tym, że od początku aż do Pierwszego Soboru Watykańskiego przybywali jako "Ojcowie Soboru" prawie wyłącznie biskupi z krajów europejskich, a więc prawie wszyscy z tej samej kultury, podczas gdy na Drugi Sobór Watykański zapowiadali swój przyjazd biskupi niemal z całego świata, a więc przedstawiający najrozmaitsze kultury i problemy. Wielu z nich nawet nie znało języków europejskich, a język oficjalny Kościoła, łacina, w której [wypowiadana była mająca dwa tysiące lat] nauka tradycyjna Kościoła, a także i liturgia, była już prawie wszystkim mało znana. Jakim wobec tego językiem będą porozumiewać się biskupi z Afryki, Azji, Ameryki, Australii? Przecież DSW zapowiadał się już nie tylko jako ekumeniczny, lecz także jako ekumenistyczny. Już w pierwszym okresie obrad DSW biskupi niemieccy, francuscy, belgijscy, holenderscy, razem ze swymi "doradcami" ujęli wszystko w swoje ręce, a reszta tylko podpisywała wypracowane uprzednio dokumenty. A właśnie ci biskupi, a szczególniej ich doradcy, świadomie lub nieświadomie, ulegali nowinkarstwu, czyli potępionemu modernizmowi.

 

Papież Jan XXIII, który zwołał Sobór, był osobistością zupełnie odmienną niż jego poprzednicy, a więc Pius XI i Pius XII, nie tylko świętobliwi, ale przede wszystkim znakomicie wykształceni i to głównie w teologii. Być może, że co do świętobliwości było wszystko w porządku, ale co do studiów, to poza krótkim seminarium, właściwie nic nie studiował, gdyż w czasie swych trzyletnich studiów w Rzymie jednocześnie odbywał służbę wojskową. Miał natomiast niezwykły dar współżycia ze wszystkimi. Był człowiekiem jowialnym, zawsze w doskonałym humorze, lubił życie towarzyskie, wesołe, stąd też doskonale się czuł w swojej roli delegata apostolskiego, a później nuncjusza, biorącego udział w zjazdach, zebraniach dyplomatycznych, przyjęciach, rozrywkach (jak np. koncerty itd.). Cały pierwszy okres swojej pracy dyplomatycznej, jako delegat apostolski w różnych krajach Bliskiego Wschodu, głównie w Bułgarii i w Turcji, a po drugiej wojnie światowej we Francji, jako nuncjusz w Paryżu, spędzał na wizytach dyplomatycznych, a więc na przyjęciach i biesiadach, odznaczając się łatwością nawiązywania kontaktów nawet z największymi wrogami Kościoła. Stad też i jego przyjazne stosunki z masonerią, z rządami komunistycznymi i z przedstawicielami najrozmaitszych religii. Faktem jest, że w ciągu swego długiego pobytu w Paryżu, często odwiedzał paryskie loże masońskie, o czym pisały tamtejsze gazety. Bywał także często w ambasadzie Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, a rząd komunistyczny w Polsce odwdzięczył mu się dając pozwolenie na wystawienie jego pomnika we Wrocławiu. Bywał też na przyjęciach różnych przedstawicielstw rządów komunistycznych różnych krajów.

 

Jednym z najlepszych jego przyjaciół w Paryżu był baron Marsaudon, mający tytuł Ministra Zakonu Malty i Wielkiego Mistrza Wielkiej Loży Francji, a od roku 1932 Wielkiego Mistrza 33 stopnia lewicowej Loży "Republiki". W owym czasie kard. Canali robił starania, aby oczyścić Zakon Maltański z masonów, a więc także usiłował pozbyć się barona Marsaudon, ten jednak wolał raczej wystąpić z masonerii, niż opuścić Zakon Maltański, dlatego też zwrócił się do Nuncjusza Roncalliego, prosząc o radę i wtedy Roncalli zawołał zgorszony: "...ależ błagam cię, pozostań masonem" (Jet'en prie, reste Maçon!). Autor, opisujący to wydarzenie (ks. Francesco Ricossa, w czasopiśmie Sodalitium, nr 27) przypomina też rozmowy Roncalliego z Marsaudon o nowym dogmacie: Wniebowzięcia Matki Bożej; okazało się, że Nuncjusz Roncalli zajął postawę bardzo przeciwną, a to ze względów "ekumenicznych", obawiał się bowiem, że to będzie źle przyjęte przez protestantów i utrudni z nimi współżycie. Kilka lat później, kiedy Roncalli został Patryjarchą Wenecji, a papież Pius XII wprowadzał nowe święto maryjne "Maryi Królowej", Roncalli odmówił podpisania odnośnego dokumentu (tamże, s.17).

 

Trudno też nie wspomnieć, że kiedy Roncalli oglądał film odnośnie Buchenwaldu i Auschwitz, gdzie pokazywano masakrę Żydów, zgorszony i zbolały wykrzyknął: "Jakże to możliwe, przecież to ciało mistyczne Chrystusa!" A przecież parę miesięcy przed tym ukazała się encyklika papieża Piusa XII o Ciele Mistycznym Chrystusa Pana, którym jest Kościół katolicki, a nie naród żydowski.

 

Roncalli bardzo cenił pisma francuskiej Żydówki Simone Weil, ale nie zalecał jej przyjęcia wiary katolickiej, a gdy ona poruszyła tę sprawę, odpowiedział jej: "zostań na progu Kościoła, ale do niego nie wchodź" ("...rester sur le seuil de l'Eglise sans y entrer" - zob. Hebblethwaite, Jean XXIII, le Pape du Concile, 1988, s. 258).

 

Przypomnijmy: kiedy kleryk Roncalli przybył do Rzymu na krótkie, bo zaledwie trzyletnie studia w seminarium, zaprzyjaźnił się z klerykiem Ernesto Buonaiuti, który nieco później został przez papieża św. Piusa X wyklęty (ekskomunikowany), a przez Jana XXIII był zawsze uważany za wzór dobrego katolika. Były to czasy triumfu modernizmu w Kościele, a ten modernizm papież Pius X nazwał "kloaką wszelkich herezyj". Papież św. Pius X dla zwalczania tej herezji modernizmu założył instytucję zwaną Sodalitium Pianum, z siedzibą w Belgii, jako iż tamtejszy kardynał Mercier był uważany za głównego modernistę. Kierownikiem owej instytucji, zwanej także Sapinierą, był Prałat Beuigni, który uważał kardynała Mercier za przyjaciela wszystkich zdrajców Kościoła (zob. znakomitą pracę Emile Poulat, Intégrisme et catholicisme integral, 1969, s. 485).

 

W owym Seminarium rzymskim, gdzie krótko studiował Roncalli, też istniały duże wpływy modernizmu. Także wielu kardynałów, pracujących w Kurii Rzymskiej, podzielało opinie modernistyczne i nic dziwnego skoro (o czym wiemy dopiero obecnie), ówczesny Sekretarz Stanu, a więc najważniejsza figura po papieżu, Rampolla del Tindaro, był masonem.

 

Wybuch pierwszej wojny światowej oraz śmierć św. Piusa X przerywają ową ciężka walkę z modernizmem. Wiadomo jednak, że jeszcze przed śmiercią papieża Piusa X, kardynał De Lai przygotował dla niego "teczkę Roncalliego" z dokumentami odnośnie sympatii [Roncalliego] do modernizmu. Dochodzenia te zostały przerwane przez fakt powołania Roncalliego do wojska.

 

Przed samą też wojna stała się głośną "sprawa Duchesme", a więc autora książki "Dawnej historii Kościoła" (Histoire ancienne de l'Eglise) umieszczonej na indeksie, czyli zakazanej, a to właśnie przez przyjęcie przez nią idei modernistycznych. Otóż Roncalli, kiedy był profesorem historii Kościoła w Małym Seminarium w Bergame, posługiwał się ową książką i z tego powodu podejrzewano go, iż ma poglądy modernistyczne, a więc heretyckie.

 

Ośmioletni pontyfikat Benedykta XV (1914-1922) obejmował okres pierwszej wojny światowej i parę lat odbudowywania jej zniszczeń, stąd też zagadnienia teologiczne, tak ważne w okresie pontyfikatu św. Piusa X, zostały przygłuszone, głównie przez wpływy nowego Sekretarza Stanu, którym był wpływowy kardynał Gaspari, a który, niestety, usiłował odrobić to, co zrobił papież Pius X, a więc przede wszystkim zlikwidować antymodernistyczną instytucję jaką była Sapniera, czyli Sodalitium Pianum (zniesiona 25 listopada 1921) i usunąć z zajmowanych stanowisk w Kościele osoby wprowadzone przez świętego Piusa X.

 

Ale już pod koniec roku 1922, kiedy umiera papież Benedykt XV, prałat Roncalli pracuje w Kurii Watykańskiej, będąc prezydentem Papieskich Dzieł Propagandy Wiary. Na miejsce zmarłego papieża Benedykta XV zostaje wybrany kardynał Achile Ratti, dawny Nuncjusz Apostolski w Warszawie. To on wysyła prałata Roncalliego jako Wizytatora Apostolskiego do Bułgarii i odtąd prałat Roncalli zaczyna swą wielką karierę dyplomatyczną. Zaczął od stanowiska skromnego, ale obiecano mu szybki awans na stanowisko Nuncjusza w Argentynie. Niestety, rzeczywistość okazała się nieco inna, gdyż w Bułgarii przesiedział aż dziesięć lat, a Argentyny nigdy nie widział. Krążyły wtedy plotki, że chciano się go pozbyć z Watykanu, jako podejrzanego o modernizm. Okazało się później, że nie tylko był modernistą, ale także i "ekumenistą", zresztą będąc przedstawicielem Watykanu w Bułgarii z konieczności musiał współżyć z różnymi religiami, a głównie z prawosławiem i muzułmanizmem, z czego był bardzo zadowolony. Jednak w okresie swej pracy w Watykanie, prałat Roncalli zaprzyjaźnił się z opatem Lambert Beauduin, benedyktynem, profesorem teologii fundamentalnej w Instytucie św. Anzelma w Rzymie.

 

Benedyktyn Lambert Beauduin był bardzo zbliżony do protestantyzmu, zwłaszcza jeśli chodzi o liturgię i już w owym czasie, czyli w okresie międzywojennym, wypracował projekt reformy liturgii mszalnej Kościoła katolickiego, a to z inicjatywy wielkiego zwolennika modernizmu, jakim był kardynał Mercier. Ów benedyktyn ciężkie czasy drugiej wojny światowej spędził w Anglii, stąd też zaznajomił się z liturgią anglikańską, którą bardzo polubił i wziął za model dla swego projektu reformy katolickiej liturgii mszalnej. Jego stała przyjaźń z prałatem Roncallim sprawiła, że mógł go zainteresować swoimi projektami reformy liturgii mszalnej. Obaj, zaczarowani "ekumenizmem", chcieli wypracować jakąś nową liturgię "ekumeniczną", a więc taką, która byłaby syntezą czterech liturgii chrześcijańskich: katolickiej, protestanckiej, anglikańskiej i prawosławnej. Te pomysły z czasów międzywojennych, a więc jeszcze przed drugą wojną światową, odżyły w okresie obrad DSW. Dużą rolę w tej syntezie odegrało czasopismo Irenikon, a jeszcze większą rolę odegrała pewna tajemnicza niewiasta, Adelaida Coari (przypomnijmy polskie porzekadło: "gdzie diabeł nie może, tam babę pośle"), która znana była głównie z tego, że interesowała się wszelkim nowinkarstwem: feminizmem, okultyzmem, ekumenizmem itd. Słynną stała się korespondencja między Delegatem Apostolskim Roncallim i panią Adelaidą Coari, a jej treścią była reforma liturgii mszalnej z punktu widzenia "ekumenizmu" (a więc mason Bugnini miał swych poprzedników).

 

Często zapomina się, że współczesny nam "ekumenizm" zrodził się wśród protestantów poszukujących zjednoczenia między sobą, gdyż pierwotny protestantyzm podzielił się na setki sekt, których liczba w wieku XX doszła do kilku tysięcy. Chociaż idea ekumenizmu jako zjednoczenia wszystkich sekt w jeden Kościół "ekumeniczny" powstała już przed końcem wieku XIX w Stanach Zjednoczonych (zob. na ten temat moją broszurę Źródła współczesnego ekumenizmu), to dopiero w początkach XX wieku doszło do konkretnych częściowych scaleń między niektórymi sektami, a to dzięki różnym "kongresom" ekumenicznym: w Edynburgu w roku 1910, w Sztokholmie w roku 1925, w Lozannie w roku 1927 i 1947, w Genewie w roku 1969 i wielu innych. Ale to nie jest "ekumenizm" Kościoła katolickiego, gdyż ten, będąc tradycyjnym, szuka tylko pełnego zjednoczenia wszystkich chrześcijan w jednym Kościele katolickim, a więc powszechnym.

