Artykuł z dnia: Pt, 20 lutego 2009, 16:06 http://www.konserwatyzm.pl/publicystyka.php/Artykul/2253/
Przede wszystkim chciałbym podziękować za możliwość wypowiedzi tutaj, w
Parlamencie Europejskim, w jednej z głównych instytucji Unii
Europejskiej. Byłem tu wiele razy, ale dotychczas nie miałem nigdy
możliwości wypowiadania się podczas sesji plenarnej. Dlatego doceniam
Wasze zaproszenie. Wybrani przedstawiciele z 27 krajów o szerokim
spektrum opinii politycznych i poglądów tworzą wyjątkowe audytorium,
tak wyjątkowe i w istocie tak rewolucyjne, jak sam eksperyment Unii
Europejskiej. Przez ponad pół wieku, UE próbowała uczynić lepszym
podejmowanie decyzji w Europie przez przenoszenie znacznej części
decyzji z poszczególnych państw do instytucji europejskich.
Przybywam tu ze stolicy Republiki Czeskiej, z Pragi, z historycznego
centrum czeskiej państwowości, jednego z najważniejszych miejsc, w
których pojawiła się i rozwijała myśl europejska, kultura europejska i
cywilizacja europejska. Przybywam jako przedstawiciel państwa
czeskiego, które zawsze, we wszystkich jego różnorodnych formach, było
częścią europejskiej historii, państwa, które wiele razy brało
bezpośredni i ważny udział w kształtowaniu tej historii i które nadal
chce ją kształtować także obecnie.
Minęło dziewięć lat, od kiedy prezydent Republiki Czeskiej ostatnio do
Państwa przemawiał. Był to mój poprzednik, Wacław Havel, i było to
cztery lata przed przystąpieniem do Unii Europejskiej. Kilka tygodni
temu, premier Czech Mirek Topolánek również wypowiadał się tutaj, jako
lider kraju, który przewodniczy Radzie UE. Jego wypowiedź
skoncentrowana była na tematach opartych na priorytetach czeskiej
prezydencji, podobnie jak i na głównych problemach, wobec których stoją
teraz kraje UE.
To pozwala mi skupić się na kwestiach, które są bardziej ogólne, oraz -
na pierwszy rzut oka - może mniej dramatyczne niż rozwiązanie obecnego
kryzysu gospodarczego, ukraińsko-rosyjski konflikt gazowy, czy sytuacja
w Gazie. Wierzę jednak, że te problemy mają wyjątkowe znaczenie dla
dalszego rozwoju projektu integracji europejskiej.
Mniej więcej za trzy miesiące, Republika Czeska będzie obchodziła piątą
rocznicę swojej akcesji do UE. Będziemy ją obchodzić z godnością.
Będziemy obchodzić ją jako kraj, który - w odróżnieniu od niektórych
innych nowych państw członkowskich - nie czuje się rozczarowany z
niespełnionych oczekiwań związanych z naszym członkostwem. Nie jest to
dla mnie zaskoczeniem i posiada racjonalne wyjaśnienie. Nasze
oczekiwania były realistyczne. Wiedzieliśmy dobrze, że wchodziliśmy do
wspólnoty tworzonej i kształtowanej przez ludzi. Wiedzieliśmy, że to
nie jest konstrukcja utopijna, ułożona bez autentycznego ludzkiego
zainteresowania, wizji, poglądów i pomysłów. Te interesy, jak i pomysły
można znaleźć w całej UE i nie może być inaczej.
Interpretowaliśmy naszą akcesję do UE z jednej strony jako
potwierdzenie faktu, że udało nam się, dość szybko, w ciągu mniej niż
piętnastu lat od upadku komunizmu, stać się ponownie standardowym
krajem europejskim. Z drugiej strony, postrzegaliśmy (i nadal
postrzegamy) możliwość aktywnego uczestniczenia w procesie integracji
europejskiej jako szansę na skorzystanie z już wysoce zintegrowanej
Europy i - jednocześnie - na wpływanie na ten proces zgodnie z naszymi
poglądami. Czujemy nasz udział w odpowiedzialności za rozwój Unii
Europejskiej i z tym poczuciem odpowiedzialności podchodzimy do naszej
prezydencji w Radzie UE. Wierzę, że pierwszych sześć tygodni czeskiej
prezydencji ukazało przekonująco naszą odpowiedzialną postawę.
