IOTA
UNUM
Tytuł oryginału: "Etude
des variations
de l'Eglise catholique au XX siecle"
(Analiza przemian Kosciola katolickiego XXw)
Romano AMERIO
(Fragmenty)
Tłum. z francuskiego M.Ostrowski
245. Zmiana w
koncepcji ekumenizmu - Instrukcja z 1949r
Ta właśnie zmiana jest bez wątpienia zmianą najważniejszą
spośród
zmian które dokonały się w systemie katolickim od Soboru
Watykańskiego II: zawiera ona wszystkie motywy jakie stanęły u podstaw
zamiaru dokonania zmiany równoważnej z wynaturzeniem.
Tradycyjną doktrynę ekumenizmu określa opublikowana 20.12.1949r. przez
Św. Oficjum instrukcja o ruchu ekumenicznym (De motione oecumenica),
która podejmuje naukę Piusa XI zawartą w encyklice Mortalium
animos z 1928 r.
Stanowi ona co następuje:
-
"Kościół katolicki posiada pełnię Chrystusa" nie istnieje
zatem żadna potrzeba udoskonalania stanu rzeczy w odniesieniu do innych
wyznań.
- Nie można budować jedności na zasadzie stopniowego
przyswajania różnych wyznań wiary, ani też poprzez
dokonywanie adaptacji dogmatu katolickiego do nauczania innych
wyznań
- Prawdziwa jedność pomiędzy Kościołami może dokonać się
jedynie poprzez powrót, per reditum, braci odłączonych do
prawdziwego Kościoła Bożego.
- Odłączeni bracia, którzy powracają do Kościoła
katolickiego nie tracą niczego z prawdy, która może
znajdować się w ich wyznaniach, a raczej zachowują ją nietkniętą, za to
w jej pełnym i doskonałym wymiarze, complementum atque absolutum.
Doktryna sformułowana w Instrukcji Sw. Oficjum ustanawia zatem, że
Kościół rzymski jest fundamentem i centrum jedności
chrześcijańskiej; że w ujęciu historycznym życie Kościoła,
który jest osobą o charakterze wspólnotowym lub
Ciałem Chrystusa, nie może się realizować wokół wielu
centrum (różnych wyznań chrześcijańskich), które
grawitowałyby ku centrum znajdującemu się poza nimi tak więc odłączeni
bracia powinni kierować się ku solidnemu, nieruchomemu centrum,
którym jest Kościół oparty na posłudze Piotra.
Zatem dążenie ku jedności
ekumenicznej jest konieczne i historycznie uzasadnione, nie jest czymś
nowym, jest po prostu stanem do odtworzenia poprzez powrót
tych, którzy odeszli a nie do budowania w przyszłości.
Kościół rzymski do kwestii ekumenicznych odnosił się z
rezerwą. Jego nieobecność w Światowej Radzie Kościołów jest
motywowana takim właśnie postrzeganiem chrześcijańskiej jedności,
które wyklucza pluralizm w równości odłączonych
wyznań. To doktrynalne stanowisko jest tylko
potwierdzeniem, że chrześcijaństwo opiera się na transcendencji,
której zasadą jest Chrystus, zasadą théandryczną
jako, ze Chrystus jest jednocześnie Bogiem i człowiekiem mając za
wikariusza urząd następcy Piotra.
246. Zmiana
soborowa. - O.Villain - Kardynał Bea
Zmiana wprowadzona na Soborze widoczna jest w znakach zewnętrznych jak
i w stanowiskach teologicznych. Soborowy Dekret o ekumenizmie Unitatis
redintegrati absolutnie nie wspomina o instrukcji z 1949r ; słowo
"powrót" (reditus) również nie istnieje w treści
dekretu.
Termin "reversione" (powrót) zastąpiony jest przez
"conversione" (nawrócenie). Tak więc zgodnie z tą ideą
wyznania chrześcijańskie, w tym katolickie nie powinny zwracać się
jedno ku drugiemu lecz wszystkie razem ku Chrystusowi totalnemu, ku
pełni Chrystusa, która znajduje się poza nimi - na zewnątrz
(którą trzeba zbudować) i ku niej wszystkie powinny zdążać.