 

Inną sprawą jest tzw. "ekumenizm" DSW, który nie ogranicza się do zjednoczenia wszystkich chrześcijan w jednym Kościele, lecz szuka także zjednoczenia wszystkich religii, a więc także i pogańskich, a religie pogańskie, według Biblii, są religiami szatańskimi, bowiem psalm 95 mówi: "Quoniam omnes dii gentium daemonia" (wszystkie bożki pogańskie są diabłami). Ten "ekumenizm" pojawił się już pod koniec wieku XIX, ale był wielokrotnie potępiany przez prawie wszystkich papieży przed DSW, a szczególniej przez papieża Piusa XI w encyklice Mortalium Animos (1928) i przez papieża Piusa XII w dokumencie Orientalis Ecclesiae (1944). Co więcej, niektórzy moderniści (a więc heretycy), jak Karol Rahner i Yves Congar dodali jeszcze także tzw. "chrześcijan anonimowych", a więc tych ludzi, którzy nic nie wiedzą istnieniu Kościoła katolickiego, a mimo to - według tych modernistów, do niego należą. Otóż Delegat Apostolski Roncalli wszystkie te zarządzenia papieży zupełnie sobie lekceważył, gdyż właśnie nawiązywał kontakty nie tylko z najrozmaitszymi sektami, ale także i z religiami pogańskimi, a szczególniej z Żydami (judaistami) i z muzułmanami.

 

Także Delegat Apostolski Roncalli nie był także zwolennikiem prozelityzmu, (a każdy katolik powinien nim być), a więc nawracania ludzi innej wiary na katolicyzm i, co więcej, wielokrotnie odradzał swym przyjaciołom przechodzenie na wiarę katolicką. Nawet kiedy ciężkie trzęsienie ziemi w Bułgarii zniszczyło wiele kościołów i kaplic katolickich i otrzymał z Watykanu duże fundusze na ich odbudowę, to większą część tych pieniędzy przekazał na odbudowę świątyń prawosławnych.

 

Po dziesięciu latach pobytu w Bułgarii, Delegat Apostolski Roncalli zostaje przeniesiony do Turcji, a więc do kraju zasadniczo muzułmańskiego, w którym katolików było zaledwie 35 tysięcy. W owym czasie Turcja przechodziła przez proces laicyzacji Państwa, deklarując się krajem rewolucyjnym (w sensie rewolucji francuskiej z roku 1789) i krajem "zachodnim" w sensie laickiego liberalizmu krajów Zachodniej Europy (...) Wtedy też (rok 1935) wyszła ustawa zakazująca noszenia ubiorów religijnych i jakichkolwiek odznaczeń religijnych, co odnosiło się do wszystkich wyznań. Delegat Apostolski Roncalli przyjął te zarządzenia spokojnie i sam natychmiast przestał używać sutanny, mimo iż, jako dyplomata, miał do tego prawo. Ta separacja Państwa od religii była mu bardzo miłą.

 

Na początku roku 1936, Delegat Apostolski Roncalli wystąpił w Turcji z inicjatywą wprowadzenia języka wulgarnego [narodowego] do liturgii Mszy Świętej, a więc języka tureckiego. Nie chodziło tu o czytanie Ewangelii w języku wulgarnym, co było już od dawna przyjęte w Kościele katolickim, lecz wprowadzenie języka tureckiego do samej liturgii mszalnej, usuwając łacinę. Spowodował tym, że ogromna większość wiernych przestała brać udział we Mszy Świętej "sturczonej", gdyż tak katolicy, jak i prawosławni, energicznie protestowali przeciwko temu nowinkarstwu. Natychmiast też poszły skargi do Watykanu, który nie aprobował tych nowości. Z okazji złożenia wizyty podsekretarzowi w ministerstwie spraw zagranicznych, Delegat Apostolski Roncalli wyraził mu swoje uznanie co do laicyzacji Republiki Tureckiej, mimo iż parę lat przed tą rozmową papież Pius XI, w encyklice Quas Primas (1925) surowo potępił laicyzm i separację Kościoła od Państwa.

 

Będąc Delegatem Apostolskim w Turcji był też Roncalli jednocześnie Delegatem Apostolskim i w Grecji. Przebywając w obu tych krajach szukał kontaktów i przyjaźni z anglikanami i z prawosławnymi, uprawiając w ten sposób swój ulubiony "ekumenizm". Tę działalność ekumeniczną Delegata Apostolskiego Roncalliego opisują szczegółowo autorzy M. Trevor, Pope John, Londyn,1967, oraz Hebblethwaite, Jean XXIII, Le pape du Concile, 1988.

 

Jest wiele innych książek, które sensacyjnie opisują pobyt Delegata Apostolskiego Roncalliego na Bliskim Wschodzie, ale ich tutaj nie bierzemy pod uwagę. Jedno jednak jest pewne, a mianowicie, że Roncalli, późniejszy papież Jan XXIII, był gorącym zwolennikiem "ekumenizmu" szeroko pojętego jako "braterstwo wszystkich ze wszystkimi" i w tej sprawie odegrał bardzo ważną rolę, zwołując swój "ekumeniczny" Drugi Sobór Watykański. Należy też stwierdzić, że Roncalli, jako Delegat Apostolski w Turcji i Bułgarii, a potem jako Nuncjusz we Francji, biorąc udział w różnych nabożeństwach protestanckich, prawosławnych i żydowskich, nie przestrzegał przepisów ówczesnego prawa kanonicznego, które tego kategorycznie zabraniało.

 

Było już poprzednio wspomniane, że pod koniec drugiej wojny światowej, Delegat Apostolski Roncalli znajdował się w Turcji, a więc w kraju, który zachował do końca wojny neutralność, stąd też stał się miejscem spotkań dyplomatycznych, w czym rola dyplomatyczna przedstawiciela Watykanu była wyjątkowa. Także w czasie wojny, Roncalli musiał załatwiać wiele spraw co do możliwości przybywania Żydów, głównie tych, którzy byli poważnie zagrożeni prześladowaniami ze strony Hitlera, aby ułatwiać im zamieszkanie w Palestynie, która w owym czasie znajdowała się pod władzą polityczną Anglii, gdyż pod koniec pierwszej wojny światowej została odebrana Turcji przez utworzoną Ligę Narodów (instytucja na którą miała duży wpływ masoneria) i została oddana pod opiekę Anglii, która zobowiązała się nie tylko ułatwiać imigrację Żydów do Palestyny, ale i pomagać Żydom w założeniu niepodległego Państwa Izrael. [...]

 

To w tym okresie, będąc Delegatem Apostolskim na Bliskim Wschodzie, bp Roncalli wielokrotnie wypowiadał się o wspólnym ojcostwie Bożym chrześcijan i Żydów, co nie jest zgodne z nauką Chrystusa Pana, którą nam przekazał św. Jan w swej Ewangelii, gdyż Pan Jezus powiedział [do Żydów]: "Wy macie diabła za ojca... Kto jest z Boga, słów Bożych słucha. Wy dlatego mnie nie słuchacie, że z Boga nie jesteście" (J 8, 44nn).

 

W grudniu 1944 roku Delegat Apostolski Roncalli zostaje przeniesiony do Francji, zostając Nuncjuszem. Przed opuszczeniem Turcji odprawił uroczystą Mszę Świętą i wygłosił kazanie na temat braterstwa wszystkich ludzi w stylu czysto masońskim (zob. Hebblethwaite, dz. cyt.).

 

Jednak jego przyjazd do Paryża był raczej przypadkowy, gdyż Stolica Apostolska najpierw wyznaczyła na to stanowisko Józefa Fietta, który reprezentował Watykan w Argentynie. Miał on natychmiast przylecieć samolotem do Paryża wobec zmiany rządu francuskiego, jako iż alianci już 6 czerwca wylądowali w Normandii, a 25 sierpnia de Gualle uroczyście obejmował władzę w Paryżu, biorąc udział w uroczystym Magnificat w katedrze Notre-Dame. Okazało się jednak, że Nuncjusz Fietta był chory na serce i lekarze zabronili mu odbywać podróż z Buenos Aires do Paryża samolotem, musiał więc podróż tę odbyć statkiem. Tymczasem wydarzenia polityczne były we Francji bardzo szybkie, wobec tej sytuacji Watykan zmienił swą decyzję i wyznaczył na Nuncjusza w Paryżu bpa Roncalliego. Był on też dobrze widziany przez rząd gen. de Gaulle, jako że był to rząd raczej lewicowy, a wiadomo było, że Nuncjusz Roncalli miał sympatie lewicowe, więc też czuł się we Francji jak ryba w wodzie. Francja, jako kraj, została zlaicyzowana już przez rewolucję francuską, ale po drugiej wojnie światowej zaczęła się na serio laicyzacja Kościoła katolickiego we Francji, wielkie triumfy modernizmu i szukanie zemsty na prawicy, która rządziła za Marszałka Petaina. Tysiące francuskich narodowców zostało zamordowanych, także tysiące ukrywało się pod innymi nazwiskami.

 

Ówczesny arcybiskup Paryża, kardynał Suhard, był kapłanem wyjątkowo świętobliwym i gorliwym w swej pracy duszpasterskiej, ale także bardzo otwartym na wszelkie nowinkarstwo. Wydał słynny list pasterski Essor ou declin de I'Eglise.

 

Oczywiście chodzi tu o cały Kościół, a nie tylko o sytuację Kościoła we Francji. W liście tym przestrzegał przed niebezpieczeństwem tzw. "integryzmu", a przecież samo słowo integralizm jest wzięte z pism św. Pawła, który wzywał do zachowania intergritatem Fidei, a więc chodzi św. Pawłowi o zachowanie integralności, czyli całości Wiary Świętej. Właśnie Francji groziło w owym czasie wielkie niebezpieczeństwo modernizmu i jego "nowej teologii", a niebezpieczeństwo to polegało na zajmowaniu postawy "wybiórczej", zamiast "integralnej". Wybiórczość zawsze i nieuniknienie prowadzi do sekciarstwa. Kardynał Suhard cieszył się w swym liście duszpasterskim, że nadchodzi czas "nowego Kościoła", a więc innego niż tradycyjny Kościół dwutysiącletni, nie zdając sobie sprawy, że jeśli ten Kościół jest "nowym", to nie jest już Kościołem Chrystusa Pana, ani też Apostołów. Co innego jest "nowość" w studiach, w naukach świeckich, gdzie stały postęp i rozwój są niezbędne, a co innego w sprawie religii, zwłaszcza chrześcijańskiej, która opiera się na Objawieniu danym nam przez Boga raz na zawsze. Możemy, oczywiście, czynić postępy w poznawaniu i zgłębianiu nauki Chrystusa Pana, ale sama ta nauka jest niezmienna, a więc nie dopuszcza żadnego nowinkarstwa.

 

Kardynał Suhard wydał wkrótce drugi list duszpasterski pod tytułem Le pretre dans la cite: (1949). List ten odnosił się głównie do grupy księży-robotników. Sama idea nawiązania kontaktów z warstwą robotniczą była bardzo słuszna, gdyż warstwa ta była w owym czasie niemal całkowicie odseparowana od Kościoła. Niestety, metoda Kard. Suharda okazała się niewłaściwą; gdyż wymagała, aby księża owi pracowali na równi z robotnikami, w ich zawodach, całkowicie podzielając ich zwyczaje i to we wszystkim. Doszło nawet do tego, że z rozkazu Kardynała księża-robotnicy musieli mieć także swoje "przyjaciółki", bo taki był wówczas zwyczaj wśród robotników. Te przyjaciółki były wybierane przez partię komunistyczną. Po kilku latach tych eksperymentów prawie wszyscy księża stali się komunistami całkowicie tracąc wiarę, z wyjątkiem tylko tych, którzy wcześniej opuścili te doświadczenia. Wielu z nich opisało to wszystko w swych pamiętnikach wydanych drukiem. Dziś wiadomo, że inicjatywa tego wszystkiego wyszła ze strony partii komunistycznej. Jeden z tych księży-robotników, l'abbe Boulier wziął udział w Konferencji Pokoju zorganizowanej w Warszawie (1948) i w swym przemówieniu powiedział: "... jeśli nas zapytacie czy wśród nas są komuniści, to odpowiadamy: wszyscy jesteśmy komunistami" (zob. Hebblethwaite, o.c. s. 248).

 

Poglądy kard. Suharda, arcybiskupa Paryża, zbiegały się z poglądami Nuncjusza Roncalliego, stąd też nic dziwnego, że współpracowali bardzo przyjaźnie. Natomiast w tym samym czasie w Rzymie, papież Pius XII zachowuje postawę antykomunistyczną, jasno zdeklarowaną już przez jego poprzednika, papieża Piusa XI w słynnej encyklice Divini Redemptoris (1937). Jednakże, mimo iż postawa papieża Piusa XII jest niezmienną w sprawie potępienia marksistowskiego komunizmu, także w Watykanie zaczynają się już wówczas wpływy "umiarkowanych" kardynałów i prałatów co do tych eksperymentów. "Misja Paryska", która zalecała ów ruch księży-robotników, znajdujących się pod wpływem partii komunistycznej, została przychylnie opisana w dzienniku watykańskim L'Osservatore Romano (z dnia 31 marca 1949 roku), a to dzięki prałatowi Montiniemu. W parę miesięcy później, 30 maja 1949 roku, umiera Kard. Suhard, a w miesiąc po jego śmierci papież Pius XII wydaje dekret (30 czerwca 1949 r.) ekskomuniki za przynależność katolików do partii komunistycznej. Nuncjusz Roncalli uniknął komentowania owego dekretu, wyjeżdżając szybko z Paryża na kilka miesięcy dla zapoznania się z sytuacją w prowincjach Francji, stąd też interpretacja owej ekskomuniki przypadła zakłopotanym kardynałom Francji.

