Cywilizacja turańska

(z broszury M.Giertycha pt "Wojna cywilizacji w Europie)"
     

Cywilizację turańsk± stworzyli Mongołowie niebiescy za Dżengis-chana. Jej podstawow± cech± jest organizacja wojskowa przystosowana do wojny ruchomej. Najlepiej charakteryzuj± j± pojęcia: obóz-ruch-przestrzeń. St±d też więzy rodzinne s± w tej cywilizacji bardzo luĽne.

 W cywilizacji tej nie ma prawa publicznego, a istnieje tylko prywatne, wywodz±ce się z nakazów władcy. Państwo jest folwarkiem władcy, a jego wola prawem. Społeczeństwo nie posiada żadnych praw i nie wolno mu się organizować - od tego jest państwo. Tak więc wszelkie organizacje s± sterowane odgórnie, a wszelka inicjatywa oddolna jest zwalczana. Władza jest absolutna, a ideałem władcy jest srogi despota. Wobec przełożonego, każdy z członków społeczeństwa pozostaje w pozycji niewolnika lub sługi - obywateli nie ma w ogóle. Na Zachodzie obywatel żyje również w państwie - Turańczyk wył±cznie w państwie. Wszystkie sprawy to sprawy państwowe i nie ma takich, które mógłby on traktować jako wył±cznie jego własne. Cała własno¶ć to własno¶ć władcy i można być tylko dzierżawc± jakiej czę¶ci tej własnoci. Dzierżawa ta może być jednak w każdej chwili odwołana z woli władcy, który posiada prawo wywłaszczenia każdego, kiedy tylko chce.

 Cała organizacja życia ma charakter wojskowy, rozkazodawczy, st±d też panuje maksymalny centralizm. Biurokracja służy władzy, nigdy społeczeństwu. Działa ona w imieniu władcy i tylko wobec niego jest odpowiedzialna, a nie wobec ludzi, z którymi ma do czynienia. St±d też życie społeczne jest bardzo zmechanizowane - jak w wojsku i nie ma w nim elementów organicznych.

Ponieważ organizacja społeczna jest wojenna, rozwija się wtedy, gdy państwo zwycięża, gdy posiada siłę militarn± i sukcesy. Gdy brak zwycięstw, zdobyczy, państwo słabnie lub wręcz rozpada się, dlatego też główny wysiłek społeczny zorientowany jest na budowę siły militarnej.
 
W cywilizacji turańskiej nie powstaj± narody w sensie europejskim. Istniej± tylko zlepki ludów, szczepów i ras, których ł±czy zwycięska gwiazda wodza. Temudżyn, pierwszy Dżengis-chan, zorganizował ludzi różnych ras, zróżnicowanego pochodzenia etnicznego i religii w sprawn± armię i poprowadził j± na podbój wiata. Gdziekolwiek stan±ł, tam zorganizował życie metod± wojskow±, pozostawiaj±c swoich podkomendnych jako lokalnych władców. Wielu z nich z czasem wyemancypowało się spod mongolskiej supremacji i kontynuowało panowanie jako nowi władcy absolutni, działaj±c według tej samej metody. Często ludzie podporz±dkowani w ten sposób czerpi± sw± nazwę włanie od jakiego wojskowego wodza: Seldżucy, Nogajcy, Osmanowie itd. Duż± rolę w tej cywilizacji odgrywa romantyzm i legenda osnuta wokół postaci skutecznego wodza.

 Gdy zabraknie silnego wodza przychodzi "smuta", czas niepokoju. Powstaje dezorientacja i osłabienie. Pojawienie się nowego "dzierżymordy" to koniec "smuty", to powrót do normalnoci.

 Cywilizacja turańska nie ma żadnego stosunku do religii. Dziedzina ta z reguły pozostaje obojętna dla władcy, byle by duchowieństwo nie wtr±cało się w jego sprawy, nie próbowało odgrywać roli państwowej oraz by nie krytykowało władzy w żadnej sprawie. Żadna etyka nie obowi±zuje władcy i nigdy nie jest on oceniany z pozycji etyki.

  Dzisiaj najwyraĽniej widzimy cywilizację turańsk± w Rosji. 