W przemówieniu inauguracyjnym sesji II SWII, Paweł VI
przypomniał tradycyjną doktrynę, która stwierdza że
odłączeni bracia "utracili doskonałą jedność, którą może dać
im tylko Kościół katolicki. Papież podkreślił, że na
potrójna więź tej jedności składa się
- ta sama
wiara,
- przyjmowanie
tych samych sakramentów i
- właściwa
spójność z jednolitą władza kościelną (apta
cohœrentta unici ecclesiastici regiminis)
nawet jeśli ta władza respektuje ogromną różnorodność
lingwistyczną, różnorodność rytów, tradycji
historycznych, przywilejów lokalnych i nurtów
duchowości.
Wbrew tej deklaracji, dekret soborowy o ekumenizmie Unitatis
redintegratio odrzuca ideę powrotu "odłączonych" wyznając tezę
nawrócenia się wszystkich chrześcijan.
Jedność nie może być realizowana poprzez działania na rzecz powrotu do
Kościoła katolickiego, ale przez nawrócenie się wszystkich
Kościołów ku Chrystusowi totalnemu, który nie
istnieje w żadnym z nich, ale który w efekcie scalania się
wszystkich Kościołów w jeden z nim właśnie się zintegruje.
Tam, gdzie jeszcze przed Soborem - w tzw schematach przygotowawczych
podkreślano definicję że Kościół Chrystusowy jest Kościołem
katolickim Sobór uznaje tylko, że Kościół
Chrystusowy trwa [subsiste] w Kościele Katolickim, adoptując teorię według
której Kościół Chrystusowy trwa nawet w innych
Kościołach chrześcijańskich i powinny one być świadome
wspólnego trwania w Chrystusie. Jak to napisał w OR z 14
października jeden z profesorów Uniwersytetu
Gregoriańskiego, sobór uznał, że odłączone kościoły są
"narzędziami, których używa Duch Święty dla zbawienia ich
członków". Z tak egalitarnego punktu widzenia wszystkich
Kościołów, katolicyzm, nie zajmuje już żadnej
szczególnej, uprzywilejowanej pozycji.
Od początku prac przygotowawczych Soboru O.Maurice Villain proponował,
w swoim dziele pt Introduction à
l'œcuménisme (Paris, 1959), porzucić zestawienie:
Kościół katolicki - wyznania protestanckie wprowadzając
rozróżnienie pomiędzy doktrynami zasadniczymi i
drugorzędnymi. Co więcej - rozróżniając prawdy wiary od
formuł, za pomocą których są klasyfikowane w
sposób przypadkowy i tak wyrażane, a które
ponadto nie są niezmienne.
Ponieważ więc formuły nie posiadają zdolności wyrażania prawdy ale do
klasyfikowania danych, które wciąż pozostają
nierozpoznawalne, jedność zatem powinna być budowana na fundamencie
głębszym od prawdy i co O.Villain nazywa "Chrystusem w modlitwie".
Trzeba zaznaczyć, że modlitwa wszystkich, którzy wyznają
Chrystusa jest oczywiście pożądana w celu osiągnięcia jedności, jednakże modlitwa wspólna o
jedność nie tworzy jedności sakramentów, jednego
kierownictwa, które pochodzą od wiary.
Kardynał Bea zaprezentował analogiczną koncepcję ekumenizmu w
"Civilta cattolica" w styczniu 1961, podczas
różnych konferencji i wywiadów (Corriere del
Ticino, 10 marzec 1971). Stwierdził, ze ekumenizm nie jest ruchem na
rzecz powrotu braci odłączonych do Kościoła rzymskiego i podkreślił, że
zgodnie z przyjętym nauczaniem protestanci nie są całkiem odłączeni od
Kościoła, gdyż zostali ochrzczeni w sposób ważny. Cytując
fragmenty encykliki "Mystici corporis" Piusa XII o tym, ze są oni
"ukierunkowani" na Mistyczne Ciało Odkupiciela poprzez chrzest
sugerował że do Niego nalezą, dzięki czemu w aspekcie wiecznego
zbawienia znajdują się w sytuacji, która nie
różni się od tej w jakiej znajdują się katolicy (OR,27
kwiecień 1962).
Kardynał przedstawia zjednoczenie jako kwestię bezpośredniego wyrażenia
już istniejącej jedności; jako coś istniejącego, chodzi tylko o to by
zdać sobie z tego sprawę.
Jest ona póki co wirtualną, nawet w łonie Kościoła
katolickiego, który musi jeszcze uświadomić sobie nie tylko
własną sytuację ale rzeczywistość głębszą - Chrystusa totalnego,
który jest synteza wszystkich rozrzuconych grup w ramach
chrześcijaństwa.