 

Jednak Nuncjusz Roncalli, podróżując po całej Francji, nie zaniedbał sprawy następcy po zmarłym kard. Suhardzie i zdołał uzyskać w Watykanie nominację dla bpa Feltin, który był przecież prezydentem stowarzyszenia prokomunistycznego Pax Christi, ściśle związanego ze Stowarzyszeniem PAX Bolesława Piaseckiego w Polsce.

Tymczasem papież Pius XII wydaje następną encyklikę, wyjątkowo surową, Humani generis (12 sierpnia 1950), w której potępia tzw. "nową teologię" szerzoną przez kard. Danielou, dominikanów Chenu i Congar, jezuitów De Lubac, Rondet, Bouillard, Teilharda de Chardin i wielu innych. Niestety, ta nowa teologia została później w dużym stopniu przyjęta przez dokumenty DSW.

 

W międzyczasie, zachorował ciężko Patriarcha Wenecji, Carlo Agostini, stąd też Sekretarz Stanu prałat Montini zapytuje listownie Nuncjusza Roncalliego, czy chciałby objąć to stanowisko. Nuncjusz Roncalli chętnie przyjmuje tę propozycję i jednocześnie otrzymuje godność kardynała (1953). Również w tym samym roku, otrzymuje godność kardynała arcybiskup Paryża Feltin. Także w tym czasie Nuncjusz Apostolski Roncalli nawiązuje serdeczne stosunki z Prezydentem Francji Vincentem Auriol (wybitnym socjalistą i ateuszem), stąd też swój "beret" kardynalski otrzymał z rąk Prezydenta Francji na specjalnej uroczystej ceremonii w pałacu prezydenckim.

 

Niemniej uroczystym było pożegnanie się nuncjusza Roncalliego ze swym wielkim przyjacielem Eduardem Herriot, Prezydentem Parlamentu Francji, słynnym wrogiem Chrześcijaństwa i przywódcą skrajnie lewicowej Partii Radykalnej.

 

Nuncjusz Roncalli polubił Francję i przedłużył w niej swój pobyt aż do 23 lutego 1953 roku. W czasie swego dość długiego pobytu w Paryżu, nuncjusz Roncalli zaprzyjaźnił się także z prof. Karolem Burckhardtem - w owym czasie ambasadorem Szwajcarii w Paryżu. Otóż ciekawa jest opinia Burckhardta o nuncjuszu Roncallim z okazji wybrania go na papieża: "Jest on deistą i racjonalistą, bardzo odległym od Chrześcijaństwa średniowiecznego; zmieni on wiele w Kościele i Kościół po jego pontyfikacie już nie będzie tym samym" (zob. korespondencja między Maxem Rycherem i Karolem Burckhardtem, cytowana w czasopiśmie Einsicht, kwiecień 1981, s. 303).

 

Jedną z głównych zasad współżycia ze wszystkimi nuncjusza Roncalliego, a szczególnie już papieża Jana XXIII, było powiedzenie: "szukać przede wszystkim tego co łączy, a nie tego co dzieli". Tę zasadę dyplomata Roncalli szczególniej stosował w sprawach ekumenizmu i stała się ona jego główną zasadą, kiedy został wybrany na papieża. Przypomnijmy jednak, że tradycyjna postawa Watykanu w tych sprawach była całkowicie odwrotna, gdyż instrukcja Świętego Urzędu, z dnia 22 grudnia 1949 roku, odnośnie ekumenizmu, nakazuje: "Niechaj biskupi czuwają, aby pod fałszywym pretekstem, według którego należy kłaść nacisk na to co łączy, a nie na to co dzieli, nie faworyzować niebezpiecznego indyferentyzmu". Niestety, papież Jan XXIII nie wyzbył się tej niebezpiecznej dla Kościoła zasady indyferentyzmu. Od czasu jego pontyfikatu zasada ta stała się dominującą w Watykanie, zwłaszcza w czasie obrad DSW i po DSW, a także przejęta została przez następnych papieży, a nawet, niestety, rozpowszechniła się niemal w całym Kościele.

 

Nuncjusza Roncalliego charakteryzowało także niechętne stanowisko wobec kultu maryjnego. Jego zasadą było de Maria satis zapewne nie dlatego, aby nie miał szczególnej miłości do Matki Bożej, ale, być może dlatego, że uważał iż katolicki kult maryjny utrudnia realizację "ekumenizmu", gdyż protestanci są przeciwni temu kultowi.

 

Nuncjusz Roncalli protestował więc przeciwko ogłoszeniu dogmatu Wniebowzięcia (1950), a także przeciwko ustanowieniu przez Piusa XII święta maryjnego Pro Regalitate Mariae, czyli "Maryi Królowej" (ad Coeli Reginam), wprowadzonego do kalendarza na dzień 30 maja.

 

Roncalli przejął także od Karola Rahnera teorię o "chrześcijaństwie anonimowym", z tą jednak różnicą, że dla Roncalliego tymi "chrześcijanami anonimowymi" byli wszelkiego rodzaju marksiści.

 

Może te wiadomości o karierze ks. Roncalliego, późniejszego papieża Jana XXIII, inicjatora zwołania Drugiego Soboru Watykańskiego, są dla niektórych czytelników niepotrzebnymi anegdotkami, jednakże są koniecznymi informacjami dla zrozumienia dlaczego DSW zajął w wielu sprawach postawę całkowicie sprzeczną z całą tradycją chrześcijańską, a przede wszystkim z nauką co najmniej piętnastu przedsoborowych kolejnych papieży.

 

ROZDZIAŁ II ROLA PRAŁATA MONTINIEGO

 

Po śmierci papieża Piusa XI, w roku 1939, papieżem zostaje wybrany kardynał Pacelli, który rządził Kościołem prawie przez dwadzieścia lat. Został on papieżem kiedy w wielu krajach Europy doszły do władzy ustroje autorytarne, a nawet i totalitarne. Hiszpania, Włochy i Portugalia miały rządy autorytarne: gen. Franco w Hiszpanii, prof. Salazar w Portugalii i Benito Mussollini we Włoszech; a rządy totalitarne w Niemczech Hitlera i Stalina w Rosji. W Niemczech i w Rosji Kościół był w owym czasie okrutnie prześladowany, a Hiszpania zaledwie wyszła z długiej i okrutnej wojny domowej.

 

Kardynał Pacelli przez wiele lat był nuncjuszem w Niemczech, właśnie w okresie rządów Hitlera, stąd też dobrze znał hitleryzm. Kiedy został papieżem nie miał Sekretarza Stanu, lecz jednocześnie dwóch pro-sekretarzy prałatów: Tardiniego i Montiniego. Tardini był raczej tradycjonalistą, podczas gdy Montini miał sympatie lewicowe i nowatorskie. Papież Pius XII odznaczał się świętobliwością i wyjątkową gorliwością: udzielał wielu audiencji prywatnych i grupowych, oraz [dla] pielgrzymek. Tylko w jednym roku 1953 udzielił 492 audiencji, [dla] 3832 grup, [i dla] 381.534 pielgrzymów. Plac św. Piotra był każdej niedzieli przepełniony, jak też wszystkie ulice sąsiednie. Był on jednak człowiekiem chorowitym (chociaż uprawiał sport, głównie jazdę konną) i w ostatnich latach życia cierpiał na wrzody żołądka, odżywiany był prawie wyłącznie zastrzykami. W roku 1954 był bardzo ciężko chory i podobno wtedy ukazał mu się Chrystus Pan i cudownie go uzdrowił, obdarzając zdrowiem i siłami jeszcze na cztery lata. To właśnie przed tym cudownym uzdrowieniem, prałat Roncalli pisał w liście do swej rodziny, że Papież Pius XII jest ciężko chory i utrzymuje się przy życiu tylko dzięki zastrzykom. Natomiast bratanek papieża, Carlo Pacelli, podejrzewał, że papież jest systematycznie truty przez swych lekarzy (zob. Antonio Spinosa, Pio XII l'ultimo Papa, 1992, s. 342, cyt. w Sodalitium nr 33 s. 43).

 

W owym okresie prałat Bugnini zaczął już swoją reformę liturgii, mając ułatwiony dostęp do papieża Piusa XII. To pod kierunkiem prałata Bugniniego zaczęła się już wtedy reforma liturgii rozpoczynając od zmian w brewiarzu i przygotowania nowego tłumaczenia psalmów. Chorowity Pius XII zdaje się, iż nie był należycie informowany o tych zmianach. Do owego czasu w Kościele katolickim obowiązywał wszystkich księży i zakonników jeden i jedyny brewiarz łaciński. W czasie wojny dokonano wielu przekładów na różne języki. Gdy pod koniec wojny przybyłem do Paryża, miałem ze sobą tylko jeden tom brewiarza, część jesienną, więc zaraz postarałem się kupić ów nowy brewiarz w języku francuskim i od razu zauważyłem, że przekład jest skandaliczny z punktu widzenia teologicznego. Oto mały przykład: psalm 89 w przekładzie francuskim: Seigneur avant que naisent les montagnes que tu enfantes la terre et le monde - po polsku: "Zanim narodziły się góry, Ty Panie rodzisz ziemię i świat". Jest to oczywista herezja, bo według tradycyjnej teologii katolickiej Bóg Ojciec zrodził tylko i jedynie Słowo (Logos, Verbo), a więc Syna swego jedynego; wszystko inne jest przez Boga stworzone, a nie zrodzone.

 

W tymże brewiarzu francuskim na s. 55 czytamy: "Dieu... en naissent de toi nose sommes devenus des fils de lamiere". W języku polskim: "Boże, rodząc się z Ciebie staliśmy się synami światłości". Herezja oczywista, gdyż Bóg Ojciec zrodził tylko Syna swego jedynego, Verbo, Logos, Słowo, a my, ludzie zostaliśmy stworzeni, a nie urodzeni przez Boga. Ta modlitwa powtarza się w brewiarzu wielokrotnie, a więc nie jest to jakiś błąd drukarski. Słowo francuskie enfanter znaczy po polsku "rodzić". Opis stworzenia człowieka przez Boga jest przecież w Biblii bardzo jasny. Nigdzie w Biblii nie ma mowy o jakimś "urodzeniu się" człowieka z Boga. Te niedokładne tłumaczenia wprowadzają panteizm, a wiara katolicka absolutnie odrzuca panteizm. Są to sprawy bardzo ważne, gdyż właśnie już przed DSW zaczęło się w Kościele szerzenie panteizmu, co jest najbardziej sprzeczne z wiarą katolicką.

 

Co do owego brewiarza w języku francuskim, to jest on wydany przez Episkopat Francji pod tytułem Priere du Temps Present - Le Nouvel Office Divin, wydawnictwo Desclee de Brouwer-Mame.

 

Ten brewiarz po francusku wywołał także ostrą krytykę ze strony ówczesnego nuncjusza we Francji Angelo Giuseppe Roncalli (nie wiadomo jednak, co mu się w tym wydaniu w języku francuskim nie podobało, czy styl, czy też te niedorzeczności teologiczne).

 

Tak więc już za czasów pontyfikatu papieża Piusa XII zaczęły się próby fałszowania nauki Kościoła przez modernistów. Podejrzewa się kardynała Bea, że to on, będąc spowiednikiem papieża Piusa XII, ułatwiał dostęp do papieża masonowi Annibale Bugniniemu, w okresie ciężkiej choroby papieża, co miałoby tłumaczyć, że papież Pius XII zatwierdził owe nowinkarstwa, zwłaszcza jeśli chodzi o tłumaczenie psalmów.

 

Już w roku 1954 patriarcha Wenecji, Angelo Giuseppe Roncalli otrzymał list dość osobliwy, w którym mason i wyjątkowy znawca gnozy, Jean-Gaston Bardet, zapowiedział mu, że w najbliższym konklawe zostanie obrany papieżem i że przyjmie z tej okazji imię Jana XXIII. Wkrótce także J.G. Bardet złożył wizytę Patriarsze Wenecji i ustnie mu to zapowiedział, - co jest nieco zagadkowe.

 

Poza sylwetką Angelo Giuseppe Roncalli, a więc późniejszego papieża Jana XXIII, najważniejszą figurą w Watykanie był w owym okresie Giovanni Battista Montini, wieloletni Sekretarz Stanu za pontyfikatu papieża Piusa XII. Jego kariera w Watykanie została przerwana na kilka lat, a to głównie z dwóch powodów, które już były uprzednio wspomniane, a więc sprawa Russicum i zbytnie sympatie prałata Montiniego do marksistowskiego komunizmu i w ogóle do lewicy. Niestety, nie dotyczyło to tylko prałata Montiniego, gdyż w owym czasie wielu innych prałatów, pracujących w Watykanie także okazywało te skłonności.

 

Sprawa ta była bardzo ważną i bolesną, gdyż katolicy w wielu krajach spotykali się z faktem, że rewolucja komunistyczna cieszyła się poparciem wielu miejscowych dostojników Kościoła, którzy byli popierani przez Watykan, mimo iż papieże tak surowo i kategorycznie potępiali ideologię komunistyczną.