Tam jedynowładztwo jest norm±. Nie ma znaczenia czy jest to chan, car, pierwszy sekretarz czy prezydent. On jest najbardziej kochany i akceptowany, jeżeli jego władza jest wolna od jakichkolwiek ograniczeń; musi być jednak zwycięzc±. Turańczycy nie akceptuj± przywódcy przegrywaj±cego jako władcy. Musi on więc nieustannie udowadniać, że jego władztwo i wpływy stale rosn±. Władca taki nigdy nie jest krytykowany ani kontestowany. Nie należy oczekiwać, że Rosja nagle przyjmie system demokratyczny, ponieważ ludzie tam żyj±cy nie spodziewaj± się tego. Zaproszeni do głosowania będ± głosować tak jak im każe władca, a wszelka opozycja będzie oczywicie zmiażdżona.

 Dobrym przykładem rosyjskiego sposobu mylenia jest słynne powiedzenie cara Mikołaja II po tym, jak została w całoci zatopiona flota bałtycka pod Cuszym± w roku 1904 w ramach wojny z Japoni±. Gdy w lad za krytyk± prasy zachodniej były protesty, że był to bł±d wysyłać flotę bałtyck± dookoła globu na wody japońskie, car powiedział: „Czego ta hołota chce ode mnie i się wtr±ca? To była moja flota!”. Trzynacie lat potem car musiał abdykować, potem został zamordowany przez bolszewików, a dzisiaj uważany jest w Rosji za więtego i męczennika oraz kochany mimo wszystkich swoich niedoskonałoci. Bolszewicy szybko powrócili do tej samej despotycznej metody rz±dzenia i nawet Stalin jest wspominany z nostalgi± przez wielu. Rz±dy Michaiła Gorbaczowa i Borysa Jelcyna to był czas smuty. Własno¶ć państwowa stała się własnoci± prywatn± oligarchów. Teraz jednak mamy Putina. Car powrócił, wywłaszczył oligarchów i Rosja wróciła do normalnoci – turańskiej normalnoci. Władca musi odnosić sukcesy, by utrzymać się na tronie. Dzisiaj mog± to być wpływy na inne kraje poprzez uzależnianie ich dostawami ropy i gazu. Z pewnoci± będ± także nasilały się próby przywrócenia dominacji nad ziemiami, które Rosja utraciła za Gorbaczowa i Jelcyna.

 Polska zetknęła się z cywilizacj± turańsk± w jej mongolskim pierwowzorze już w wieku XIII, był to jednak kontakt tylko przelotny: przyszli, pokonali nas i wkrótce opucili. Pozostały po nich tylko folklorystyczne wspomnienia, takie jak przerwany Hejnał z wieży kocioła Mariackiego w Krakowie i Lajkonik [ Lajkonik, figura azjatyckiego wojownika z modelem konia przypiętym do pasa, który raz na rok (niedziela po Bożym Ciele) przechodzi ulicami Krakowa i uderza dzieci po głowach papierow± buław±.] . PóĽniej zetknęlimy się z cywilizacj± turańsk± o wiele trwalej i to z kilkoma jej kulturami: tatarsk±, tureck±, kozack± i moskiewsk±. Każda z tych kultur na inny sposób na nas oddziaływała, niekiedy całkiem skutecznie. Abstrahuj±c od kontaktów militarnych, które raczej chroni± przed wpływami niż je nios±, była u nas swego czasu moda na turecczyznę. Turcja imponowała sił± i przepychem dworu otomańskiego, szczególnie w XIX w., gdy nie mielimy własnego państwa, a Turcja nie uznawała rozbiorów i przyjmowała naszych emigrantów. Wielu Polaków znalazło dobre posady w Turcji osi±gaj±c całkiem wysokie stanowiska. Wtedy to turecko¶ć była u nas w modzie. Modnym było ubierać się po turecku i tłumaczyć polityczny upadek brakiem silnej organizacji wojskowej w przed-rozbiorowej Polsce.

 Również wpływ kozaczyzny był kiedy bardzo silny, szczególnie w XVII w. Umiłowanie stepów, ci±głego ruchu, wolnoci od życia społecznego, okazywało się atrakcyjne dla niejednego awanturnika, któremu chciało się zorganizować własn± jednostkę wojskow±, własne mini państwo, siedz±c ci±gle w kulbace. Było to możliwe na ogół na nie zamieszkałych wschodnich równinach obszarów dzi należ±cych do Ukrainy. Było dużo romantyzmu w tym wolnym, zbójeckim trybie życia, które w gruncie rzeczy nie było niczym innym jak bandytyzmem. Jednak okazyjne kontakty zbrojne z podobnymi bandami Tatarów, Kozaków i Turków dodawały do tej działalnoci element patriotyzmu.