Zatem nie będzie to powrót jednych do drugich ale
nawrócenie się wszystkich do nowego centrum
którym jest Chrystus bardziej zgłębiony.
251. Pozycja niechrześcijan wobec ekumenizmu.
Zmiana w nauczaniu polega zatem na tym, ze jedności nie
buduje się już w łonie Kościoła katolickiego lecz w Kościele
Chrystusowym i poprzez zbliżanie się wszystkich wyznań ku centrum,
które jest poza każdym z nich.
Nowa koncepcja nieuchronnie prowadzi do zmiany koncepcji działalności
misyjnej. Staje się koniecznością aby religie niechrześcijańskie weszły
również w skład religijnie zjednoczonej ludzkości.
Jednakże podobnie do braci odłączonych, nie chodzi o
nawrócenie się na chrześcijaństwo ale ma się to dokonać
poprzez zgłębienie przez wyznawców tych religii ich
wewnętrznych wartości osiągając poziom prawdy wspólny dla
wszystkich. Ideę tą rozwinął, Jean Guitton w OR z 19 listopada 1979.
Różnorodność jest bogactwem - podkreślił i nikt nie musi
czegokolwiek poświęcać.
Trzeba jednak stwierdzić obiektywnie, że istnieją różnice,
które wynikają ze sprzeczności między prawdą a fałszem, że
są niekiedy w religiach niechrześcijańskich błędy, które
należy odrzucić. Tak czy inaczej, wg Guitton'a katolicyzm nie ma nic
nadzwyczajnego do zaoferowania, przyczynia się on tylko do głębszego
zrozumienia wartości, które tkwią we wszystkich
doświadczeniach religijnych.
Dla muzułmanina nawrócić się oznacza stawać się coraz
lepszym muzułmaninem; dla Żyda - bardziej Żydem, dla buddysty -
bardziej buddystą itd.
Zaniechanie wysiłków na rzecz nawracania, czyli aktywności
specyficznie religijnej, stało się powszechne a wzywanie ludzi do
wstępowania do Kościoła katolickiego jest uważane za godny ubolewania
prozelityzm.
Powód takiego nastawienia wydaje się oczywisty: Dekret
soborowy o działalności misyjnej Kościoła uwzględnił nowe zasady
ekumeniczne uzasadniając "obecnym
stanem rzeczy, kiedy narastają nowe warunki życia ludzkości"
nie porzucając tradycyjnych formuł definiujących misje: "prowadzić ludzi do wiary w
Chrystusa". Przyjęcie takich zmian pozbawia działalność
misyjną teoretycznego uzasadnienia. Nowość ta pozostaje w zgodzie z
całym systemem, którego celem jest nadanie Boskiemu
statusowi Kościoła katolickiego reputacji przestarzałego.
Jedność między chrześcijanami ma się dokonać poprzez zbliżanie się ku
Chrystusowi totalnemu, który obecny jest w sercach
wszystkich chrześcijan na mocy chrztu i dlatego takie działanie na
rzecz jedności wydaje się posiadać w pewnym sensie charakter
nadprzyrodzony.
Jeśli natomiast niechrześcijanie mają dołączyć do chrześcijan ale już
nie poprzez wyjście poza nich samych ku Chrystusowi w Kościele
katolickim, ale na skutek pogłębiania własnej wiary, to wskazywałoby,
że Chrystus - zasada jedności istnieje w ich naturalnej świadomości co
z kolei zaprzeczałoby istnieniu nadprzyrodzoności lub
zrównaniu natury z nadprzyrodzoną łaską a zasada zbawcza
przychodziłaby już nie z nieba ale z głębi - wychodząc od podstaw,
tkwiąc w ludzkiej naturze, naturze każdego człowieka.
Paweł VI nie rozwiał tej niepewności. W swoich rozmowach Jean
Guitton'em oświadcza bez cienia wątpliwości:
"Jest tylko jeden
Kościół, który jest osią zbieżności, jeden
Kościół w którym wszystkie kościoły powinny się
zjednoczyć ".
Jednakże czyż trudno zauważyć, że
zjednoczyć się w Kościele nie oznacza jednoczenia się mocą wejścia do
Kościoła już istniejącego?
I dalej po tak przekonywującej wypowiedzi dodał:
"miłość prowadzi nas do
respektowania całej należnej wolności",
nie precyzując, że ani sumienie ani wolność nie są autonomiczne a
katolicyzm nie jest religią wolności ale opartą na prawdzie.
(...)