Na tym forum chciałbym powtórzyć jeszcze raz wyraźnie i głośno - dla
tych z Państwa, którzy tego nie wiedzą lub nie chcą wiedzieć - moje
przekonanie, że dla nas nie było i nie ma alternatywy dla członkostwa w
Unii Europejskiej i że w naszym kraju nie ma odpowiedniej siły
politycznej, która mogłaby lub chciałaby podważyć to stanowisko.
Dlatego też byliśmy naprawdę dotknięci z powodu powtarzających się i
rosnących ataków z jakimi się spotkaliśmy; ataków opartych na
bezpodstawnym założeniu, że Czesi szukają jakiegoś innego projektu
integracyjnego niż ten, którego stały się członkiem pięć lat temu. To
nie jest prawda.
Obywatele Republiki Czeskiej uważają, że integracja europejska ma ważną
i potrzebną misję i zadania. Można to streścić w następujący sposób:
- usunięcie zbędnych - i sprzeciwiających się ludzkiej wolności i
dobrobytowi - barier w swobodnym przepływie osób, towarów, usług, idei,
myśli politycznych, światopoglądów, wzorców kulturowych i modeli
zachowań, które z różnych powodów ukształtowały się na przestrzeni
wieków wśród poszczególnych państw europejskich;
- wspólna troska o dobra publiczne, istniejąca na szczeblu
kontynentalnym, co oznacza projekty, które nie mogą być skutecznie
zrealizowane w drodze dwustronnych negocjacji dwóch (lub więcej)
sąsiednich krajów europejskich.
Wysiłki zmierzające do realizacji tych dwóch celów - usuwania barier i
racjonalnego wyboru zagadnień, które powinny być rozwiązywane na
szczeblu kontynentalnym - nie są i nigdy nie będą zakończone. Różne
bariery i przeszkody nadal pozostają i oczywiście o wiele więcej jest
decyzji podejmowanych na poziomie Brukseli, niż byłoby to optymalne.
Oczywiście jest ich o wiele więcej niż życzą sobie tego ludzie w
poszczególnych państwach członkowskich. Państwo, Posłowie w Parlamencie
Europejskim, doskonale zdają sobie z tego sprawę. Pytanie, jakie chcę
Państwu zadać, jest zatem czysto teoretyczne: czy są Państwo naprawdę
przekonani, że za każdym razem, gdy Państwo głosują, wtedy decydują o
czymś, o czym trzeba zadecydować tutaj w tej sali, a nie bliżej
obywateli, tj. w obrębie poszczególnych państw europejskich?
W politycznie poprawnej retoryce, jaką wciąż teraz słychać, często
słyszymy o innych możliwych skutkach integracji europejskiej, które
jednak mają mniejsze i drugorzędne znaczenie. Napędzane są one ponadto
przez ambicje zawodowe polityków i ludzi z nimi związanych, a nie w
interesie zwykłych obywateli poszczególnych państw członkowskich.
Kiedy powiedziałem, że członkostwo w Unii Europejskiej nie miało i nie
ma żadnej alternatywy, wspomniałem jedynie połowę z tego, co trzeba
powiedzieć. Pozostałą - logicznie - połową mojego stwierdzenia jest to,
że metody i formy integracji europejskiej mają, w przeciwieństwie,
sporą ilość możliwych i uzasadnionych wariantów, jak właśnie dowiodły
tego w ciągu ostatniego półwiecza. Nie ma żadnego końca historii.
Twierdzenie, że status quo, obecna forma instytucjonalna UE, jest na
zawsze nie podlegającym krytyce dogmatem, jest błędem, który - niestety
- szybko się rozprzestrzenia, nawet jeśli stoi w bezpośredniej
sprzeczności nie tylko z racjonalnym myśleniem, ale także z całą
dwutysiącletnią historią cywilizacji europejskiej. Ten sam błąd odnosi
się do postulowanego a priori, a zatem równie nie podlegającego
krytyce, założenia, że istnieje tylko jedna możliwa i właściwa
przyszłość integracji europejskiej, którą jest "najściślejsza Unia",
tj. dążenia do głębszej i głębszej politycznej integracji państw
członkowskich.
Ani obecne status quo, ani założenie, że stałe pogłębianie integracji
jest błogosławieństwem, nie jest - czy nie powinno być – dogmatem dla
jakiegokolwiek europejskiego demokraty. Egzekwowanie tych pojęć przez
tych, którzy uważają siebie za – by użyć określenia słynnego czeskiego
pisarz Milana Kundery - "właścicieli kluczy" do integracji
europejskiej, jest niedopuszczalnym.