 O wiele bardziej poważnym był wpływ kultury moskiewskiej. Z kontaktów z t± kultur± zrodził się sarmatyzm, owa postawa niektórych magnatów kresowych, charakteryzuj±ca się absolutn± władz± na swych posiadłociach i zupełnym brakiem odpowiedzialnoci za państwo jako cało¶ć. Ci magnaci, w zależnoci od wielkoci i bogactwa ich posiadłoci, często uważali siebie za udzielnych władców. Posiadali własne wojska, własne prawa, a często nawet własn± polityk± zagraniczn±, jak w przypadku Radziwiłłów czy Paców. Ci magnaci, jeżeli chcieli to mogli być dobrodziejami swego otoczenia, mogli jednak także być jego plag±, bowiem czuli się, a w rzeczywistoci często byli, ponad prawem. Wynikało to z siły ich posiadłoci i słaboci państwa.

 W nowszych czasach, w pierwszej połowie XX w., wpływami turańskimi zarażony był tzw. obóz Marszałka Piłsudskiego (mówimy "obóz", a nie partia). Inne siły polityczne okrelały się według ideologii jako socjalici, narodowcy, chadecy itd. Natomiast zwolennicy Marszałka Piłsudskiego okrelali siebie jako piłsudczycy. Ł±czyła ich organizacja wojskowa, funkcjonuj±ca na bazie rozkazów pochodz±cych od Marszałka lub wydawanych w jego imieniu. Mylenie indywidualne było Ľle widziane: "Komendant wie lepiej!" Piłsudczycy czuli się ponad prawem. Zorganizowali zamach stanu w maju 1926 r. i rz±dzili do roku 1939 ignoruj±c wszelkie prawa. Poniewierali, zabijali, więzili przeciwników politycznych, a przy tym wszystkim pielęgnowali romantyzm wojenny, wykazywali ruchliwo¶ć, ofiarno¶ć, patriotyzm oraz obojętno¶ć religijn±.

 W okresie dominacje sowieckiej (1944-1989) bylimy dosyć odporni na cywilizacyjne wpływy Wschodu. Prawie odruchowo odrzucalimy wszystko, co stamt±d płynęło. Rosła jednak legenda Marszałka Piłsudskiego i aprobata dla jego stylu rz±dzenia. Wielu ludzi marzy o wodzu o silnej ręce, gdyż s± zmęczeni polityczn± niepewnoci±, która towarzyszy demokracji, wyborom i polityce partyjnej. Bardzo to poważne zagrożenie dla naszej tożsamoci, a to z kilku powodów. Po pierwsze, jest to filozofia polityczna oduczaj±ca mylenia, które pozostawia się przełożonym. Taka postawa potrzebna jest w wojsku, gdzie odpowiedzialno¶ć jest wyraĽnie zhierarchizowana, a czasu na filozofowanie brak. W życiu cywilnym potrzebujemy nawyków do pracy umysłowej, do namysłu. Wszystko, co zabija mylenie, cofa nas cywilizacyjnie.

Po drugie, moda na turańsko¶ć wyraża się w ci±głym poszukiwaniu wodza, zbyt łatwym okrzykiwaniu kogokolwiek mężem opatrznociowym i powierzaniem mu bezkrytycznie całej odpowiedzialnoci. Potem pojawia się poczucie zawodu, że wódz nie dopisał, że nie wiedział, co robić. W naszej cywilizacji przywódca musi mieć wsparcie myl±cych twórczych obywateli, a nie tylko posłusznych wykonawców jego woli. Dobrzy wodzowie łatwo się nie rodz±. Czę¶ciej trzeba polegać na zespole i umieć pracować zespołowo, gdzie twórczo¶ć każdego daje wspólny postęp.

Wreszcie mylenie turańskie zabija pracę organiczn±, oddoln±. Wielu ludziom wydaje się, że co pożytecznego można zrobić tylko od góry, od władzy centralnej, dlatego walcz± o przywilej rz±dzenia. Tymczasem specyfik± naszej cywilizacji jest zdolno¶ć do samonaprawy od dołu i zachęcanie wszystkich, by czynili co tylko jest możliwe, by poprawić życie w najbliższym otoczeniu. Dobre pomysły zamienione na funkcjonuj±ce ulepszenia będ± się same szerzyć przez naladownictwo. Co takiego nigdy nie zdarza się w cywilizacji turańskiej. Wszystkie ulepszenia musz± tam mieć aprobatę odgórn± i tylko wtedy można je wprowadzać.

 Tylko ci władcy turańscy, którzy takie ulepszenia wprowadzili i rozszerzyli swoje władztwo, niezależnie od tego jak byli bezwzględni i nieludzcy w osi±ganiu tych sukcesów, wspominani s± jako wielcy.