 

Jako przykład ilustrujący tę sytuację, wspominamy tutaj sprawę CIDOCu w Cuernavaca (Meksyk), diecezji bpa Mendeza Arceo. W kilka lat po drugiej wojnie światowej przybył do Cuernavaca młody ksiądz, który ukończył studia w Colegium Capranica w Rzymie (jedna z głównych uczelni Kościoła katolickiego w Rzymie), i znanym był w Watykanie, który go polecał, a nazywał się Ivan Ullich Regenstreif, urodzony w roku 1926, z pochodzenia Żyd, nawrócony na katolicyzm. Ten młody i energiczny ksiądz założył w Cuernavaca coś w rodzaju Wyższego Seminarium Duchownego, ale przeznaczonego już dla księży wyświęconych, a przybywających ze Stanów Zjednoczonych i Kanady, aby, po odpowiednim przygotowaniu, pracować w duszpasterstwie w krajach Ameryki Południowej, w której brakowało księży. Instytucja ta została dobrze sfinansowana przez Episkopat Stanów Zjednoczonych. Ale wkrótce okazało się, że głównym celem owej instytucji było przeszkolenie w duchu ideologii marksistowskiego komunizmu, czyli że chodziło o to, aby owi księża zajęli się szerzeniem rewolucji komunistycznej w Ameryce Południowej. W Instytucie tym, przybyli księża ze Stanów Zjednoczonych, a także i zakonnice z owego kraju, uczyli się języka hiszpańskiego i głównie Dia-Matu, czyli materializmu dialektycznego Karola Marksa, uzupełnionego przez Lenina i Stalina. Tylko w pierwszych latach istnienia owej instytucji przeszło 7 tysięcy księży zostało przeszkolonych do prowadzenia rewolucji komunistycznej w całej Ameryce Południowej. Co gorsza, fakt ten przyczynił się do podejrzewania także i innych księży przybywających z Europy, [że również] oddają się tej akcji rewolucyjnej. Niemal wszystkie rządy w Ameryce Południowej zaczęły obawiać się owych księży agitatorów rewolucji komunistycznej. Trudno jest uwierzyć w tę zbrodnię, przede wszystkim dlatego, że cała ta akcja rewolucyjna cieszyła się poparciem Kościoła katolickiego i rządu Stanów Zjednoczonych, które akcję tę finansowały (zresztą trzeba pamiętać o tym, że także i rewolucja komunistyczna w Rosji była finansowana przez żydowskie banki w Stanach Zjednoczonych). Ta akcja rewolucyjna trwała wiele lat, bo aż do pontyfikatu papieża Jana Pawła II, kiedy to Ivan Illich Regenstrief porzucił owe zajęcie i zajął się inną sprawą, a mianowicie walką przeciwko zawodom, gdy wpadł na pomysł "społeczeństwa bezzawodowego", a więc bez lekarzy, bez księży, bez adwokatów, bez kupców itd. Najbardziej jednak zaczął prześladować i zwalczać "zawód" kapłański. Stąd też zlikwidował swój Instytut, mimo iż Stolica Apostolska proponowała mu, aby nadal się nim zajmował. Natomiast biskup ordynariusz w Cuernavaca Mendez Arceo nawiązał kontakty z biskupem francuskim Guido Maria Riobe, który wkrótce potem zmarł w okolicznościach wyjątkowych, gdyż znaleziono jego ciało na brzegu morza we Francji (podobno tak karzą swych członków w lożach masońskich za nieposłuszeństwo), a centrala tej siatki rewolucyjnej została przeniesiona do Stanów Zjednoczonych, do Kansas City. Cała ta sprawa została tutaj przypomniana jako jeden z dowodów, że w czasie pontyfikatu papieża bardzo antykomunistycznego, jakim był Pius XII, w Kościele działy się sprawy trudne do zrozumienia, bo całkowicie niezgodne z całą ówczesną nauką Kościoła wykładaną w encyklikach.

 

Z powodów już uprzednio wspomnianych, a więc prawdopodobnie sprawy Russicum i Cuernavaca w Meksyku, prałat Montini, po trzydziestu latach pracy w Watykanie, został w roku 1954 przeniesiony do Mediolanu, na stanowisko arcybiskupa tamtejszej diecezji; nie został jednak wówczas kardynałem, gdyż godność tę otrzymał dopiero wówczas, kiedy Angelo Giuseppe Roncalli został wybrany papieżem, po śmierci papieża Piusa XII.

 

Przebywając w Mediolanie, jako arcybiskup tejże archidiecezji, Giovanni Montini przyjaźnił się z pisarzem francuskim Jacquesem Maritain, który w owym czasie stał się modnym "filozofem polityki", przynajmniej wśród lewicy katolickiej. J. Maritain uniknął okrucieństw drugiej wojny światowej, gdyż w przededniu jej wybuchu udał się do Stanów Zjednoczonych i dopiero po zakończeniu wojny powrócił do Francji. W swoich licznych broszurach, Maritain okazywał wiele sympatii dla skrajnej lewicy, a zwłaszcza dla marksizmu. Arcybiskup Mediolanu zachwalał "marytenizm", być może dlatego, że Maritain często powoływał się na autorytet św. Tomasza z Akwinu. Istniała też w owym czasie wielka przyjaźń między Maritainem i poznanym przez niego, w czasie pobytu w Stanach Zjednoczonych, rewolucjonistą Alińskim, jednym z najgłośniejszych wówczas szerzycieli myśli Karola Marksa w środowisku "chrześcijańskiej demokracji". To dzięki poparciu ze strony Maritaina, Samuel Aliński przez kilka miesięcy stał się gościem Arcybiskupa Montiniego w Mediolanie, dzieląc się z nim swoją wizją współczesnego świata. Kilka lat później, Jacques Maritain, w swej przedostatniej książce Le Paysan de la Garonne (1966), wykładając swoją koncepcję "chrześcijańskiej rewolucji", wychwala tylko trzy osobistości jako "rewolucjonistów" w Stanach Zjednoczonych i... siebie samego we Francji (zob. Le Paysan de la Garonne, wyd. 1966, s. 41). [Spośród tych trzech, wiadomo że] Edward Frei Montalva odegrał w komunistycznej rewolucji w Chile podobną rolę jak Kiereński w rewolucji bolszewickiej. Zaś co do Samuela Alińskiego, to tylko ujawnia, że "jest on jednym z największych moich przyjaciół".

 

Znany pisarz katolicki w Szkocji, Hamish Frazer (dziś już nieżyjący), redaktor i wydawca czasopisma Approaches, wydał broszurę o owych "chrześcijańskich rewolucjonistach", a głównie o Maritainie i o Samuelu Alińskim. W broszurze tej Hamish Frazer twierdzi, że trudno jest uważać Alińskiego za "chrześcijańskiego" rewolucjonistę, jak to czyni Maritain, gdyż Aliński jest Żydem, wyznawcą judaizmu, materialistą i ateistą, a więc nie ma w nim nic "chrześcijańskiego"; że nie przyjmuje on żadnych dogmatów wiary. Co więcej, Aliński twierdzi, że dogmaty są wrogami ludzkiej wolności. Frazer uważa, że myśl Alińskiego identyfikuje się całkowicie z myślą masońskiego naturalizmu. Aliński pisze: "Jeśli się przyjmie istnienie pozagrobowe, a ja mógłbym o tym decydować, to wybrałbym dla siebie piekło". I to tenże rewolucjonista stał się bożyszczem dla Maritaina. Co więcej, Maritain przedstawił go Arcybiskupowi Montiniemu jako wzór człowieka idealnego. Podobno Aliński spędził aż kilka miesięcy w domu Arcybiskupa Montiniego w Mediolanie. Jak sam Aliński pisał, jego rolą było pozyskać Kościół dla Rewolucji. Aliński zmarł w roku 1972, w Chicago. Tamtejszy dziennik Chicago Sun Times z 14 czerwca opisał pogrzeb Alińskiego w tamtejszej synagodze.

 

"Sprawa Alińskiego" kompromituje Maritaina. Jak człowiek wykształcony, będąc katolikiem, mógł tak naiwnie polecać Alińskiego, który był rewolucjonistą typu Lenina i Trockiego? Także znajomość tomizmu przez Maritaina była bardzo skromna i przez jego zwolenników przesadzana, w żadnym wypadku nie można go porównywać z Gilsonem. To dzięki naiwności Maritaina, Aliński, który pasował znakomicie do "trójki" Lenin -Stalin-Trocki, stał się mentorem późniejszego papieża Pawła VI.

 

Maritain był źle widziany w Watykanie, czego dowodem było, że kiedy w roku 1958 Uniwersytet Katolicki w Mediolanie miał zamiar nadać mu doktorat honoris causa, zostało to zabronione przez Kongregację Uniwersytetów Katolickich.

 

Że za czasów pontyfikatu papieża Piusa XII nie wszystko funkcjonowało należycie (oczywiście, nie z winy papieża) ilustruje także i "sprawa księdza Nagiego", - Węgra. Wiadomo, że wśród Węgrów nazwisko "Nagi" jest tak częste jak nazwisko "Kowalski" wśród Polaków. Otóż ów ksiądz pochodził ze wsi, a przybył do Budapesztu poszukując pracy. Był to okres międzywojenny. Wałęsał się przez parę dni po tym wielkim mieście, nie znajdując żadnego zajęcia. Spacerując po centrum miasta natknął się na jakiś większy budynek, z którego często wychodzili księża, spytał się któregoś z nich: co to jest za budynek? Odpowiedziano mu, że jest to centralny dom Księży Jezuitów. Niewiele myśląc wszedł tam, aby porozmawiać z przełożonym. Po dłuższej rozmowie zdecydował się wstąpić do Zakonu Jezuitów. Przesiedział kilka lat w nowicjacie, później studiował teologię i został wyświęcony na księdza, właśnie w przededniu drugiej wojny światowej. Po wojnie wysłano go na dalsze studia do Rzymu. Poza studiami pracował także w biurach Watykanu w sprawach Kościoła na Węgrzech. Były to czasy brutalnych prześladowań Kościoła na Węgrzech, gdyż władzę objęli komuniści i Arcybiskup Prymas Węgier został aresztowany i przez wiele lat siedział w więzieniu. Ks. Jezuita Nagi pośredniczył w różnych sprawach, gdyż doskonale znał język węgierski i sytuację na Węgrzech. Po kilku latach został jednak przeniesiony do Chile, gdzie odznaczył się swymi sympatiami do komunizmu. Po paru latach pobytu w Chile wystąpił z Zakonu Jezuitów i przeniósł się do Argentyny, gdzie wstąpił do masonerii. W masonerii argentyńskiej cieszył się wielkim uznaniem i wkrótce został instruktorem kursów o masonerii dla nowych adeptów. To co o nim tutaj piszę jest oparte na jego książce-pamiętniku, którą napisał w Argentynie i tam wydał ją drukiem. Iluż takich księży "Nagich" było w owym czasie? Trudno wiedzieć, ale zapewne wielu. Być jednocześnie jezuitą, komunistą i masonem, i chełpić się z tego w swych wspomnieniach, nie robi zaszczytu ani Kościołowi, ani partii komunistycznej, ani chyba masonerii. A jednak takich "Nagich" było wielu po drugiej wojnie światowej, tylko że nosili inne nazwiska, jak np. Ivan Illich Regenstreif w Cuernavaca, czy Gregory Baum w Stanach Zjednoczonych i w Kanadzie, i dziesiątki innych, i to w okresie pontyfikatu świętobliwego i przezacnego papieża jakim był Pius XII. Tak to wspomniana uprzednio "ułomność ludzka" stale się manifestuje.

 

Stąd też nie należy się dziwić, że Kościół wprowadził do spraw nauki specjalną instytucję już w wieku XVI (1542), zwaną Świętym Urzędem, aby nauka Wiary byłą zawsze poprawną, zwłaszcza w okresie protestantyzmu i ciągłego ukazywania się nowych sekt. To ten Święty Urząd kontrolował przede wszystkim podręczniki teologii dogmatycznej i moralnej, a także i książki liturgiczne. Wprowadzono także tzw. Indeks, czyli spis książek uznanych za niewłaściwe, a więc zabronionych. Starano się w ten sposób zachować czystość nauki tradycyjnej.

 

            Prawie sto lat przed DSW różni papieże skarżą się na istniejącą sytuację, którą nazywają "kryzysem" Wiary, a przypisują ów kryzys tzw. modernizmowi. Jednym z pierwszych papieży, którzy zaniepokojeni są nowinkarstwem, zwanym "modernizmem" jest papież Pius IX, w swej encyklice Quanta Cura (8 XII 1864), dołączając do encykliki tzw. Syllabus, czyli listę (spis) głównych błędów modernizmu, a jest ich aż 80. Zdaniem papieża błędy te pochodzą głównie z tzw. "liberalizmu", czyli nieograniczonej wolności myślenia, tak jakby nie istniało Objawienie Boże, nie biorąc także pod uwagę nawet Dekalogu, w którym Bóg objawia swą wolę, a więc daje nakazy i zakazy. Wśród nakazów przede wszystkim polecenie: "Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną"; "Będziesz miłował Pana Boga twego z całego serca swego..." Zakazy zaś: "Nie zabijaj", "Nie cudzołóż", "Nie kradnij" itd. Liberalizm ani tych zakazów, ani też tych nakazów, nie bierze pod uwagę, reklamując absolutną wolność człowieka. Ale historia uczy, że kiedy człowiek nie uznaje woli Bożej, gdy nie zachowuje Dekalogu, życie ludzkie staje się gorsze od życia zwierząt; człowiek staje się człowiekowi wilkiem, jak już zauważyli pogańscy Rzymianie: homo homini lupus.