Ponadto, oczywistym jest samo przez się, że taki lub inny układ
instytucjonalny Unii Europejskiej nie jest celem samym w sobie, ale
narzędziem do osiągania realnych celów. A są nimi nie co innego, tylko
ludzka wolność i taki system gospodarczy, który przyniesie dobrobyt.
Tym systemem jest gospodarka rynkowa.
Taka z pewnością byłaby wola obywateli wszystkich krajów członkowskich.
Jednak w ciągu dwudziestu lat od upadku komunizmu byłem wielokrotnie
świadkiem, że uczucia i lęki są silniejsze wśród osób, które spędziły
znaczną część XX wieku bez wolności i borykali się z dysfunkcyjną,
centralnie planowaną i administrowaną przez państwo gospodarką. Nic
dziwnego, że ludzie ci są bardziej wrażliwi i wyczuleni na wszelkie
zjawiska i tendencje, prowadzące w kierunkach innych niż ku wolności i
dobrobytowi. Obywatele Republiki Czeskiej są wśród tych, o których
mówię.
Obecny system podejmowania decyzji w Unii Europejskiej jest inny, niż w
klasycznej demokracji parlamentarnej, wypróbowanej i sprawdzonej przez
historię. W normalnym systemie parlamentarnym, część członków
parlamentu wspiera rząd, a część wspiera opozycję. W Parlamencie
Europejskim brak tego rozwiązania. Tutaj promowana jest tylko jedna
możliwość, a ci, którzy ośmielają się myśleć o odmiennej opcji są
napiętnowani jako wrogowie integracji europejskiej. Nie tak dawno temu
w naszej części Europy żyliśmy w systemie politycznym, który nie
zezwalał na żadną alternatywę, a zatem i żadną opozycję parlamentarną.
To przez takie doświadczenie otrzymaliśmy gorzką lekcję, że bez
opozycji nie ma żadnej wolności. Oto dlaczego muszą istnieć polityczne
alternatywy.
I nie tylko dlatego. Stosunek między obywatelem tego czy innego państwa
członkowskiego a przedstawicielem Unii nie jest standardowym stosunkiem
między wyborcą a politykiem ją lub jego reprezentującym. Tu istnieje
też duża odległość (nie tylko w sensie geograficznym) między
obywatelami i przedstawicielami Unii, która jest znacznie większa, niż
to zachodzi wewnątrz państw członkowskich. Odległość ta jest często
opisywana jako deficyt demokratyczny, utrata demokratycznej
odpowiedzialności, podejmowanie decyzji przez pewnych niewybieranych -
lecz wybranych - jako biurokratyzacja podejmowania decyzji itd.
Propozycje zmiany obecnego stanu rzeczy – włączone do odrzuconej
Konstytucji Europejskiej czy do niezbyt różniącego się od niej Traktatu
Lizbońskiego – jeszcze bardziej pogorszyłyby ten defekt.
Ponieważ nie ma europejskiego demosu – ani żadnego Narodu Europejskiego
– defekt ten nie może być żadną miarą naprawiony poprzez wzmocnienie
roli Parlamentu Europejskiego. Przeciwnie, może ono problem pogorszyć i
doprowadzić do jeszcze większej alienacji pomiędzy obywatelami krajów
europejskich a instytucjami unijnymi. Rozwiązaniem nie będzie ani
dodawanie paliwa pod ten "tygiel" obecnego typu integracji
europejskiej, ani też pomijanie roli państw członkowskich w imię nowego
wielokulturowego i wielonarodowego europejskiego społeczeństwa
obywatelskiego. Takie próby za każdym razem w przeszłości zawodziły,
ponieważ nie odzwierciedlają spontanicznego rozwoju historycznego.
Obawiam się, że starania o przyspieszenie i pogłębienie integracji i
przeniesienie decyzji dotyczących życia obywateli krajów członkowskich
na szczebel europejski, mogą mieć skutki, które zagrożą wszystkim
pozytywnym rzeczom osiągniętym w Europie podczas ostatniego półwiecza.