 

W czterdzieści lat później ukazuje się drugi Syllabus, także potępiający błędy modernizmu, tym razem odnośnie samego pojęcia Kościoła (errores modernistarum de Ecclesia). Trzeci Syllabus jest to lista błędów napiętnowanych w encyklice Humani generis (1950), papieża Piusa XII.

 

Można więc powiedzieć, że DSW został zwołany w okresie już istniejącego od dawna kryzysu w Kościele. Niestety, kryzys ten po DSW nie tylko nie zmniejszył się, lecz znacznie się pogorszył i papież Paweł VI z bólem i goryczą stwierdzał "samozniszczenie się" Kościoła, a nawet mówił o obecności w Kościele dymu Szatana (7 XII 1968 r. i 30 VI 1972 r.).

 

Wspominany już uprzednio Święty Urząd był stale atakowany przez modernistów, lecz bezskutecznie. Dopiero DSW spełnił to życzenie modernistów w roku 1964, zastępując go Kongregacją do spraw Świętej Wiary. Niestety, istnieje duża różnica między tymi dwoma instytucjami, gdyż Kongregacja do spraw Świętej Wiary nie pełni roli inkwizycyjnej. Ten charakter inkwizycyjny Świętego Urzędu był wyjątkowo surowym co do modernizmu zwłaszcza za pontyfikatu papieża Św. Piusa X. Ostatnie wypowiedzi Świętego Urzędu odnosiły się do pism Teilharda de Chardin.

 

Po zakomunikowaniu Urbi et Orbi (Rzymowi i całemu światu) zamiaru zwołania DSW 25 stycznia 1959 r., w kilka miesięcy później (17 maja 1959 r.) papież Jan XXIII powołuje specjalną Komisję (której przewodniczył kard. Tardini) dla wysłania 2821 listów do biskupów i opatów, a także różnych instytucji, jak np. fakultety teologii i przełożonych zakonnych, z prośbą o opinie i sugestie odnośnie Soboru. Otóż, wśród różnych na te tematy odpowiedzi (2150), niektórzy biskupi i prałaci sugerowali potępienie pism Maritaina, De Lubeca, Teilharda de Chardin, Danielou, Rene Laurentin, Jean Guitton, Jungmanna Parscha i wielu innych. Niestety, DSW nie tylko ich nie potępił, ale właśnie ich uprzywilejował jako członków-doradców w różnych Komisjach, a nawet niektórzy z nich zostali później przez papieży wyniesieni do godności kardynałów.

 

Już po zapowiedzeniu zwołania DSW (25 stycznia 1959), a nawet już po rozpoczęciu drugiego etapu prac przygotowawczych (5 czerwca 1960), Jan XXIII zwołuje niespodziewanie Pierwszy Synod Rzymski (29 czerwca 1960), który miał być wzorem dla DSW. Synod ów zajął się przede wszystkim sprawą wykształcenia i wychowania kapłańskiego, ludzi całkowicie oddanych służbie Boga i Kościoła, wiodących styl życia umartwiony, odseparowanych od świata, noszących wyłącznie i zawsze sutannę, doskonale znających teologię i liturgię, przestrzegających przepisów liturgicznych, unikających jakichkolwiek innowacji w liturgii, znających śpiew gregoriański, przestrzegających zakazów urządzania koncertów w kościołach i kaplicach, posługujących się językiem łacińskim. Nadto Synod zabraniał wizyt turystycznych w kościołach i kaplicach, zabraniał fotografowania wnętrz kościołów, zabraniał kobietom wstępowania do prezbiterów i [wydał] wiele innych zarządzeń.

 

Chociaż Synod ten miał być wzorcem dla DSW - według życzenia papieża Jana XXIII - nie tylko, nie został wzięty pod uwagę podczas obrad DSW, ale nawet całkowicie został zapomniany, a jego akta, postanowienia i zarządzenia można obecnie znaleźć tylko w gazetach z owego okresu, gdyż z archiwów watykańskich zniknęło wszystko, nie pozostawiając po sobie żadnych śladów. Widocznie DSW przestraszył się wymagań owego Synodu. Znaleźć jednak można opis owego Synodu Rzymskiego w książce Romano Amerio, Iota Unum.

 

Papież Jan XXIII, w swym przemówieniu na rozpoczęcie Synodu Rzymskiego, wielokrotnie podkreślał, że postanowienia Synodu mają być wzorcem dla DSW. Niestety, tak się nie stało. Co więcej, właśnie DSW zajął postawę całkowicie sprzeczną z ustawami Synodu. A przecież jedno i drugie, tak Synod, jak i Sobór to dzieła tego samego papieża Jana XXIII. Widocznie Synod był pod jego całkowitą kontrolą, podczas gdy DSW od początku zajął postawę buntownika, odrzucając wszystkie wytyczne przygotowane przez odnośne Komisje przedsoborowe, pracujące pod kierownictwem i według wskazań papieża Jana XXIII. Świadkowie tych wydarzeń, a więc ówcześni pracownicy w Watykanie, opowiadają, że Kardynał Tardini, któremu papież Jan XXIII powierzył kierownictwo przygotowania DSW, zmarł ze zmartwienia, widząc jak jego praca i wysiłki zostały zapomniane i przez DSW natychmiast na pierwszych sesjach obrad całkowicie odrzucone. Powtórzyła się więc sytuacja zgromadzenia Stanów Generalnych, we Francji w roku 1789, kiedy to także wszystkie przygotowane przez odnośne Komisje teksty zostały już na pierwszej sesji odrzucone przez zbuntowanych uczestników Stanów Generalnych. Ale Rewolucja Francuska z roku 1789 nie tylko w tym była wzorcem dla DSW, lecz przede wszystkim zapanowała od początku do końca narad DSW przez swą ideologię, stąd też słusznie mówi się, że DSW był rewolucją francuską Kościoła katolickiego, czyli całkowitym zerwaniem z tradycją, tym razem z Tradycją Kościoła katolickiego.

 

Zresztą DSW nie tylko odrzucił uchwały Synodu Rzymskiego, ale także i późniejsze materiały wypracowane w różnych specjalnych Komisjach przedsoborowych, nawet nie zaznajamiając się z nimi poważnie i nie dyskutując ich.

 

Podobieństwo między Zgromadzeniem Stanów Generalnych we Francji w roku 1789 i DSW upatrywali niemal wszyscy Ojcowie Soboru, z tym jednak, że jedni stwierdzali ten fakt z radości, a drudzy z boleścią i przerażeniem. Podobieństwo to jednak nie jest tylko w pewnych wydarzeniach zewnętrznych, jak właśnie odrzucenie wszystkich przygotowanych uprzednio propozycji, ale przede wszystkim w tym, że Stany Generalne uprzednio zostały opanowane przez tzw. societes de pensees, które to stowarzyszenia były kierowane przez masonerię. Otóż obecność wpływów masońskich w obradach DSW jest niezaprzeczalna, gdyż prasa włoska, tak przed Soborem, jak i po Soborze często podawała do wiadomości, którzy dostojnicy Kościoła przynależą do masonerii, tak na całym świecie, jak też i pracownicy Watykanu. Lista 121 dostojników pracujących w Kurii watykańskiej, doręczona papieżowi Janowi Pawłowi I wykazuje, że wielu z nich wstąpiło do masonerii jeszcze na wiele lat przed DSW. W katolickim czasopiśmie The Athanasian (czerwiec 1993 r.) w artykule zatytułowanym: Freemasons And The Conciliar Church, autora Johna Kenneth Weiskittel, czytamy, że w czasopiśmie Processo (Meksyk), ukazał się wywiad prasowy z Carlosem Vazquez Rangel, Wielkim Komandorem Najwyższej Rady Masońskiej w Meksyku, w którym dziennikarka Mary Ball Martinez zapytuje jak nowy ambasador meksykański przy Stolicy Apostolskiej będzie się czuć w Watykanie, będąc masonem, a na to odpowiedział Carlos Vasquez, że na pewno bardzo dobrze, gdyż w Watykanie funkcjonują aż cztery loże masońskie rytu szkockiego. Stąd też można przypuszczać, że rola masonerii w obu tych wielkich wydarzeniach historycznych, rewolucji francuskiej z roku 1789 i DSW z ostatnich lat, była bardzo ważna.

 

Jedną z głównych dyskusji DSW było zagadnienie, czy Sobór ma się przyczynić do "odnowienia" Kościoła, czy też do utworzenia "nowego" Kościoła? Ta dyskusja zaczęła się już w czasie pierwszych obrad soborowych i, w pewnym sensie, trwa aż do dziś. Wypowiedzi na ten temat były bardzo różne, ale można je sprowadzić do dwóch pozycji: tradycyjnej i nowatorskiej. Pozycja tradycyjna jest zdania, że Kościół, założony przez Chrystusa Pana, jest zawsze tym samym Kościołem, zbudowanym na Chrystusie Panu, jak to stwierdza św. Paweł w Pierwszym Liście do Koryntian: "Fundamentu bowiem nikt nie może położyć innego, jak ten, który jest położony, a którym jest Jezus Chrystus" (1 Kor 3, 11). Inna sprawa, że w każdym okresie historycznym Kościół przybiera różne formy charakterystyczne; innym był Kościół w okresie prześladowań pierwszych wieków i nieco innym po Edykcie Mediolańskim (313), oraz później, kiedy z prześladowanego stał się panującym, a jeszcze innym w wiekach następnych, a więc we wczesnym średniowieczu, w późnym średniowieczu i [nowożytności], kiedy zaczął rozciągać się na cały świat, w miarę, jak człowiek europejski zaczął odkrywać nowe kontynenty i wyspy, nowe kraje i cywilizacje, niektóre z nich bardzo stare i bogate w doświadczenia, spełniając rozkaz Chrystusa Pana: "Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszystkim ludom. Kto uwierzy i nawróci się zbawion będzie, a kto nie uwierzy, będzie potępiony" (Mk 16, 15-16). [...]

 

Kościół jako instytucja przybiera w ciągu swej historii najrozmaitsze formy zależne od kraju, kultury i cywilizacji, a przede wszystkim historii, która gromadzi w ciągu wieków dorobek myśli filozoficznej, teologicznej, moralnej i naukowej. Jest też chyba jedyną instytucją, która [na przestrzeni] wieków, nie ulegając żadnym zmianom istotnym, ciągle szuka nowych metod dla swej pracy misyjnej, czerpiąc odpowiednie środki z rozwoju kulturalnego wszystkich krajów i ludów, aby coraz doskonalej czcić Boga w Trójcy Świętej jedynego i głosić Jego miłość do wszystkich ludów na całej kuli ziemskiej.[...]

 

Przypomnijmy, że [związek frazeologiczny] nowy Kościół występuje aż 212 razy w aktach obrad DSW. Papież Paweł VI kilkakrotnie podkreślał w swych przemówieniach w czasie DSW, ze [zwrot] nowy Kościół "jest nam dany jako rozkaz, jako program" (zob. Osservatore Romano, 3 lipca 1974). Ale, bodajże nigdzie nie wyjaśnia od kogo przyszedł ten "rozkaz" czy też ten "program".

 

Kardynał Marty, arcybiskup Paryża (1968-1981) przez tę "nowość" rozumiał "wyjście Kościoła z siebie samego" ("... la nouveaute consiste en une option fondamentale par luquelle I'Eglise est sortie d'elle-meme". Cytowane przez Romano Amerio, Iota Unum, s.101). Trudno jest to zrozumieć; może Jego Eminencja zaraził się egzystencjalizmem Sartra?

 

Natomiast bp Matagrin (diecezja Grenoble) mówi o "rewolucji kopernikańskiej" dzięki której Kościół zdecentralizował siebie samego, aby centralizować się na Bogu i ludziach. Romano Amerio, który go cytuje w swej książce Iota Unum (s. 102), zauważa, że jest to sprzecznością i absurdem, bo scentralizować się na dwóch centrach jednocześnie i to w dodatku tak różnych jak Bóg i człowiek, jest czymś absolutnie niemożliwym. Może Jego Ekscelencja zaraził się filozofią fenomenologiczną? W każdym razie w ramach tradycyjnej w Kościele philospohia perennis nic z tego nie można zrozumieć. Ale te osobliwe dziwactwa w czasie obrad soborowych na tym się nie kończą. Oto Ojciec Congar (największy autorytet dla wielu Ojców Soboru) wystąpił z inicjatywą "przeskoczenia piętnastu wieków dziejów Kościoła", a więc dla niego Kościół od czasów Edyktu Mediolańskiego aż do DSW nie jest Kościołem. Co więcej, także dla niego Kościół nie był Kościołem w okresie od papieża Piusa IX aż do papieża Piusa XII włącznie. Arcybiskup Awinionu Polge uważa, że Kościół DSW jest całkowicie nowym Kościołem, znajdującym się pod opieką Ducha Świętego i że ta "nowość" Kościoła DSW polega na tym, że odkrył on sam siebie i że "miłuje świat i że dialoguje ze Światem" (Iota Unum, s.102).

 

Nadto, wszyscy ci nowatorzy odwołują się jedynie do "wiary" sformułowanej przez DSW, zapominając całkowicie o sformułowaniach nauki Kościoła przez Sobory poprzednie, a przecież Kościół jest zawsze tym samym w czasie i przestrzeni, bo jest obecnością Chrystusa Pana w historii i to nie tylko Jego nauki, ale przede wszystkim Jego samego w Eucharystii.

 

Osobliwe i trudne do zrozumienia było stanowisko DSW wobec łaciny. Od połowy wieku trzeciego łacina stała się językiem Kościoła i była nim aż do DSW. (...) [Sygnowany przez Jana XXIII dokument] Veterum sapientia nie tylko wychwala łacinę głównie za jej jasność i precyzyjność, ale też wymaga, aby łacina była dobrze znana całemu duchowieństwu i jak największej ilości świeckich, a przy okazji, papież Jan XXIII wydaje specjalny dekret, przez który zakłada Wyższy Instytut Języka Łacińskiego. Niestety, konstytucja Veterum sapientia nie tylko została zapomniana, ale już w czasie obrad DSW posługiwano się innymi językami, a nie łaciną. Mówiono i pisano głównie po francusku, a później tłumaczono to na łacinę. Dokument Veterum sapientia wymaga, aby studia w seminariach i na fakultetach teologii były w języku łacińskim, także i podręczniki teologii mają być w języku łacińskim, zwłaszcza podręczniki teologii dogmatycznej, moralnej, mistycznej i prawa kanonicznego. Istnieją, według dokumentu Veterum sapientia ważne racje [dla których] łacina powinna być żywym językiem Kościoła, a pierwszą racją jest jej precyzyjność, jednoznaczność, których to zalet tzw. języki żywe nie posiadają. Drugą racją jest fakt historyczny, że przez prawie całe swoje dzieje, a więc w ciągu dwóch tysięcy lat, Kościół katolicki posługiwał się wyłącznie łaciną, aż do tego stopnia, że nazwano go "Kościołem łacińskim", tak w studiach, jak i w korespondencji, a zwłaszcza w swych dokumentach prawnych i nauczycielskich. To z języka łacińskiego tłumaczono na języki wulgarne, ale to język łaciński był zawsze podstawą i językiem oryginałów. Nadto, prawie cała myśl Kościoła, cała jego nauka, niemal wszystkie dzieła, zwłaszcza z pierwszych wieków, były pisane w języku łacińskim. W pierwszych trzech wiekach obok łaciny był też w użyciu język grecki, jednak prawie wszystkie dzieła Ojców Kościoła były pisane w języku łacińskim, a te pisane w języku greckim zostały przetłumaczone na język łaciński.

 

Te krytyki odnośnie Kościoła miały miejsce nie tylko w czasie obrad DSW, ale także i poza Soborem. Na te nieprzemyślane zarzuty stawiane Kościołowi, czy to w czasie obrad Soboru, czy też poza Soborem, zaczęli odpowiadać różni teologowie, dając wyjaśnienia owym niedouczonym krytykom. Przypominano, że Kościół jest świętym, chociaż jego członkowie są grzesznikami, gdyż głową Kościoła jest sam Chrystus Pan, a więc i Kościół jest teandryczny (bosko-ludzki). Tylko Kościół posiada prawdę objawioną. Chrześcijanie powinni szukać świętości, ale Kościół jest święty; to nie ludzie świętobliwi czynią Kościół świętym, lecz odwrotnie: to Kościół uświęca człowieka grzesznego swymi sakramentami.

 

Najważniejszą rolę odgrywała łacina w liturgii mszalnej i sakramentalnej, a także i w śpiewie gregoriańskim. Stąd też nic dziwnego, że i ostatni papieże przed Soborem i w czasie Soboru, kładli nacisk na zachowanie łaciny. Ale pod koniec Soboru zwyciężyli nowinkarze, a szczególniej zaraz po Soborze i wbrew postanowieniom Soboru, podobnie jak i w innych sprawach, zaczęto usuwać łacinę, nie tylko ze studiów, ale także z liturgii. Skandalem jest, że nowy Katechizm Kościoła Katolickiego nie został zredagowany w języku łacińskim, lecz we francuskim. To z francuskiego tłumaczono go na inne języki i dopiero później zaczęto także redagować go po łacinie, wbrew wszelkim zarządzeniom ostatnich papieży.

 

Niektórzy wysuwali jako argument przeciwko łacinie w liturgii, że język ten jest obecnie mało znany wiernym, jak to było aż do czasu drugiej wojny światowej przynajmniej w Europie. Podkreślano, że zachowanie łaciny w liturgii przeszkadza uczestnictwu wiernych w obrzędach religijnych. Zapomniano jednak, że tajemniczość jest do pewnego stopnia elementem niezbędnym w praktykach, bo właśnie praktyki religijne ze swej natury są tajemnicze, gdyż Bóg jest największą tajemnicą i wszystko co jest związane z Bogiem z natury swej jest tajemnicze. Wszystkie religie dzisiejsze i dawne zawsze są tajemnicze. Nadto, język łaciński, a w niektórych religiach chrześcijańskich także i inne języki, zwłaszcza grecki, są częściowo znane, gdyż prawie wszystkie języki europejskie mają swe korzenie także i w łacinie, ogromna bowiem ilość słów łacińskich została zasymilowana przez języki europejskie. Usuwanie łaciny z liturgii jest głupotą i zbrodnią. Ci co to czynią okazują zupełny brak kultury, są to barbarzyńcy. Zamiast się przezwyciężyć w swym lenistwie i zdobyć się na wysiłek uczenia się, pozostają na niskim poziomie kultury, zamykając sobie dostęp do skarbów wiedzy i mądrości.

 

Trzeba uznać wielkość i mądrość kultury hiszpańskiej, które to przymioty ukazują Hiszpanie, kiedy wydając przekłady na język hiszpański podają jednocześnie teksty oryginalne, czyli że wydaja książki dwujęzyczne, bo tekst oryginalny (grecki, łaciński, a także i języki współczesne) i przekład hiszpański (el castellano).

 

Porzucenie łaciny w liturgii Kościoła katolickiego jest po prostu barbarzyństwem. Dawniej ksiądz proboszcz był dla swych wiernych symbolem i wzorem kultury, a dziś, w dżinsach i z papierosem w ustach, stracił cały respekt, zszedł na poziom organisty, a nawet często jest już tylko na poziomie kościelnego.

 

Po DSW, w wielu krajach Europy, ukazały się tzw. "nowe" katechizmy. Najbardziej skandalicznymi okazały się katechizmy holenderski i francuski. Katechizm holenderski neguje istnienie aniołów, diabła, sakramentu kapłaństwa, rzeczywistej obecności Chrystusa Pana w Eucharystii, a przede wszystkim dwóch natur: boskiej i ludzkiej w osobie Chrystusa Pana. Katechizm francuski, zwany Pierres vivantes (1982), oczywiście bez aprobaty Stolicy Apostolskiej, jest całkowicie zeświecczony: Matka Boża jest zwykłą Maryją; Zmartwychwstanie Chrystusa Pana jest tylko "przeżyciem" wspólnoty chrześcijańskiej w Jerozolimie; Wniebowstąpienie jest tylko "obrazem alegorycznym"; Eucharystia jest tylko wspomnieniem Ostatniej Wieczerzy, itd. Po Soborze, kardynał Danielou szczerze powiedział, że nie można mówić o jakimś "odnowieniu" posoborowym, a tylko można mówić o dekadencji posoborowej (zob. M. de Lange, Dans le sillage des Apotres, Paris, 1976, s. 223).

 

W posoborowej Francji niemal połowa parafii jest bez proboszczów; przeciętnie jeden proboszcz musi obsługiwać 10 parafii, a jednocześnie w Europie jest kilkadziesiąt tysięcy księży apostatów. Trudno więc tę sytuację nazywać "odrodzeniem posoborowym". Oczywiście, także nie można nazywać tej sytuacji "katastrofą posoborową", gdyż - jak widzieliśmy - już przed Soborem istniały te problemy.

 

ROZDZIAŁ III SYTUACJA POSOBOROWA W KOŚCIELE

 

Wybitny pisarz katolicki we Francji, Arnoud de Lassus, w swej pracy o Drugim Soborze Watykańskim, wydanej pod tytułem: Vatican II, ruptur ou continuite? (DSW, zerwanie z Tradycją czy ciągłość?) stwierdza, że DSW spowodował spontaniczny podział katolików na dwie grupy: jedni widzieli w sytuacji posoborowej odrodzenie, a drudzy katastrofę.

 

Katastrofą niewątpliwie było, że w niektórych krajach, zaraz po DSW, znaczna część zakonników i zakonnic natychmiast wystąpiła ze swych zakonów. I tak, na przykład, w części Kanady zwanej Quebec, gdzie ludność dochodziła do 6 milionów, w latach 1961-1981, liczba zakonnic spadła z 46.933 na 26.294, a więc spadek o 44 % oraz, w tym samym okresie, liczba powołań spadła o 98,5% (dane według książki Kard. Ratzingera, Zasady teologii katolickiej, Les principes de la theologie catholique, Tequi,1985, s.117-118).

 

Osobiście byłem świadkiem prawie całkowitego zniknięcia dwóch bardzo licznych i gorliwych zakonów żeńskich: [jednego] we Francji, a drugiego w Chile, w których pracowałem jako kapelan. Ten zakon we Francji miał kilkanaście domów w całym kraju, które miałem możność poznać, będąc kapelanem przez cztery lata, kiedy studiowałem w Paryżu, w latach 1945-1949. Zakonnice te miały wiele szkół podstawowych i średnich, oraz pensjonaty dla studentek uniwersyteckich. Zakon ten funkcjonował wspaniale aż do DSW. [W] roku 1970, kiedy je odwiedzałem, znikł niemal całkowicie, gdyż prawie wszystkie zakonnice wystąpiły, a pozostała tylko mała garstka zniedołężniałych staruszek, w jednym małym domu w Orsay koło Paryża.

 

Kiedy przyjechałem do Chile, pod koniec roku 1949, natychmiast zostałem kapelanem pomocniczym (gdyż tamtejszy kapelan był już schorowanym staruszkiem), dużego centralnego domu zakonu żeńskiego Sióstr Opatrzności Bożej w Santiago. Było ich wtedy ponad 800 mniszek w kilkunastu domach na całym terytorium Chile, gdzie pracowały jako nauczycielki w swych własnych szkołach podstawowych, w ochronkach dla sierot męskich i żeńskich, w swych gimnazjach żeńskich, a także we własnych domach dla starców i staruszek, oraz w kilku własnych szpitalach. Otóż, zaledwie w parę miesięcy po DSW dosłownie przestały istnieć, gdyż tylko - podobnie jak to się stało z zakonnicami we Francji - pozostały chorowite staruszki, które nawet musiały zatrudnić personel obcy dla swej posługi (głównie sanitariuszki i kucharki). Otóż ten zakon Sióstr Opatrzności Bożej to była filia ogromnego zakonu kanadyjskiego, który znałem bardzo dobrze, gdyż go wizytowałem w Kanadzie kilka lat przed DSW i podziwiałem ilość i jakość ich najrozmaitszych dzieł, jak ochronki, szkoły podstawowe i średnie, domy dla starców i staruszek, pensjonaty dla studentek, a przede wszystkim wspaniałe szpitale. Otóż tenże wspaniały zakon przestał istnieć zaledwie w parę miesięcy po DSW. Stąd też słusznie kard. Ratzinger pisze, że ostatnie dziesięć lat po Soborze było niekorzystne dla Kościoła katolickiego (tamże, s. 30-31). Sam zresztą papież Paweł VI, w swym przemówieniu z 7 grudnia 1968 roku, powiedział, że "Kościół znajduje się w godzinie samozniszczenia" A w parę lat później, 29 czerwca 1972 roku, mówił o "dymie Szatana, który przez jakieś szczeliny wszedł do świątyni Boga..." Nadto, zamykając obrady DSW, papież Paweł VI wyraźnie podkreślił, że Sobór miał charakter duszpasterski, a nie dogmatyczny, a więc jego nauka nie jest nieomylna (12 stycznia 1966 roku), a jego następca, papież Jan Paweł II dodał, że "nauka Soboru powinna być pojmowana w świetle świętej Tradycji" (5 XI 1979 r.).

 

Przypomnijmy też, że papież Paweł VI mówił: "Cóż się więc stało? Dzielimy się z wami naszą opinią: chodzi o potęgę wroga, o diabła, tego bytu tajemniczego wroga wszystkich ludzi, czegoś nadprzyrodzonego, przybyłego, aby psuć i wysuszać owoce Soboru ekumenicznego" (29 czerwca 1972). A więc według papieża Pawła VI to nie tylko Duch Święty działa w Kościele posoborowym, lecz także i diabeł, przynajmniej w wielu wypadkach. Opinia ta potwierdza dawne i ostatnie przepowiednie Matki Bożej, a więc te z Quito (Ekwador) z roku 1634 i te z La Salette z roku 1846, kiedy to Matka Boża Płacząca powiedziała, że "Rzym utraci Wiarę i stanie się stolicą Antychrysta" (19 IX 1846), a przede wszystkim ów słynny "trzeci sekret z Fatimy", według którego w drugiej połowie dwudziestego wieku sytuacja w Kościele będzie bardzo bolesna; ale też zapowiada, że Jej Niepokalane Serce zatriumfuje.