Nie niedoceniajmy obaw obywateli wielu państw członkowskich, którzy
boją się tego, że ich problemy znów rozstrzygane są gdzieś indziej i
bez nich, i że ich możliwość wpływu na te rozstrzygnięcia są bardzo
ograniczone. Do tej pory Unia Europejska okazała się sukcesem,
częściowo dzięki temu, że głosu każdego państwa członkowskiego miał
taką samą wagę, a tym samym nie mógł być zignorowany. Nie pozwólmy na
sytuację, w której obywatele państw członkowskich będą przeżywali swoje
życie w poczuciu rezygnacji, że oto projekt UE nie jest ich własnym; że
rozwija się inaczej niż by pragnęli, że oni są jedynie przymuszani do
zaakceptowania go. Bardzo łatwo i bardzo szybko ześlizgnęlibyśmy się na
powrót do czasów, co do których mieliśmy nadzieję, że należą do
historii.
Jest to ściśle związane z kwestią dobrobytu. Musimy otwarcie
powiedzieć, że obecny system gospodarczy UE jest systemem eliminującym
rynek, systemem stałego wzmacniania gospodarki kontrolowanej
centralnie. Mimo, że historia bardziej niż wyraźnie udowodniła, że to
ślepy zaułek, odnajdujemy siebie kroczących znów tą samą drogą. Efektem
tego jest stały wzrost zarówno poszerzania nadzoru administracyjnego,
jak i ograniczania spontaniczności procesów rynkowych. W ostatnich
miesiącach ta tendencja została znacznie wzmocniona przez błędną
interpretację przyczyn obecnego kryzysu gospodarczego i finansowego, że
spowodowany był rzekomo przez wolny rynek, podczas gdy w rzeczywistości
jest właśnie przeciwnie – spowodowany jest przez polityczne manipulacje
rynkiem. Koniecznym jest ponowne zwrócenie uwagi na historyczne
doświadczenie naszej części Europy i na lekcje, jakie ono nam dało.
Wielu z Państwa z pewnością znane jest nazwisko francuskiego ekonomisty
Fryderyka Bastiata i jego słynnej Petycji Candlemakers*), która stała
się znanym i kanonicznym tekstem, ilustrującym absurdalność
politycznych interwencji w gospodarce. 14 listopada 2008 Komisja
Europejska zatwierdziła faktyczną, a nie fikcyjną Bastiatowską Petycję
Candlemakers bowiem nałożyła 66% taryfę na świece importowane z Chin.
Nie do wiary, że jakiś 160-letni esej może stać się rzeczywistością,
jednak tak się stało. Nieuniknionym skutkiem szerokiego wdrażania
takich środków w Europie jest spowolnienie gospodarcze, jeśli nie
całkowity zastój we wzroście gospodarczym. Jedynym rozwiązaniem jest
liberalizacja i deregulacja gospodarki europejskiej.
Mówię to wszystko dlatego, że czuję wielką odpowiedzialność za
demokratyczną i zamożną przyszłość Europy. Starałem się przypomnieć
Państwu podstawowe zasady, na których opierała się cywilizacja
europejska przez stulecia czy nawet tysiąclecia; zasady, których
ważność nie ma podlega wpływowi czasu, zasady, które są uniwersalne i
dlatego powinny być przestrzegane nawet w obecnej Unii Europejskiej.
Jestem przekonany, że obywatele poszczególnych państw członkowskich
pragną wolności, demokracji i dobrobytu gospodarczego.
W obecnych czasach, najważniejszym zadaniem jest uczynienie pewnością,
że wolna dyskusja na te tematy nie jest wyciszana jako atak na samą
ideę integracji europejskiej. Wierzyliśmy zawsze, że przyzwolenie na
dyskusję o tak poważnych problemach, bycie wysłuchanym, obrona prawa
każdej osoby do przedstawienia innej niż "jedynie poprawna opinia" -
bez względu na to, jak dalece z nią się zgadzamy – to najistotniejsza
zasada demokracji, jakiej odmawiano nam przez ponad cztery dekady. My,
którzy przeszliśmy przez wymuszone doświadczenie, które nauczyło nas,
że swobodna wymiana opinii i idei jest podstawowym warunkiem zdrowej
demokracji, mamy nadzieję, że ten warunek zostanie spełniony i będzie
przestrzegany również w przyszłości. Jest to jedyna szansa i metoda
uczynienia Unii Europejskiej bardziej wolną, bardziej demokratyczną i
bardziej zamożną.
Wacław Klaus, Parlament Europejski, Bruksela,
19 luty 2009
Tłum. Krystyna Greń
http://fronda.pl/tatra/blog/