 

Wielką polemiką stało się zagadnienie "wolności religijnej". Do czasu DSW, Kościół zawsze nauczał, że tylko wiara nauczana przez Chrystusa Pana jest wiarą prawdziwą i że tylko ta wiara może dać zbawienie człowiekowi, a że inne religie są pogańskie i w rzeczywistości oddają kult Szatanowi, według psalmu 95, który mówi: "quoniam omnes dii gentium daemonia (wszystkie religie pogańskie są szatańskie), na co tak często powołuje się św. Augustyn.

 

Sam kard. Ratzinger stwierdza, że niektóre dokumenty DSW mają charakter kontr-Syllabusa, jak np. Gaudium et Spes (zob. Les principes de la theologie catholique, s. 426-427), a więc przyznaje, że nauka DSW czasami jest sprzeczna z nauką tradycyjną Kościoła, przynajmniej w pewnych konkretnych sprawach, jak np. tzw. "wolność religijna" (o czym nieco dalej). Te sprzeczności i różnice między nauką tradycyjną Kościoła i nauką DSW są szczególniej oczywiste odnośnie liturgii Mszy Świętej.

 

Ale co to znaczy, że nauka DSW jest "na odwrót" w porównaniu z nauką tradycyjną Kościoła? To znaczy, że wewnątrz Kościoła katolickiego odbywa się proces rewolucyjny, czyli że należy wyraźnie mówić o "rewolucji w Kościele". Jakiej rewolucji? Chodzi, oczywiście, o rewolucję francuską z roku 1789. Przecież sami Ojcowie Soboru stwierdzili jednomyślnie na samym początku Soboru i potwierdzali przez cały czas obrad soborowych, że DSW jest rewolucją z roku 1789. A zasadą owej rewolucji z roku 1789 jest, aby wszystko zrobić na odwrót. Dlatego trzeba się zapytać: a jak to było przed rewolucją we Francji? Otóż, przed rewolucją francuską z roku 1789 Francja była krajem chrześcijańskim, co naród francuski nazywał La Chretiente, a więc Chrześcijaństwo, ale w sensie "cywilizacji chrześcijańskiej", a więc, że nie tylko panowała Wiara chrześcijańska, nie tylko religia chrześcijańska, a więc kult Boga w Trójcy Świętej Jedynego, ale także tzw. "wartości chrześcijańskie", a więc zasady moralności chrześcijańskiej i system prawny, oparty na Wierze chrześcijańskiej; stąd też wszystkie zwyczaje i obyczaje były chrześcijańskie. Dlatego też rewolucja francuska z roku 1789, jako "zrobienie wszystkiego na odwrót" z konieczności jest pojęta jako anty-chrześcijaństwo. Aż do rewolucji francuskiej z roku 1789, Francja szczyciła się tym, że była narodem chrześcijańskim. Oczywiście, nie wszyscy Francuzi uważali się za chrześcijan, bo - jak to już sformułował Paweł Włodkowic na Soborze w Konstancji w roku 1415 - fides ex necessitatae esse non debet, a więc że wiara nie powinna być z przymusu, lecz z przekonania, nie wszyscy Francuzi wyznawali wiarę chrześcijańską. Dlatego też jeszcze przed rewolucją francuską były opinie według których domagano się całkowitej "wolności myśli". Był to tzw. "liberalizm", czyli absolutna wolność myśli i działania według swego "widzimisię", a więc nie brania pod uwagę faktu, że Bóg nie tylko istnieje, ale także że wyraził swoją wolę wobec człowieka w Dziesięciu Przykazaniach, a więc w Dekalogu, danych człowiekowi, aby je przestrzegał i dlatego, z punktu widzenia chrześcijańskiego, Dekalog obowiązuje człowieka, stąd też absolutna wolność myśli - której domagają się masoni - jest człowiekowi zakazana. Kiedy Pan Bóg mówi: "nie zabijaj", to znaczy, między innymi, że nie wolno człowiekowi wprowadzać ustawodawstwa w sprawie aborcji, czy eutanazji. To samo dotyczy poszanowania prawdy (nie kłamać), czy też pożądania cudzej własności (nie kradnij), lub też wierności małżeńskiej (nie cudzołóż). Dlatego też rewolucja w Kościele jest nie do przyjęcia, bo Kościół, gdyby tolerował w sobie istnienie Rewolucji, czyli obecność Szatana, przesłałby być Kościołem. Dlatego też wszelkie objawy Rewolucji w Kościele powinny być natychmiast zwalczane, zwłaszcza jeśli chodzi o ideologię rewolucji francuskiej z roku 1789, gdyż ta staje się modelem wszystkich rewolucji. Niech więc nas nie dziwi, że tradycjonaliści zawsze zwalczają wszelkie objawy Rewolucji w Kościele, a zwłaszcza w liturgii mszalnej. A skoro, w czasie obrad DSW, prawie wszyscy jego uczestnicy niemal jednogłośnie uznali, że DSW zajmuje postawę podobną do postawy Stanów Generalnych Francji, czyli postawę rewolucji francuskiej z roku 1789, każdy katolik powinien czuć się zaalarmowanym tą sytuacją, co należałoby manifestować w swej postawie przeciwrewolucyjnej, a więc tradycyjnej.

 

Zdaje się, że papież Pius XII jakoś to wszystko przewidywał, gdyż enigmatycznie ciągle powtarzał, że jest on "ostatnim papieżem" (zob. Jean Guitton: Pie XII le savait, il disait de lui meme qu il etait "le dernier-Pape", cyt. przez 30 Jours, nr 1, 1992, s. 70). Być może więc swych następców widział w jakiejś innej roli, niż ta dotychczasowa tradycja. Pius XII absolutnie odrzucał ekumenizm, pojmowany jako zjednoczenie wszystkich istniejących wierzeń chrześcijańskich bez uprzedniego powrotu do katolicyzmu, a tym bardziej ekumenizm pojęty jako wspólnota wszystkich religii lub też jako synteza wszystkich wierzeń, odrzucał bowiem wszelki synkretyzm.

 

Tak zwana "wolność religijna" mogła istnieć aż do objawienia Mojżeszowi Dekalogu, gdyż ludzie nie wiedzieli przed tym jaka była w tej sprawie wola Boga. Jednakże, także i wtedy nie mogła to być absolutna wolność religijna, gdyż już po stworzeniu człowieka, Bóg Stwórca, według Biblii, od razu wydał pierwszej parze ludzkiej pewne zakazy i nakazy, których właśnie przestąpienie było "grzechem pierworodnym" i zostało surowo ukarane przez wypędzenie Adama i Ewy z Raju. Z punktu więc widzenia chrześcijańskiego nie mogą istnieć tzw. absolutne prawa człowieka, czyli nieograniczone i które sobie sami ludzie uchwalają według swego widzimisię, gdyż człowiek jest tylko stworzeniem, dziełem Stwórcy, a więc Boga, który obdarował człowieka wolną wolą, ale ograniczoną, aby człowiek mógł postępować moralnie, a więc angażując swój rozum i swoją wolę, spełniając zlecenia Boga w sposób wolny i rozumny, a nie, jak zwierzęta, instynktownie, ale zawsze w granicach woli Boga, wyrażonej w Dekalogu, a uzupełnionej przez proroków i później w nauce Chrystusa Pana, głównie w Jego modlitwie Ojcze Nasz: "Bądź wola twoja jako w Niebie, tak i na ziemi". Stąd też tzw. "wolność religijna", głoszona po DSW, jest niedopuszczalna, zwłaszcza w naszych czasach, kiedy to niemal każdy człowiek ma możność poznania prawdziwej religii objawionej przez Chrystusa Pana. "Wolność religijna", głoszona po DSW i rzekomo opierająca się na jego dokumentach, jest zbrodnią, największym przestępstwem wobec Chrystusa Pana i Jego Męki na Krzyżu, oraz Jego rozkazu: "Idąc na cały świat, głoście Ewangelię wszystkiemu stworzeniu. Kto uwierzy i będzie ochrzczony, zbawion będzie, a kto nie uwierzy, będzie potępiony" (Mk 16, 15-16). Niemal wszystkie obecne [ustawy] przeprowadzane w parlamentach, a nie biorące pod uwagę Dekalogu i nauki Chrystusa Pana, zwłaszcza odnosząc się co do życia ludzkiego, a więc do aborcji i eutanazji, są zbrodnicze, niemoralne, a więc także i nielegalne. Są to skutki rewolucji francuskiej z roku 1789.

 

Zamieszanie jakie w tej sprawie spowodował DSW jest, oczywiście, karygodne i zdumiewa każdego katolika, gdyż właśnie przed DSW, cały szereg papieży w wieku XIX i XX jasno tę naukę wykładał w wielu encyklikach, które powinny być dobrze znane Ojcom Soboru. Niestety, okazało się, że wielu z nich zapomniało o tradycyjnej nauce Kościoła, a inni, będąc niedouczeni i nadto masonami, wykorzystali tę sytuację, aby przeprowadzić pewne uchwały niezgodne z tradycyjną nauką Kościoła. Prawie wszystkie te encykliki papieskie kończy się przekleństwami, rzucanymi na tych, którzy ośmieliliby się je lekceważyć, a więc przekleństwa tych papieży spadły na Ojców DSW.

 

Reforma liturgii w ogóle, a w szczególności Mszy Świętej jest także wielkim skandalem, niewybaczalnym Ojcom Soboru, zwłaszcza fakt, że [liturgia] została wydana w ręce masona, a więc w ręce wroga Kościoła katolickiego, a za wzór tej reformy wzięto heretycką liturgię "Kościoła" anglikańskiego z czasów Cranmera (1489-1556), który przecież publicznie głosił, że według niego jest bluźnierstwem pojmować Mszę Świętą jako powtarzanie Ostatniej Wieczerzy i Męki Krzyżowej, gdyż jest to tylko wspominanie Ostatniej Wieczerzy, jako biesiady.

 

Powierzenie najważniejszej w Kościele katolickim sprawy jaką jest Msza Święta i związana z nią Eucharystia wrogowi Kościoła, bo masonowi Bugniniemu i kilku protestantom, którzy wchodzili w skład owej Komisji nie tylko było nieroztropnością, ale zbrodnią, karaną przez ówczesne prawo kanoniczne, gdyż zabraniające Communicatio in sacris, bo to, co jest najświętsze w Kościele katolickim, a więc Eucharystia, zostało oddane w ręce wrogów Kościoła, gdyż w ręce masonów i heretyków. Jakże więc można mieć zaufanie do takiej "reformy liturgicznej"? Żaden katolik nie może tego aprobować, ani samego faktu tej zbrodni, ani też jej skutków.

 

Msza Święta, oraz nierozerwalnie związana z nią Eucharystia, jest największą świętością Kościoła katolickiego, a zapowiedzianą już była w najdawniejszej starożytności w ofiarach Starego Testamentu, gdyż te ofiary były jej symbolem, jak na przykład ofiara Abrahama z syna swego jedynego Izaaka, zastąpionego w ostatnim momencie przez baranka, symbol przyszłego "Baranka Bożego", a więc Jezusa Chrystusa, Syna Bożego Jedynego (Rdz 22,1-19). Baranek ten pojawia się ponownie jako symbol przyszłej ofiary na Krzyżu Jezusa Chrystusa w formie baranka spożywanego z okazji wieczerzy paschalnej (Wj, 12, 1-11), a nieraz jest zastępowany tzw. "kozłem ofiarnym" (Wj 12, 5).

 

"Ostatnia Wieczerza" Chrystusa Pana, spożywana z Apostołami, już nie jest symbolem, lecz niekrwawą i rzeczywistą [ofiarą] najściślej związaną z następującym aktem krwawej Ofiary na Krzyżu, składanej Bogu na Odkupienie wszystkich ludzi, a jednocześnie zostaje przez Chrystusa Pana ustanowiona na wieki wieków Ofiara Mszy Świętej, jako bezustanne odnawianie Ofiary Krzyżowej, lecz już bezkrwawej, w formie Eucharystii, jako niezbędnego pokarmu dla duszy człowieka wierzącego i ochrzczonego; Eucharystia, jako obecność rzeczywista Chrystusa Pan pod postaciami chleba i wina.

 

Być może, że i Krzyż Chrystusa Pana stał na tej samej górze Moria, na której Abraham chciał składać ofiarę Bogu z syna swego jedynego Izaaka.

 

Po DSW doszło jednak do zbrodni profanacji Eucharystii, a więc do profanacji tego co jest najświętsze w Wierze katolickiej, bo do nieposzanowania rzeczywistej obecności Chrystusa Pana pod postaciami chleba i wina odpowiednio pokonsekrowanymi. Co gorsze, że profanacja ta przyszła ze strony części duchownych (którzy widocznie utracili wiarę), a więc [stosowali] takie praktyki i postępowania wobec Eucharystii, jakby zapomnieli o rzeczywistej obecności Chrystusa Pana pod postaciami chleba i wina, jak na przykład rozdawanie Komunii Świętej do ręki, zamiast wprost do ust, lub osobom stojącym, zamiast wymagania postawy klęczącej. Albo też takie świętokradztwo jak np. wysyłanie Eucharystii pocztą w listach (w kopertach), co bardzo poleca francuski biskup (chyba mason?) diecezji Verdun (zob. gazeta L'Est republicain z dnia 8 lutego 1977, cytowana w Iota Unum, książce Romano Amerio, s. 490). W gazetach angielskich czyta się obecnie dość często skargi ze strony personelu pracującego w pralniach, że często w kieszeniach brudnych koszul znajdują wiele hostii, które powodują różne trudności w pracy, to jest w funkcjonowaniu pralek. Także w niektórych krajach dzieci wychodząc z kościoła bawią się hostiami, które zapewne są konsekrowane, wymieniają je między sobą jak znaczki pocztowe. Jakież kary nam grożą za te świętokradztwa?

 

Bałamutna nauka posoborowa odnośnie roli kapłańskiej ludzi świeckich spowodowała przeraźliwe świętokradztwa, jak np. zastępowanie kapłana wyświęconego przez osoby świeckie. W ten sposób wprowadzono w wielu krajach, głównie w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie i Holandii, zwyczaj "zgromadzenia wiernych", które to zgromadzenia rzekomo odprawiają Mszę Świętą, a polega to tylko na czytaniu tekstów czy to z Biblii, czy też z mszałów zreformowanej Mszy Świętej, czyli tzw. Novus Ordo, podkreślając, że najważniejszym elementem jest samo "zgromadzenie" (co przypomina żydowską "kol-nidra"). Nadużywa się w tym wypadku słów Pana Jezusa: "gdzie dwaj lub trzej zgromadzą się w imię moje tam i ja jestem" (Mt 18, 20). Nad to nadaje się tym zgromadzeniom nie tylko charakter uroczysty, ale przede wszystkim wesoły, a przecież Msza Święta nie jest tylko biesiadą, jako wspomnienie Ostatniej Wieczerzy, ale także ma swój charakter tragiczny, bo wspominania Męki Krzyżowej Chrystusa Pana, a więc i zdrady ze strony Judasza, i popełnionego Bogobójstwa. Traktując Mszę Świętą przede wszystkim jako "zgromadzenie wiernych", nadaje się jej charakter zeświecczały i prawie wyłącznie czysto ludzki, eliminując przyklękanie, skupienie wewnętrzne, powagę i dostojność obrządku, ciszę i powagę jako konieczne wobec tajemnic wiary. Także w wielu wypadkach usuwa się Najświętszy Sakrament z ołtarza głównego, czy to do jakiejś kaplicy, czy też do jakiegoś ołtarza bocznego, usuwając klęczniki i balustradki. W niektórych krajach tak zeświecczono Najświętszy Sakrament, że aż biskupi musieli zareagować, piętnując te nadużycia, jak np. biskup Graber w Ratyzbonie, w Bawarii, wydając list pasterski Die fünf Wunden der heutingen Kirche (Pięć ran dzisiejszego Kościoła), Regensburg, 1977.

 

Doszło nawet do takich absurdów w niektórych diecezjach, że biskupi zabraniali przyjmowania Komunii świętej na klęcząco, jak np. bp z Antigonish, Kanada (zob. The Globe and Mail, dziennik w New Glasgow z dnia 19 sierpnia 1982 r.).

 

Były też fakty rzekomej "konsekracji" przez "zgromadzenie wiernych", a więc bez kapłana, co nazywano "obecnością moralną" Chrystusa Pana, przeciwstawiając ją jako ważniejszą od "obecności rzeczywistej" przez konsekrację chleba i wina przez kapłana, a to nie z braku księży, lecz aby podkreślić, że ta obecność "moralna" jest ważniejszą od obecności rzeczywistej. Przecież biskup Riobe (Francja) wystąpił nawet z inicjatywą, aby "zgromadzenie wiernych" wybierało kogokolwiek dla odegrania funkcji kapłana-konsekratora. Są to wszystko bluźnierstwa i profanacje Eucharystii. Bogu dzięki, od czasu do czasu odzywają się głosy roztropne, jak np. kardynała Stickera, który kategorycznie stwierdził, że tzw. Nowa Msza (Novus Ordo) nie powinna być nazywa "Mszą Pawła VI", bo nie jest ona jego dziełem, ani też DSW, lecz tylko Komisji Liturgicznej, że jest ona protestancką, że wyeliminowano z niej ideę ofiary, że fakt, iż kapłan odprawia ją twarzą do ludzi, identyfikuje ją ze "zgromadzeniem wiernych"; że odprawianie jej w językach współczesnych spowodowało, że straciła ona charakter zjednoczenia wszystkich wiernych w Kościele; że jest niewątpliwie skandalem, że najwyższe autorytety Kościoła razem z ostatnim papieżem podporządkowały się decyzjom jakiejś "komisji", kierowanej przez masona i złożonej głównie z protestantów.

 

Rewolucja francuska z roku 1789 w dzisiejszym Kościele katolickim odnosi także triumfy w reformach liturgii sakramentów. I tak np. sakrament kapłaństwa został "okaleczony" przez zniesienie święceń akolity, egzorcysty, lektora i ostiariusza, i to właśnie wtedy, kiedy zaczęto wreszcie włączać laików do brania udziału w ceremoniach liturgicznych, a zwłaszcza we Mszy Świętej, a była to przecież normalna droga do kapłaństwa.

 

Zaraz też po DSW zaprowadzono zmiany w Kodeksie Prawa Kanonicznego co do sakramentu małżeństwa. Są to zmiany rewolucyjne, gdyż zmieniono wszystko na odwrót. W wielu parafiach przygotowuje się narzeczonych przed ślubem, wyjaśniając im znaczenie sakramentu małżeństwa. Niestety, według nowego prawa kanonicznego, celem pierwszym małżeństwa jest jakiś foedus (przymierze). O przymierzu Izraela z Bogiem (Jahwe) każdy czytelnik Biblii dowiedział się dość dużo, ale o "przymierzu" między małżonkami (foedus) na owych kursach przygotowawczych mało się mówi, gdyż głównym tematem jest praktycznie sprawa unikania potomstwa używając metod naturalnych, które Kościół toleruje. Skoro nowe prawo kanoniczne (rewolucyjne, bo wszystko na odwrót) zmieniło tradycyjna naukę Kościoła o małżeństwie, a więc że pierwszym celem małżeństwa jest rodzenie dzieci i ich wychowanie (procreatio atque educatio prolis), a drugim celem jest wzajemna pomoc (mutuum adiutorium et remedium concupiscentiae) i zaspokojenie pożądania, obecne małżeństwa są z reguły bezdzietne, więc nic poważnego ich nie łączy, to też unieważnienia małżeństw zawartych doszły do cyfr astronomicznych. Dla przykładu przypomnijmy, że w Stanach Zjednoczonych, w roku 1969, było tylko 338 małżeństw unieważnionych przez trybunały Kościoła katolickiego, a więc jeszcze według dawnego prawa kanonicznego. Natomiast wkrótce po DSW, bo w roku 1992 i na podstawie nowego prawa kanonicznego, w tym samym kraju (Stany Zjednoczone), te same trybunały kościelne unieważniły aż 59.030 małżeństw; co za katastrofa! I nic dziwnego, bo skoro obecnie małżeństwa są bezdzietne, a zamiast dzieci mają w domu koty, psy lub kanarki w klatce, to nic poważnego ich nie łączy; przecież tylko dla dalszego hodowania kanarków w klatce nie będą poświęcali swych różnic temperamentów i poglądów, bo tylko dla wychowania swych ukochanych dzieci zawsze są gotowi do wzajemnych ustępstw. Kiedy ów foedus (przymierze) sprowadza się wyłącznie do klatki z kanarkiem, zamiast do rodzenia i wychowywania swych dzieci, nie ma żadnych motywów poważnych dla dalszego współżycia. Co innego jest kiedy się ma pięcioro czy dziesięcioro dzieci, jak to było normalnie przed DSW. Nadto, nie jest to tylko sprawa tych nowych małżeństw bezdzietnych, gdyż jest to przede wszystkim sprawa samego Kościoła katolickiego, który ostatnio gwałtownie się wyludnia, mając coraz więcej małżeństw bezdzietnych. Przed DSW w wielu krajach rodziny katolickie miały wiele dzieci, jak np. w Polsce rodzina górników Hlondów. Kardynał Prymas Hlond pochodził z rodziny dwanaściorga dzieci, z których czterech wstąpiło do Zgromadzenia Salezjanów, a nie był to jakiś wyjątek, gdyż prawie wszystkie rodziny robotnicze, zwłaszcza wiejskie, miały wiele dzieci. Aż do czasów DSW w Ameryce Południowej prawie wszystkie rodziny miały ponad dziesięcioro dzieci i to dzieci bardzo kochanych, stąd też żadne z tych małżeństw nie myślało o jakiś rozwodach, wręcz przeciwnie, im więcej mieli dzieci, tym bardziej byli zjednoczeni i dumni ze swego małżeństwa. O jakichś procesach unieważniania małżeństw nic się nie słyszało. Ale też wtedy, przed DSW, dawny Kodeks Prawa Kanonicznego upominał, że pierwszym celem małżeństwa jest rodzenie i wychowywanie dzieci i to dopiero po DSW, nowy Kodeks Prawa Kanonicznego wprowadził tę skandaliczną zmianę, stawiając na pierwszym miejscu egoistyczne dobro małżonków pod tajemniczą nazwą "przymierza" (foedus), które to przymierze w praktyce okazało się zerem, bo egoizmem, który w praktyce prowadzi do aborcji. Dawniej, w czasie drugiej wojny światowej, Polaków mordowali Niemcy-hitlerowcy i Rosjanie-komuniści, a obecnie Polaków mordują niektórzy lekarze, oddający się aborcji. Skoro obecne małżeństwa nie mają dzieci, to też i Kościół nie ma powołań kapłańskich, a Polska nie ma żołnierzy do obrony swych granic. Naród polski wymiera, bo każdego dnia więcej Polaków umiera niż się rodzi. Aborcja jest zbrodnią w oczach Boga i zdradą wobec Ojczyzny. Ale wielką winę za to ponosi nauka DSW i nowy Kodeks Prawa Kanonicznego. Tylko powrót do nauki kościelnej tradycyjnej może nas uratować przed gniewem i karą Boga za tę niemoralność, a więc spełnienie woli Boga w Biblii: "Roście i mnóżcie się i wypełniajcie ziemię" (Rdz 1, 28, przekład z Wulgaty). Adam i Ewa byli osobami dorosłymi, a więc słowo "róście" nie odnosiło się do rośnięcia cielesnego lecz do moralnego, czyli do doskonalenia się, a więc "rosnąć" przez praktykowanie codzienne cnót i doskonałości, a więc "rosnąć" w wierze i w miłości Boga w Trójcy Świętej Jedynego i "mnóżcie się", a więc miejcie jak najwięcej dzieci i wychowujcie je w doskonałości i w pobożności, aby chwaliły Boga. Prawo kanoniczne podkreśla, że małżeństwo jest sakramentem, czyli znakiem widzialnym łaski Bożej niewidzialnej, a więc z natury swej [ma] uświęcać małżonków, a jedną z okazji tego uświęcania jest właśnie rodzenie dzieci i wychowanie ich na czcicieli Boga. Powinniśmy żądać jak najszybszego powrotu do tradycyjnego prawa kanonicznego w sprawie małżeństwa, gdyż obecny Kodeks jest w tej materii praktycznie niemoralny, bo stawia małżonkom cele egoistyczne, prywatne, zamiast celów społecznych, służących chwale Bożej i społeczeństwu. Dawniej, przed DSW jednym z głównych powodów unieważnienia małżeństwa był właśnie brak dzieci, czyli impotencja któregoś z małżonków, a dziś jest to raczej coś pożądanego przez egoistycznych małżonków.

 

Prawie wszyscy ostatni papieże w swych encyklikach o małżeństwie przypominają, że współżycie małżonków i wzajemne ofiarowanie się jako "daru" jest nieodłączne od prokreacji, gdyż każdy człowiek, będąc śmiertelnym, upatruje przedłużenia swego życia biologicznego w swym potomstwie: non omnis moriar, co jest poważnym argumentem przeciwko celibatowi. Niemal wszystkie kultury wszystkich czasów utożsamiają małżeństwo z prokreacją, stąd też jest absurdem mówić o małżeństwach homoseksualistów. Żadna cywilizacja nie może uznać prawnie jako zawodu np. złodziejstwa, albo ludożerstwa, lub fałszerstwa pieniędzy, choć tego rodzaju "zawody" jednak istnieją.

 

Cywilizacja jednak chrześcijańska może w pewnych wypadkach uznać za ważne małżeństwo ratum et non consumatum.



[1] Przypis autora: Że za pontyfikatu papieża Piusa XII byli także i nuncjusze o orientacji komunistycznej świadczy fakt, który miał miejsce w Hiszpanii. Według konkordatu z roku 1953, jaki został zawarty między Watykanem i Hiszpanią nominacje księży na biskupów przez Stolicę Apostolską musiały być uzgadniane z rządem Hiszpanii. Otóż Nuncjusz Luigi Dadalio usiłował uzyskać zgodę rządu Hiszpanii na wyniesienie do godności biskupów [grupy] księży, z których wszyscy byli komunistami. [Grupa] ta została kategorycznie odrzucona przez rząd, ale Nuncjusz Dadalio usiłował mimo to uzyskać podpis Wiceministra Spraw Zagranicznych Gonzalo Fernandeza de la Mora, wykorzystując nieobecność ministra, który przez kilka dni przebywał poza krajem, a to twierdząc, że minister już zaaprobował tę listę, co było kłamstwem (zob. Gonzalo Fernandez de la Mora, Río arriba. Memorias, 1995, s. 160-161).